Wyhaftował sobie życie
Lekarze dali mu jeden procent szans na normalne życie. Rozkładali bezradnie ręce. „Nie możemy nic zrobić. Taka wola nieba. Trzeba pogodzić się z losem” - mówili. Władysław Duźniak, 70 letni mieszkaniec Bielska-Białej, zaparł się w sobie i obiecał, że zrobi wszystko, aby do tego nie doszło.
Jeszcze kilka lat temu poruszał się na wózku inwalidzkim. Dla niego, Gorola z krwi i kości, było to nowe doświadczenie. Dusza towarzystwa - chętna do zabaw, ale też nie stroniąca od ciężkiej pracy - ograniczona przez chorobę? I to wciąż powracające niczym bumerang pytanie: jak to możliwe, by człowiek, który kochał i wciąż czuje, wychował dzieci, kultywował tradycję swoich przodków, a w młodości chciał zmieniać świat, dziś skazany jest na powolne przemijanie. Los jest niesprawiedliwy.
- Pamiętam, że na samym początku, gdy choroba zaczęła dawać mi się we znaki, ludzie dziwnie na mnie patrzyli. Pewnie myśleli, co to za dziwoląg? - zastanawia się Władysław Duźniak. - Wszystko zaczęło się od dłoni. Nie mogłem opanować ich drżenia. Nie byłem w stanie kontrolować swojego ciała. Okropne uczucie. Miałem wtedy 40 lat i całe życie przed sobą. Tyle rzeczy do zrobienia. Dopiero później dowiedziałem się, że to choroba Parkinsona. Ta sama, na którą cierpiał nasz papież - dodaje.
W ciągu trzech dekad odwiedził wielu lekarzy. Każdy bezradnie rozkładał ręce. Na jego schorzenie nie było lekarstwa. - Słyszałem, że trzeba normalnie żyć. Dopóki starczy mi na to sił witalnych. W końcu nadeszło nieuchronne. Coś, co wisiało nade mną niczym czarna chmura. Przesiadłem się na wózek inwalidzki - wspomina pan Władysław.
Czuł się jak w klatce. Ograniczony do czterech ścian, postanowił o siebie walczyć. Z pomocą przyszła mu żona. Kobieta, która wiernie stoi u jego boku od półwiecza. Razem znaleźli sposób na zdrowie. Zaczęli haftować. Początkowo małe obrazki. Dziś zbierają zamówienia z całego świata. - Nie chodzi o zarobek. Robimy to dla siebie - zgodnie podkreślają.
Władysław Duźniak otrzymał to, co dla niego było najważniejsze: możliwość działania, komunikacji ze światem, a przede wszystkim czucie w rękach i nogach. Dziś pracuje przez osiem godzin dziennie. Nie może pozwolić sobie na jedną dobę nic nie robienia. Pamięta, że istnieje ryzyko nawrotu choroby. To jednak go uszczęśliwia. Ten czas z tamborkiem w ręku, a później rozmowy z ludźmi na targach ludowych, gdzie często goszczą z żoną. Wystarczyło kilka lat, aby zyskał miano jednego ze zdolniejszych rękodzielników na południu Polski. Sam udziela porad.
- Baby guzik wiedzą na ten temat. One tylko powielają. A tu trzeba inwencji - uśmiecha się przekornie nasz rozmówca. - Haftowanie okazało się lekiem na moją chorobę. Idę z tym koksem przez życie. W ciągu tygodnia potrafię stworzyć prawdziwe cudeńka. Zawsze wiedziałem, że ciężka praca i wola walki są sposobem na całe zło. Trzeba działać. Nie wolno się poddawać. Ja nie zamierzam. Choć czasami myślę: „odpocząłbyś stary pierdoło w końcu”. Wiem jednak, że nie mogę pozostać w tyle - dodaje.
Haftowane dzieła Duźniaka zdobią dziś ściany gabinetów lekarskich. Praca inspirowana słynnymi „Słonecznikami” van Gogha trafiła w ręce doktora, który przeprowadził udaną operację wymiany zastawek, a wariację na temat dzieła Kossaka otrzymał lekarz od kręgosłupa.
- Tak, dziękuję za poratowanie zdrowia. Całe życie ciężko pracowałem, a bogaty nie jestem. U swego kresu znalazłem pasję. To choć obrazkami odwdzięczę się za wszystko. Wielu z nich nie dawało mi szans, ale są tacy, którzy wykazali zrozumienie. Moja neurolog, gdy mnie widzi, kręci głową nie dowierzając, że jeszcze oddycham, funkcjonuję i działam. Pomimo Parkinsona. Choć przekroczyłem siódmy krzyżyk, to krzepy może mi pozazdrościć niejeden młody człowiek - kończy Władysław Duźniak.
Katarzyna Górna-Oremus
Artykuł wyświetlono 3352 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 8
niezarejestrowany -
Brawo Władysław, trzymaj tak dalej.Pozdrawiam Serdecznie.Haftuj jak najdłużej.Kolega z portalu N.K.E.Sz.
Bartem M
Ja Pana Władysława miałem zaszczyt poznać osobiście przy okazji współpracy w prowadzeniu serwisu o Hrobaczej Łące. Co jakiś czas goszczę u niego w domu - dzięki temu mogę powiedzieć "namacalnie", że to naprawdę fascynująca postać.
mamuśka
Brawo dla Pana Władysława! Chętnie zobaczyłabym taką wystawę,a zamówiłabym taki obraz. Gratulacje!!!
bbbasiek
Do "aaadam:/Panie świeć nad duszą zmarłego bielskiego radnego. Odpowiedz "aaadami'ie" czym zmarły radny wyróżnił się (na plus) wsród lokalnej społeczności? To czym wyróżnil się Pan Duźniak jest nie tylko interesujące, ale równiez pouczające i z tego powodu warte zauważenia.
bozenas
Jestem pełna podziwu:))Gdzie można zobaczyc galerię pana obrazów?:))chętnie bym obejrzała:))pozdrawiam
bulba
aaadam/ Z całym szacunkiem dla Twoich poglądów, ale co ci przeszkadza, że trochę tu ludzkich tematów jest. To przecież bardzo pozytywna w wymowie publikacja. Tak trzymać, redakcjo!
aaadam
Z całym szacunkiem dla pana Władysława i pozostałych "zwykłych-niezwykłych" ludzi, ale od kiedy portal przyjął taką politykę?... Oczywiście sprawy ludzkie są ważne, ale teraz będziecie pisać o wszystkich sąsiadach? A że wczoraj zmarł bielski radny, to już nikogo nie poinformujecie. To tylko potwierdza komentarze, które tu czytałem, że od jakiegoś czasu po równi pochyłej stacza się poziom na tej stronie.
robótkowa
Brawo,tak trzymać. A haftowanie,to najprzyjemniejsza rzecz na świecie. I piękna,potrafi wydobyć z człowieka to,czego nie da się wyrazić słowami.Pozdrawiam i życzę zdrowia,zdrowia i jeszcze raz zdrowia.I -oczywiście- inwencji twórczej.

Klauzula informacyjna ›