Powoli kończy się remont potężnego muru oporowego zabezpieczającego przed osuwaniem się od wschodniej strony skarpy, na szczycie której posadowiona jest katedra świętego Mikołaja.
 
Kamienna konstrukcja jest pozostałością starych, XVI-wiecznych murów miejskich, która w wiekach późniejszych znalazła nowe zastosowanie. Stary mur otrzymał nową kamienną okładzinę. To ona w ostatnich czasach zaczęła się sypać. Sytuacja była niebezpieczna do tego stopnia, że konieczne okazało się zamknięcie dla pieszych biegnącego pod murem wąskiego przechodu, łączącego pobliską ulicę Schodową z placem przed katedrą.
 
Sytuacja była poważna. Chodziło nie tylko o wypadające na chodnik pojedyncze kamienne bloki, lecz głównie o to, że cała konstrukcja muru - podmywana i powoli rozsadzana korzeniami rosnących wyżej drzew - mogła się zawalić pod naporem znajdujących się tuż za nią mas ziemi. Dlatego remont muru stał się potrzebą chwili.
 
Prace z przerwami
 
Trochę jednak trwało zanim w ubiegłym roku ruszyły prace remontowo-renowacyjne. Najpierw wycięto rosnące powyżej muru drzewa, aby pozbyć się korzeni wrastających pomiędzy kamienne głazy. Po czym przystąpiono do osuszania, odrenowania i wzmocnienia kamiennej konstrukcji. W tym celu między innymi odkopano mur od strony wzgórza, tak aby można było naprawić jego niewidoczną stronę. Po czym prace zostały na dłuższy czas wstrzymane. Jak tłumaczy Piotr Kubańda, miejski konserwator zabytków, przerwa była podyktowana względami technicznymi, wynikającymi z zastosowanej technologii prac remontowych.
 
Roboty na powrót ruszyły kilka tygodni temu. W ich trakcie zrekonstruowano zewnętrzną okładzinę muru. - Do zrobienia - informuje Piotr Kubańda - pozostało jeszcze wykonanie szczelnej kamiennej korony muru, aby do jego wnętrza nie dostawała się już woda, oraz ustawienie barierki zabezpieczającej teren powyżej ściany od strony kilkumetrowej „przepaści”.
 
Czar pryska
 
Jednak już teraz odnowiony mur prezentuje się doskonale. Szkoda tylko, że pobliska uliczka Schodowa, a właściwie miejski zaułek, wygląda koszmarnie. Tymczasem jest to jedno z najbardziej urokliwych miejsc na bielskiej starówce. Obfotografowywana ze wszystkich możliwych ujęć, prezentowana chyba w każdej publikacji zachwalającej uroki stolicy Podbeskidzia, pnąca się schodami w górę pomiędzy starymi kamieniczkami stała się jednym z symboli Bielska-Białej. Bajkowy klimat ulicy Schodowej szczególnie odczuwalny jest wieczorami, gdy cała tonie w ciepłym świetle ulicznych latarni.
 
Wystarczy jednak przyjrzeć się bliżej odpadającym tynkom, szarym pobazgranym farbą ścianom pobliskich kamienic, wybitym oknom, powykrzywianym chodnikom, aby cały ten czar prysł jak bańka mydlana. Aż prosi się żeby ten magiczny zakątek odzyskał dawny blask i urok. Z tym jednak - jak się okazuje - jest problem. Jolanta Jędrzejczyk, pełnomocnik prezydenta miasta do spraw rewitalizacji bielskiej starówki, wyjaśnia, że stojące przy ulicy Schodowej zabytkowe kamienice nie należą do gminy, lecz są prywatną własnością. Dlatego władze mogą jedynie apelować do właścicieli tych budynków, aby je odrestaurowali.
 
 - Z naszej strony zamierzamy już w przyszłym roku wyremontować nawierzchnię ulicy, w tym głównie schody, którymi wznosi się w górę  - wyjaśnia Jolanta Jędrzejczyk dodając, że gmina jest gospodarzem ulicy. Poza tym - dodaje - już niedługo rozpocznie się remont elewacji zabytkowej kamienicy, położonej nieco powyżej ulicy Schodowej. Przez wiele lat mieściła się w niej popularna kawiarnia Basztowa.
 
Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)