Powoli kończy się remont budynku dawnej Szkoły Podstawowej nr 5 przy ulicy Partyzantów w Bielsku-Białej. Kosztem ponad 4,5 mln zł szkoła adaptowana jest na budynek mieszkalny. Już niedługo oddanych zostanie tam do użytku 30 mieszkań komunalnych, czyli przeznaczonych dla osób oczekujących na gminne lokum.
 
Gminy mają bowiem obowiązek zapewnić dach nad głową osobom, których nie stać na kupno lub wynajem własnego mieszkania czy zaciągnięcie kredytu mieszkaniowego. A że społeczeństwo coraz bardziej ubożeje, lista chętnych jest coraz dłuższa. Nie inaczej jest w Bielsku-Białej. Dlatego gmina zdecydowała się zaadaptować na cele mieszkaniowe kolejny budynek służący wcześniej innym celom. Sprawa wydaje się więc oczywista. Jednak w przypadku „Piątki” budzi pewne pytania...
 
Otóż każdy, kto choć raz był w jakiejkolwiek szkole wie, że układ pomieszczeń w takim budynku ma się nijak do układu architektonicznego kamienicy czy bloku mieszkalnego. Dlatego aby w szkole powstały mieszkania, trzeba wyburzyć całe jej wnętrze i wybudować je od nowa. Poza tym - i to może jest najistotniejsze - budynek „Piątki” jest zabytkiem wpisanym do ministerialnego rejestru. A modernizacja zabytkowego budynku, a tym bardziej jego przebudowa, są bardzo kosztowne, o wiele bardziej niż w przypadku obiektu nieobjętego ochroną. Może więc lepiej zamiast adaptować zabytkowy budynek byłoby wybudować mieszkania komunalne taniej od podstaw gdzieś indziej?
 
Jan Pacia, naczelnik Wydziału Inwestycji bielskiego ratusza przyznaje, że remont zabytkowej szkoły był bardzo trudnym wyzwaniem. Choćby z tego względu, iż wszystkie prace należało konsultować i wykonywać pod nadzorem służb konserwatorskich. Poza tym, nie można było użyć w trakcie remontu ciężkiego sprzętu, w tym dźwigów, i wiele prac trzeba było wykonywać ręcznie, co pomnażało koszty. Tak było chociażby w przypadku wymiany wszystkich drewnianych stropów, które należało w całości zdemontować i zastąpić nowymi, betonowymi.
 
Jan Pacia nie uważa jednak, aby całkowity koszt remontu i przebudowy szkoły na budynek mieszkalny był bardzo wygórowany w porównaniu z rynkową ceną nowo budowanych mieszkań. Średni koszt jednego mieszkania wyniósł około 150 tys. zł. Dużo to czy mało? Niech osądzą czytelnicy. Mieszkania będą oddane do użytku w tak zwanym stanie deweloperskim, a więc wykończyć je będą musieli według własnego pomysłu i na własny koszt ich przyszli najemcy. Prace mają zakończyć się do kwietnia.
 
Poza tym okazuje się, że gmina nie miała pomysłu, co zrobić z nieczynną od wielu już lat „Piątką”. Władze miasta chciały szkolny budynek zburzyć i poszerzyć dzięki temu przebiegającą tuż obok ulicę Partyzantów. Okazało się to niemożliwe. Minister kultury nie wyraził zgody na wyburzenie zabytku. Ulicę mimo to udało się poszerzyć, a szkoła pozostała pusta i nietknięta.

Początkowo gmina próbowała obiekt zbyć, lecz nie było chętnych. W końcu zdecydowano się zaadaptować go na potrzeby lokalowe. Z pewnością to bliskość ruchliwej szosy obniżyła atrakcyjność budynku w oczach potencjalnych inwestorów, a teraz z pewnością pogorszy komfort mieszkania w nim, lecz - jak zapewnia Jan Pacia - inwestor zrobił wszystko, aby tę uciążliwość zminimalizować. Między innymi od strony ulicy Partyzantów zamontowano okna - choć imitujące stare, to jednak bardzo nowoczesne, o najwyższym współczynniku dźwiękochłonności.

Nie ma też co ukrywać, iż w myśl zasady, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, nikt z oczekujących na gminne lokum, kto otrzyma przydział na tak usytuowane, lecz komfortowe mieszkanie, na pewno nie będzie wybrzydzał.
 
Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)