Bransoletka dla skazańca
Na początku przyszłego roku na ulicach Bielska-Białej pojawią się osoby z wyrokami za przestępstwa kryminalne, którym zezwolono na odbywanie kary poza murami więzienia. Dyrektor bielskiego Aresztu Śledczego pociesza, że skazani z bransoletkami elektronicznymi nie będą zagrożeniem dla bielszczan. Zanim uzyskają ten przywilej, zostaną wszechstronnie sprawdzeni przez sądy i władze penitencjarne.
Od września 2009 roku niektóre osoby skazane mogą odbywać karę pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego. Przywilej ten dotyczy wyłącznie osób z wyrokiem do roku więzienia. Na kostkę lub nadgarstek zakładają elektroniczną bransoletkę, a nadajnik systemowy umieszczany jest w domu skazanego. W każdym przypadku sąd wyznacza przestrzeń, po której może poruszać się dana osoba. Np. określa, na jaką maksymalną odległość może oddalać się od domu. Przy orzekaniu w sprawie czasu przebywania poza zasięgiem urządzenia monitorującego sąd bierze pod uwagę m.in. obowiązki zawodowe skazanego.
Prowadzili na podwójnym gazie
Na terenie całego kraju działa 12 zespołów patrolowych, które monitorują wykonywanie kary przez skazanych zamieszkałych w określonym sektorze. W przypadku zauważenia nieprawidłowości w pracy urządzeń elektronicznych, każdy patrol może dojechać do domu osoby z bransoletką w ciągu maksymalnie trzech godzin. Dla pewności codziennie w godz. 6 - 22 skazanych wykonujących kary w tym systemie może odwiedzić w mieszkaniu kurator.
Wprowadzenie elektronicznego nadzoru nad skazanymi spowodowało milionowe oszczędności w polskim więziennictwie. Miesiąc działania urządzeń monitorujących w przeliczeniu na jednego więźnia kosztuje państwo ok. 500 zł. Tymczasem miesięczne utrzymanie tego samego więźnia w zakładzie karnym - 2,3 tys. zł. Dzięki bransoletce zmniejsza się także przeludnienie w celach zakładów karnych i aresztów śledczych.
Od początku przyszłego roku skazani w bransoletkach pojawią się także w Bielsku-Białej, gdyż systemem objęta zostanie apelacja katowicka (oraz szczecińska, łódzka i wrocławska). W ten sposób monitoring obejmie cały kraj. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości, znaczną część osób odbywających kary w tym trybie skazano za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości. Dyrektor AŚ w Bielsku-Białej ppłk Dariusz Cader uważa, że wielu z nich, to po prostu rowerzyści, którzy zostali zatrzymani na prowadzeniu pojazdu na tzw. podwójnym gazie.
Ratusz nie chce więźniów
Jak podkreśla ppłk Cader, sędziowie penitencjarni będą mogli orzekać odbywanie kary w systemie nadzoru elektronicznego wobec osób, które odsiedziały w więzieniu część wyroku, lecz jeszcze nie kwalifikują się do warunkowego zwolnienia. - Będziemy wnioskować do sądu o orzeczenie takiej kary, po uprzednim sprawdzeniu, czy osadzony swoim zachowaniem zasługuje na zastosowanie przywileju oraz czy spełnia określone w ustawie kryteria formalne.
Zdaniem naszego rozmówcy, bielszczanie nie powinni czuć się zagrożeni z tytułu wprowadzenia tego systemu do sądów w naszym województwie. - Jak dotychczas, w skali kraju zasady nadzoru złamało zaledwie kilka procent skazanych. Ci, którzy nie potrafili przestrzegać wyznaczonego przez sąd harmonogramu musieli wrócić za kraty. Od 2009 roku kary więzienia z bransoletką odbyło ponad 1,8 tys. tys. osób. W tym czasie zdarzyły się tylko dwa przypadki zniszczenia urządzeń nadzorujących. Aktualnie karę w tym systemie odbywa 1,5 tys. osób.
Dyrektor bielskiego AŚ uważa, że osadzeni mogą pomagać miastu w nadzwyczajnych sytuacjach, np. w likwidowaniu skutków powodzi lub obfitych opadów śniegu. Przepisy pozwalają na oddelegowanie więźniów do prac publicznych na rzecz samorządu terytorialnego. Dyrektor nie przypomina sobie jednak przypadku, żeby władze Bielska-Białej wystąpiły o taką pomoc. Tymczasem zatrudnienie osadzonych na rzecz miasta jest długoletnią tradycją w Cieszynie, gdzie ppłk Cader pracował poprzednio.
Bezpłatna pomoc dla szkół
- W Cieszynie dysponowaliśmy grupą więźniów, która wychodziła do pracy niezależnie od pory roku. W okresie ostatniej powodzi zgłaszaliśmy podobną ofertę władzom Bielska-Białej, lecz nasza propozycja nie zainteresowała magistratu. W każdej chwili jesteśmy w stanie skierować do robót publicznych kilkuosobową grupę osadzonych. Problem w tym, że nasza placówka nie jest zakładem karnym. W areszcie przebywają osoby, które przyjeżdżają do Bielska-Białej tylko na czas uczestnictwa w rozprawie, a następnie wracają do właściwego więzienia.
Gdyby Urząd Miejski wyraził gotowość do zatrudnienia osadzonych przy pracach interwencyjnych, np. usuwaniu skutków powodzi, Areszt Śledczy mógłby w ciągu kilku tygodni przygotować osadzonych do pracy na zewnątrz. Roboty interwencyjne na rzecz miasta byłyby nieodpłatne. Ratusz powinien jednak zorganizować dowóz na miejsce pracy i wyposażyć osadzonych w odpowiednie narzędzia. Kilkuosobowe zespoły przebywają poza aresztem bez konwojenta, lecz w przypadku większej grupy miasto musiałoby opłacić koszta konwoju.
Z bezpłatnej pomocy mieszkańców AŚ korzysta natomiast Miejski Zarząd Oświaty w Bielsku-Białej. Więźniowie są zatrudnieni przy porządkowaniu terenu wokół kilku bielskich szkół. Do niedawna w porozumieniu z zarządem gospodarki wodnej w Gliwicach oczyszczali brzeg rzeki Białej ze śmieci. Czasowym zatrudnieniem osadzonych zainteresowane są też niektóre organizacje społeczne. Przedsiębiorstwa rzadko korzystają z tej możliwości ze względu na stosunkowo wysokie koszty siły roboczej. Zgodnie z prawem, osadzonym zatrudnionym w firmie prywatnej przysługuje wynagrodzenie w wysokości ustawowej płacy minimalnej.
Robert Kowal
Artykuł wyświetlono 4573 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›