W centrum Bielska-Białej coraz trudniej o miejsca parkingowe. Mieszkańcy tej części miasta mają problem z pozostawieniem samochodu blisko domu. Codzienne zakupy czy odwiezienie dziecka do przedszkola wiążą się z daleką wędrówką po swój pojazd. W tej sprawie napisała do nas mieszkanka budynku przy placu Fabrycznym. Ustawiony tam znak zakazu ruchu jest regularnie ignorowany, co uniemożliwia lokatorom parkowanie, a czasem nawet wjazd na plac.
 
 - Powroty z zakupów czy z małym dzieckiem stają się udręką dla mieszkańców - skarży się w swoim liście pani Agnieszka (personalia do wiadomości redakcji). Szczególnie trudne są weekendy, gdy w filii Akademii Techniczno-Humanistycznej odbywają się zajęcia studentów zaocznych. Nasza Czytelniczka skarży się, że Straż Miejska ignoruje problem, tłumacząc się brakiem patroli w tej okolicy.
 
Kosztowna niefrasobliwość
 
Dlaczego strażnicy nie reagują na łamanie prawa, choć mieszkańcy kamienic położonych przy placu często dzwonią do nich z prośbą o interwencję? - Niedawno tak się złożyło, że nie mając funkcjonariuszy właśnie w okolicy placu Fabrycznego, przekazaliśmy sprawę policji -odpowiada starszy inspektor w bielskiej Straży Miejskiej, Dawid Jakowenko. - Mieliśmy kilka interwencji w tej okolicy. Np. 14 grudnia odholowano pojazd, który tamował ruch. Plac Fabryczny był do niedawna specyficznym miejscem ze względu na wiele wyłączeń. Dlatego wjechać mógł tam niemalże każdy, kto miał coś do załatwienia na ATH, nie będąc nawet studentem. W takim układzie nie sposób sprawnie wyciągać konsekwencje wobec łamiących przepisy. Od niedawna na teren placu mogą wjeżdżać wyłącznie pojazdy zaopatrzenia i to tylko w godz. 18-10.
 
Wkrótce po naszej rozmowie ze strażnikiem, przy placu Fabrycznym pojawiły się patrole Straży Miejskiej, które dyscyplinowały kierowców łamiących przepisy. Paradoks sytuacji polega na tym, że poprzez zmianę tabliczki pod znakiem (ograniczenie ilości wyłączeń) mieszkańcy okolicy ukręcili bat na siebie samych, gdyż obecnie nawet oni nie mogą formalnie wjeżdżać na plac. - Straż Miejska jest wyrozumiała i nie karze mieszkańców - dodaje pani Agnieszka. - Niemniej, aby spokojnie parkować, w Urzędzie Miejskim musimy uzyskać zezwolenie na wjazd.
 
Parkują z rozpędu
 
Co grozi kierowcom, którzy mimo wyraźnego zakazu wjeżdżają na plac Fabryczny? Na początek na koło pojazdu zakładana jest blokada. - Ludzie przyzwyczaili się do parkowania w tym miejscu i często robią to z rozpędu. Jeżeli przewinienie zdarzyło się po raz pierwszy, pouczamy jedynie kierowcę - tłumaczy inspektor Jakowenko. Szczególnie uparci sprawcy mogą zostać ukarani mandatem karnym w wysokości 20-500 zł.
 
Zgodnie z przepisami, za pozostawienie pojazdu w strefie objętej zakazem parkowania grozi stuzłotowy mandat. Jeżeli zaś samochód zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego, tamuje lub zagraża ruchowi, może zostać odholowany. Dla niefrasobliwego kierowcy, to kolejny wydatek, tym razem w wysokości 440 zł. Do tego dochodzi opłata za parking i mandat. Podobny los spotyka kierowców, którzy zaparkowali na... skrzyżowaniu.
 
Wielopoziomowa nadzieja na przyszłość
 
Ale zakazami niewiele można zdziałać, jeśli w mieście w krótkim czasie nie przybędzie miejsc do parkowania. Jak niedawno informowaliśmy (Nowe parkingi w centrum?), w Bielsku-Białej mają powstać płatne parkingi na zasadzie partnerstwa prywatno-publicznego. Samorządu nie stać jednak na tak dużą inwestycję. Dlatego szuka partnera z dużymi pieniędzmi, który miałby za zadanie zaprojektowanie, wybudowanie, sfinansowanie i zarządzanie co najmniej dwoma płatnymi parkingami wielopoziomowymi oraz strefą płatnego parkowania.
 
Urzędnicy wskazali cztery lokalizacje: ulice Kopernika i Cieszyńska, Cyniarska i plac Wojska Polskiego, Broniewskiego i PCK oraz Słowackiego i Sienkiewicza. Łącznie mają one zapewnić 1520 nowych miejsc postojowych. Największy parking, czterokondygnacyjny, być może powstanie nieopodal Stadionu Miejskiego i pomieści prawie 700 samochodów. Trudno jednak przesądzić, kiedy nastąpi poprawa, gdyż procedura dotycząca PPP jest żmudna.
 
Paweł Hetnał