W warunkach kryzysu gospodarczego Polacy coraz rozsądniej wydają pieniądze. Poziom wydatków dostosowują do malejących możliwości domowych budżetów, co w minionym roku znacząco odbiło się na dochodach dilerów samochodowych. Na początku roku salony pozbywają się starych zapasów, dzięki czemu klienci mogą zakupić nowe auto z całkiem pokaźnym rabatem.
 
Liczba aut na polskich drogach w ostatnich kilku latach wzrosła o ponad połowę. Tłok ów nie wynika jednak z większej sprzedaży nowych pojazdów. Rosnące ceny paliw, wahania kursów walut, poważne ryzyko utraty pracy czy trudniejsze warunki uzyskania kredytów sprawiają, że kupujemy coraz mniej lub w ogóle. Według Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego „SAMAR”, w 2011 roku dilerzy wydali polskim klientom 275 tys. samochodów, czyli o 12,35 proc. mniej niż rok wcześniej.
 
Szrot Europy
 
Coraz chudsze portfele Polaków sprzyjają rozwojowi rynku samochodów używanych. Stanowiły one ok. 80 proc. aut sprzedanych w ub. roku w naszym kraju. Kupujemy chętnie kilkuletnie lub nawet kilkunastoletnie modele popularnych i sprawdzonych marek, głównie z Niemiec. Dzięki temu już blisko co drugi Polak może poszczycić się posiadaniem pojazdu.
 
Niestety, masowe kupowanie używanych samochodów sprawia, że jesteśmy krajem, który ma najwyższą średnią wieku pojazdów w Unii Europejskiej. Wynosi ona 15,5 roku, podczas gdy przeciętny samochód w UE został wyprodukowany nieco ponad osiem lat temu. Wpływ na tę wstydliwą statystykę mają auta posiadające więcej niż dekadę - jest ich ponad 72 proc. Pojazdy z drugiej i kolejnej ręki nie są wzorem bezpieczeństwa i dbałości o ekologię, ale z pewnością są zdecydowanie tańsze, czasem nawet o kilkanaście tysięcy złotych niż modele z bieżących roczników.
 
Sprzedawcy dwoją się i troją, wprowadzając kolejne oferty promocyjne, aby zachęcić klientów do kupna nowych aut. Początek roku jest czasem, kiedy na rynku motoryzacyjnym panują wyprzedaże. Postanowiliśmy przyjrzeć się ofercie topowych sprzedawców nowych samochodów, którzy swoje punkty dystrybucyjne mają w Bielsku-Białej.
 
Skuteczni Czesi
 
Od dwóch lat w krajowej klasyfikacji sprzedaży nowych aut przoduje czeska marka samochodów, na licencji niemieckiego potentata samochodowego z Wolfsburga. Klienci tego producenta kupili ponad 32 tys. pojazdów, co stanowi blisko 12 proc. udziału w polskim rynku. Jeden z prostszych, a zarazem najpopularniejszych modeli obecnej linii tej marki można nabyć już za 34 tys. zł. To typowo rodzinne auto.
 
Bardziej przestronny typ samochodu czeskiego producenta, który pozwala na bardziej komfortową, a zarazem bardziej dynamiczną jazdę, to już koszt rzędu 46 tys. zł. Dilerzy tej marki mają do zaproponowania także zgrabny samochód dostawczy o komfortowej kabinie dla kierowcy połączonej z ładownym tyłem samochodu. Przedsiębiorcy chcący zakupić taki pojazd muszą się liczyć z wydatkiem minimum 42 tys. zł
 
Spadek sprzedaży o blisko 9 proc. zanotował w ubiegłym roku także koncern motoryzacyjny z siedzibą w amerykańskim Dearborn. Firma zatrudniająca prawie ćwierć miliona pracowników sprzedała w 2011 roku na terenie Polski 22,9 tys. aut. Jednym z ciekawszych modeli jest niewielki samochód małolitrażowy o typowo miejskiej charakterystyce. Zakup takiego pojazdu w salonie, to koszt minimum 37 tys. zł. Kierowcy ceniący sobie samochody wygodne, luksusowe, a zrazem rodzinne i przestronne muszą się liczyć z uszczupleniem swojego portfela o ok. 100 tys. zł.
 
Trzecim największym dostawcą samochodów na nasz rynek jest niemiecka firma z siedzibą w Hesji. Na solidność tego producenta zdało się 21,5 tys. Polaków, co jednak nie zmienia faktu, że oznacza to spadek sprzedaży o ponad 13 proc. Topowym samochodem minionego roku dla tej marki był pojazd o zadziornej sylwetce, komforcie limuzyny i dynamice samochodu sportowego. Każdy kto chciał mieć takie cacko w garażu musiał liczyć się z wydatkiem 82 tys. zł za model w wersji standardowej. Na początku tego roku można liczyć na wyprzedażowy rabat tego pojazdu. Upust sięga nawet 6 tys. zł.
 
Czas rabatów
 
Szóstą lokatę w rankingu sprzedawców uzyskał włoski producent, który swoją fabrykę ma także w Bielsku-Białej. W ub. roku firma wprowadziła na polski rynek ponad 17,3 tys. pojazdów - o 25 proc. mniej niżeli w roku 2010. Spadek ów nie jest jednak porażką tego producenta. Nie jest to bowiem marka typowo flotowa, lecz nastawia się na klienta indywidualnego, o którego dziś niezwykle trudno.
 
W reakcji na spadek sprzedaży dystrybutorzy postanowili wprowadzić wysokie rabaty na swój towar, które na początku roku sięgają nawet 17 tys. zł. Wspomniana promocja dotyczy największego przedstawiciela tej marki, który na pokładzie może przewozić aż siedem osób, jednocześnie dysponując całkiem pojemnym bagażnikiem. Upusty, choć nie tak duże, obowiązują także inne modele. Np. nowym miejskim, ekonomicznym autem możemy opuścić salon tego producenta, wykładając na stół zaledwie 25 tys. zł.
 
Paweł Hetnał