Chwilowe uspokojenie nastrojów po podpisaniu porozumień społecznych w Szczecinie nie zakończyło operacji „Lato-80”. Pierwsze zestawienie osób przewidzianych do internowania na terenie województwa bielskiego powstało w lutym 1981 roku. W ramach operacji „Malwa” powołano 11 jednostek specjalnych, które przejmowały kontrolę nad łącznością telefoniczną. Od października 1981 roku na ulicach województwa zaczęło pojawiać się wojsko.

Już 1 sierpnia 1980 r., gdy na Wybrzeżu trwały strajki, minister spraw wewnętrznych zorganizował operację „Lato-80”, której uczestnicy mieli m.in. zbierać informacje o sytuacji w kraju, likwidować zagrożenia i przygotować plany walki ze wszystkim, co zagraża bezpieczeństwu państwa.
 
Kierowcy nie wyjechali na trasy

 - Bardzo szybko, bo już 17 sierpnia 1980 roku podobne ciało powstało w województwie bielskim. Na jego czele stanął zastępca komendanta wojewódzkiego MO ds. SB płk Adam Feliks - informuje pracownik IPN, historyk Dariusz Węgrzyn. - Nie można więc powiedzieć, że gdy 27 sierpnia kierowcy WPK w Bielsku-Białej nie wyjechali na trasy, siły porządkowe były całkowicie nieprzygotowane. Cała ta potężna machina była w trakcie rozruchu, gorączkowo zbierając dane o tym, co się dzieje w województwie bielskim w reakcji na wydarzenia na Wybrzeżu. W ramach obowiązków służbowych milicjanci mieli nawet w bielskich kościołach słuchać kazań i meldować o ich treści sztab w Bielsku-Białej.

Chwilowe uspokojenie nastrojów po podpisaniu porozumień społecznych w Szczecinie nie zakończyło operacji „Lato-80”. Pierwsze zestawienie osób przewidzianych do internowania na terenie województwa bielskiego powstało w lutym 1981 roku. Według planu, miano zatrzymać 352 osoby. Z czasem jednak te liczby malały, bo izolowano tzw. element kryminalny.Kolejnym etapem przygotowań do stanu wojennego była operacja „Malwa”. W jej ramach powołano 11 jednostek specjalnych, które przejmowały kontrolę nad łącznością telefoniczną, w tym nad centralą w Wojewódzkim Urzędzie Telekomunikacyjnym w Bielsku-Białej. Od października 1981 roku na ulicach województwa zaczęło pojawiać się wojsko.
 
Przeciw dyktaturze wojskowej
 
W niedzielę, 13 grudnia 1981 roku ogłoszono w Polsce stan wojenny.

 - Pamiętam, że tego dnia kościoły w Bielsku-Białej były zapełnione, mimo trzaskającego mrozu - mówi Henryk, ówczesny pracownik Fabryki Samochodów Małolitrażowych. - Po mszach wiele osób nie wychodziło z kościołów, lecz wymieniali ze sobą informacje, kogo już aresztowano. Często księża podchodzili do wiernych i umawiali się na indywidualne spotkania na plebanii, aby porozmawiać, co dalej robić. Kościół katolicki stanął na pierwszej linii oporu przeciw dyktaturze wojskowej Jaruzelskiego. W poniedziałek, 14 grudnia 1981 roku ludzie jadąc lub idąc do pracy w FSM-ie byli legitymowani przez MO lub ORMO. Sprawdzano bagażniki samochodów, czy nie ma ulotek. Na rogatkach miasta było wojsko i sprawdzało każdego, kto jechał w kierunku Katowic albo do Krakowa. Wielu zawracano, bo nie mieli przepustek.
 
Następnego dnia linia montażu głównego Fiata 126p w zakładzie nr 1 FSM na ówczesnej ulicy Róży Luxemburg (obecnie Grażyńskiego) nie ruszyła jak zwykle o godz. 6 rano, gdyż do pracy dotarło za mało ludzi. Wielu pracowników dojeżdżało z Żywiecczyzny, a nawet z Wadowic, a autobusy były po drodze kontrolowane przez wojsko i MO. Opóźnienia sięgały kilku godzin.
 
Niektórych kolegów internowano
 
 - ORMO-wcy i członkowie egzekutywy fabrycznej PZPR łazili po wydziałach i najpierw ściągali napisy „Solidarność”, a potem podchodzili do pracowników i grozili, że jeśli ktoś będzie nosił przypięty znaczek „Solidarności”, to może zostać wyrzucony z pracy, a nawet internowany - wspomina Henryk. - Odniosło to odwrotny skutek, bo coraz więcej robotników zaczęło sobie przypinać znaczki związkowe.
 
Do pierwszego incydentu doszło w hali 3D. Załoga nie pozwoliła członkom straży przemysłowej zdjąć napisu „Solidarność” ze znajdującego się tam ołtarza. Przed ołtarzem zebrała się grupa pracowników, która nie zwracając uwagi na obecność członków SB, zaczęła śpiewać polski hymn.
 
 - W tym samym czasie w hali 23, gdzie mieściła się narzędziownia, było najbardziej burzliwie, bo tam znajdowała się kolebka FSM-owskiej „Solidarności”. Dlatego najwcześniej wiedzieli, że niektórych kolegów internowano - dodaje Henryk. - Ludzie zbierali się w grupach i opowiadali, co dzieje się na mieście i całym kraju. 15 grudnia załoga FSM dalej stawiała bierny opór i linie montażowe więcej stały niż się poruszały.
                                               
Historyczny ołtarz
 
14 grudnia 1981 roku w FSM strajkowało w sumie ok. 2,5 tys. robotników. Dwa dni później dotarła do „Fiata” wiadomość o zamordowaniu przez ZOMO dziewięciu górników w kopalni „Wujek”. Zapalono wtedy znicze pod ołtarzem w hali 3D. Podobno SB przysłało nawet strażaków, aby je ugasili, ale oni zamiast gasić zdjęli hełmy i pomodlili się wraz załogą. Ostatecznie strajk w FSM zakończył się 6 lutego 1982 roku. 
 
Po strajkach, władze zaostrzyły represje wobec działaczy związkowych. Wiele osób internowano, m.in. Janusza Bargiełę czy Grażynę Staniszewską. Przewodniczący Zarządu Regionu Podbeskidzie NSZZ ,,Solidarność” Patrycjusz Kosmowski wcześniej opuścił naradę władz krajowych i dzięki temu uniknął internowania. Przez miesiąc udało mu się ukrywać, choć władze wysłały za nim list gończy. Akcja poszukiwawcza zakończyła się jego ujęciem 19 stycznia 1982 roku.
 
 - Kosmowskiego postawiono przed Sądem Wojewódzkim w Bielsku-Białej, który skazał go na sześć lat więzienia za zakazane kontynuowanie działalności związkowej - mówi historyk Dariusz Węgrzyn. - Analizując akta postępowania, należy traktować ten wyrok jako zemstę komunistów za aktywną działalność w okresie legalnej „Solidarności”.
 
Agnieszka Pollak-Olszowska
Foto: IPN, Janusz Mazurkiewicz