Bielszczanka ubiera gwiazdy
Agnieszka Madej z Bielska-Białej znalazła sposób na życie. Jest krawcową, która choć wielokrotnie traciła pracę, to jednak nie poddała się i dziś dostaje zamówienia z całego świata. - To jest moja pasja. Nie zamierzam z niej zrezygnować. Zwłaszcza teraz, gdy zaczęła mi przynosić pieniądze i satysfakcję - deklaruje nasza rozmówczyni.
Drobna blondynka z dumą spogląda na swoje dzieła. Nic dziwnego. Dziewczęta, mistrzynie w swojej klasie, wyśmienicie się w nich prezentują. Jest to szczególnie ważne, gdy stoją na środku sali gimnastycznej, a oczy widzów są skierowane tylko na nie, w oczekiwaniu na ruch. Gimnastyczki wiele od siebie wymagają. Od najmłodszych lat pracują na swój sukces. Stawiają wysoko poprzeczkę. Mają świadomość, że muszą pokonać słabości, aby dotrzeć na sam szczyt.
Agnieszka Madej z Bielska-Białej pomaga im to osiągnąć. Szyje dla nich kreacje, według własnego projektu, jedyne w swoim rodzaju. Powstają prawdziwe perełki. - Spełniam ich marzenia - uśmiecha się kreatorka kostiumów dla gwiazd, w tym gimnastyki artystycznej, tańca, łyżwiarstwa na lodzie.
Zwolnienia
- Kocham szyć. Od zawsze wiedziałam, co chcę robić w życiu. Swoją pierwszą bluzkę uszyłam w wieku 10 lat. Krawiectwo było w mojej rodzinie żywą tradycją, dlatego nie zastanawiałam się nad innym zawodem - mówi bielszczanka, która w rodzinnym mieście skończyła szkołę krawiecką.
Wszystko zaczęło się od utraty pracy. Dostała wypowiedzenie, lecz szybko znalazła inną posadę, w tej samej branży włókienniczej, która niegdyś święciła w stolicy Podbeskidzia triumfy. - Podzieliłam los kobiet, które były związane z bielskim przemysłem włókienniczym. Trochę pracowałam w zakładach, u prywatnych osób. Chyba najmilej wspominam pracę w firmie bieliźniarskiej. Tam liczyła się twórcza inwencja. To nie było takie szycie przez osiem godzin, ślęczenie przy maszynie do szycia. Jednak zawsze kończyło się tak samo. Dostawałam wypowiedzenie i nikogo nie obchodziło, jak sobie poradzę, jak wyżywię rodzinę - wspomina Agnieszka Madej.
Wszystko zaczęło się od utraty pracy. Dostała wypowiedzenie, lecz szybko znalazła inną posadę, w tej samej branży włókienniczej, która niegdyś święciła w stolicy Podbeskidzia triumfy. - Podzieliłam los kobiet, które były związane z bielskim przemysłem włókienniczym. Trochę pracowałam w zakładach, u prywatnych osób. Chyba najmilej wspominam pracę w firmie bieliźniarskiej. Tam liczyła się twórcza inwencja. To nie było takie szycie przez osiem godzin, ślęczenie przy maszynie do szycia. Jednak zawsze kończyło się tak samo. Dostawałam wypowiedzenie i nikogo nie obchodziło, jak sobie poradzę, jak wyżywię rodzinę - wspomina Agnieszka Madej.
- Historia lubi się powtarzać, więc przeżywałam osobisty dramat aż cztery razy. Moje znajome pocieszały mnie jak mogły. Na nic się to zdało. Same borykały się z problemami. Niektóre, tak jak ja, zostały bez środków do życia. Nie wiem, w jaki sposób znalazłam siłę, aby wstać i iść dalej. W końcu powiedziałam dość. Uwielbiałam szyć, chciałam pracować. Miałam głowę pełną pomysłów. Pragnęłam nowych wyzwań i w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że największe z nich stanie się moim udziałem za sprawą córki.
Wyzwanie
W ciągu kilkunastu lat pracy nabrała doświadczenia. Nie tylko szyła, ale również zaczęła projektować. Po zwolnieniach, mogła siedzieć z założonymi rękami i czekać na cud. Zdecydowała się jednak na działanie. Dziś, z perspektywy czasu wie, że to była dobra decyzja. O wszystkim zadecydował przypadek, który odwrócił złą kartę i zainicjował dobry czas.
- Moja córka od dziecka ćwiczyła gimnastykę artystyczną. Pewnego dnia usłyszałam, że muszę jej sprawić strój, w którym ma wystąpić na swoich pierwszych zawodach. Jego koszt jednak znacznie przekroczył moje możliwości finansowe. Nie było mnie na niego stać i powiedziałam o tym Natalii. Do dziś pamiętam wyraz jej twarzy, który mówił wszystko. Była gotowa porzucić swoją pasję. Zakasałam rękawy i wzięłam się do pracy.
Pierwszy projekt powstał naprędce. Kreacja wzbudziła zachwyt zawodniczek i widzów, a Natalia zdobyła miejsce na podium. Posypały się kolejne zamówienia.
Realizacja
Dziś na kreację od Agnieszki czeka się dwa miesiące. Każda z nich powstaje w niepozornej pracowni, która mieści się w samym sercu osiedla Słonecznego w Bielsku-Białej. Na stole zwykle panuje porządek. Tylko w ten sposób uda się zapanować nad wszystkim i zdążyć z zamówieniami na czas. Wszystko zaś zaczyna się od rozmowy.
- Pytam o wszystko - ulubione kolory, muzykę. Szyję stroje dla dorosłych zawodniczek, ale również małych dziewczynek, które dopiero rozpoczynają sportową karierę. Nie korzystam z maszyny do szycia - podkreśla Agnieszka, która własnoręcznie przyozdabia gotowe kreacje kryształkami Swarovskiego. - To bardzo pracochłonne. lecz przynosi efekty. Jeszcze nie zdarzyło mi się, aby ktoś był niezadowolony ze stroju.
Najmniejsza kreacja, którą możemy podziwiać w pracowni, została uszyta na 3-letnią dziewczynkę. Znajdziemy także i większe rozmiary, które są obecnie wystawione na sprzedaż. Powstały jednak w wolnym czasie. - Egzemplarze, które mam u siebie powstały z potrzeby z serca. Kocham to co robię i odpoczywam przy tym. Dzień jednak poświęcam na szycie zamówionych strojów. Zaczynam od ich zaprojektowania. Rysuję szkic, wycinam wzory, dopiero później zabieram się do szycia, także ręcznego. Czasami pomaga mi w tym mąż Krzysztof.
Spełnienie
Obecnie przyjmuje zamówienia z całego świata: z Australii, Kanady, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Niemiec, Czech. Każdy strój, nad którym pracuje, jest wyjątkowy i godny uwagi. Nie ma dwóch takich samych. Chyba, że na specjalnie zamówienie dla drużyny, ale nawet i wtedy znajdziemy drobne różnice.
O stroju decyduje choreografia, a także zasobność kieszeni rodziców. Najprostszy kosztuje 100 zł. Najdroższy nie ma górnej granicy, najczęściej trzeba się liczyć z wydatkiem 1500 zł. Kwota uzależniona jest od ilości kryształków Swarovskiego użytych do jego przyozdobienia.
W strojach bielszczanki prezentuje się na zawodach akrobatycznych wiele dziewczynek. Sama, przy okazji mistrzostw, wypatruje w telewizji swoich prac. - Dziewczęta ubrane w moje stroje sięgnęły po trzecie miejsce na mistrzostwach Polski. Może kiedyś doczekam się chwili, gdy na podium stanie złota medalistka w mojej kreacji.
O stroju decyduje choreografia, a także zasobność kieszeni rodziców. Najprostszy kosztuje 100 zł. Najdroższy nie ma górnej granicy, najczęściej trzeba się liczyć z wydatkiem 1500 zł. Kwota uzależniona jest od ilości kryształków Swarovskiego użytych do jego przyozdobienia.
W strojach bielszczanki prezentuje się na zawodach akrobatycznych wiele dziewczynek. Sama, przy okazji mistrzostw, wypatruje w telewizji swoich prac. - Dziewczęta ubrane w moje stroje sięgnęły po trzecie miejsce na mistrzostwach Polski. Może kiedyś doczekam się chwili, gdy na podium stanie złota medalistka w mojej kreacji.
Katarzyna Górna-Oremus
Artykuł wyświetlono 8497 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 5
ola j
Stroje cudowne, widziałam na żywo, gratulacje Pani Agnieszko! I pozdrowienia dla Natalii, trzymam za nią kciuki:)
ewa
super kobieta zaradna tylko podziwiac jej zapał w tym okrutnym kraju
mimoza
wspaniale najważniejsze działać, marzyć i realizować się a nie marudzić jak większość polaków.

Klauzula informacyjna ›