Jest niedoszłym księdzem, ale za to szczęśliwym ojcem dwojga dzieci. Jeszcze gdy śpiewał w bielskim chórze Ave Sol fachowcy przeczuwali, że z Cześka wyrośnie KTOŚ. Wyrósł i od lat swoim niebanalnym humorem oraz umiejętnościami wokalnymi rozbawia publiczność w całym kraju. Śpiew pozwala mu utrzymywać rodzinę, choć największe pieniądze zarobił w firmie, która płaciła mu za to, aby... nie śpiewał.
 
Pochodzi w Łodygowic, gdzie skończył szkołę podstawową. Po średnie wykształcenie dojeżdżał do Bielska-Białej, do Technikum Mechanicznego przy Befamie. Przez kilka lat uczył się budowy płatowców, obsługi tokarki i wielu innych spraw, z którymi śpiewak operowy nie ma często do czynienia. Ale Jakubiec się uparł. Uwielbiał grać na gitarze, więc grał w domu, w kościele i na spotkaniach towarzyskich. Nie opuścił żadnego koncertu w okolicy, lecz technikum skończył. - Z wynikiem normalnym - uśmiecha się Czesław.
 
Bóg jest w muzyce
 
Czesław Jakubiec ma za sobą dwa lata studiów w krakowskim seminarium duchownym. Gdy występował z gitarą w kościele parafialnym w Łodygowicach był przekonany, że w sutannie będzie mu bliżej do Boga. Z czasów spędzonych w Krakowie najmilej wspomina wykłady księży profesorów: Józefa Życińskiego, Józefa Tischnera, Tadeusza Gadacza - wielkich filozofów polskiego Kościoła. Wtedy zrozumiał, że Bóg jest także w muzyce.
 
 - Tak na poważnie zacząłem śpiewać w bielskim chórze Ave Sol. Śpiewanie sprawia mi radość.
 
Aby zrealizować swoje pasje artystyczne, wybrał studia w Akademii Muzycznej w Katowicach. Gdy przyjechał na egzamin wstępny na wydziale wokalno-aktorskim, przekonał się, że podobną przyszłość wybrało dla siebie wielu młodych ludzi. Zdał na studia za pierwszym razem. Jest tenorem, lecz z równym powodzeniem śpiewa barytonem. Trzy lata studiował w Katowicach, a kolejne trzy w Łodzi, gdzie otrzymał dyplom z wyróżnieniem.
 
Można więc powiedzieć, że nastudiował się Czesław gruntowne. Na tyle długo, żeby nabrać pewności, że jako wykształcony śpiewak operowy do opery się... nie nadaje. W ciągu dziesięciu lat zagrał zaledwie kilka razy w teatrach muzycznych. Pociągał go wprawdzie specjalny rodzaj emocji i wrażliwości związany z operą, ale najbliżej Jakubcowi było do kabaretu. - Nie umiałem czekać na awans po kolejnych szczeblach kariery, żeby na starość zostać wreszcie pierwszym tenorem.
 
Czesław, dziecko szczęścia
 
Rozpoczynał karierę jako dubler w kabaretach na Śląsku. Przypominano sobie o nim, gdy np. zachorował etatowy artysta i „na gwałt” potrzebowano kogoś, kto potrafi zainteresować publiczność, wchodząc na scenę z ulicy, bez prób. Z czasem wyrobił sobie duże nazwisko w branży kabaretowej i jako twórca elitarnego kabaretu operowego zapraszany jest do udziału w głośnych widowiskach artystycznych, m.in. w Operze Leśnej w Sopocie czy Sali Kongresowej PKiN w Warszawie. Rozśmiesza śpiewem w programach rozrywkowych na antenie radiowej „Trójki”. Wystąpił w ponad 150 koncertach w różnych salach, na wernisażach, balach, itp.
 
 - Jestem dzieckiem szczęścia - przyznaje Czesław Jakubiec. - Podczas gdy koledzy z roku siedzą po teatrach, ja mogę jeździć z koncertami po całej Polsce.
 
Jest jedynym członkiem kabaretu Tenor. W przeciwieństwie do artystów, którzy rozbawiają publiczność, odtwarzając „wykuty na blachę” numer, stara się nawiązać kontakt z widzem za pomocą komentarza odwołującego się do bieżącej sytuacji na sali, aktualnego nastroju, skojarzenia czy myśli. Tak, jak Grupa MoCarta bawi odbiorców muzyką, Jakubiec rozśmiesza - w tym także publiczność międzynarodową - poprzez śpiew. Dzięki doskonałemu wykształceniu muzycznemu łączy w swoim programie operowe show ze skeczami kabaretowymi.
 
Śpiew na zamówienie widzów
 
Jego repertuar składa się z przebojów muzyki operowej i rozrywkowej, które wykonuje w trudnej do naśladowania stylistyce. W "O sole mio" w wersji "Osolę ci ją... pomidorową" artysta występuje w roli śpiewającego kucharza przyrządzającego zupę na specjalne zamówienie jednego z widzów. Natomiast w "Wesołej wdówce" wciela się w postaci kobiety i mężczyzny jednocześnie. Grę w podwójnej roli umożliwia mu specjalny strój (z jednego profilu męski, z drugiego żeński) oraz umiejętność śpiewania... głosem kobiecym.
 
Jest mistrzem improwizacji. Doskonale czuje się w konwencji stand-up. Jego "Spotkanie z muzyką klasyczną z przymrużeniem oka” jest połączeniem estradowego show, kabaretowej zabawy z publicznością i atmosfery filharmonii. W skeczu o „Józefie Wklęsłorękim” z miną Bustera Keatona parodiuje poezję śpiewaną, zmuszając publiczność do długotrwałych owacji i... wspólnego śpiewu.
 
Największą popularność zdobył jako „twarz Orlenu”. Przez dwa lata nakręcił osiem spotów reklamujących największy polski koncern paliwowy, które emitowano chyba we wszystkich stacjach telewizyjnych w naszym kraju. Ten czas wspomina jako wielką życiową przygodę. Zarobił wtedy największe jak dotąd pieniądze w swojej karierze artystycznej. - Nigdy wcześniej ani później nie zapłacono mi tyle za to, abym nie grał - żartuje Czesław. - W okresie obowiązywania kontraktu z PKN Orlen nie mogłem realizować reklamówek dla innych kontrahentów.
 
Konflikt artystyczny z TVN
 
Niedawno zwrócił uwagę telewidzów oglądających trzecią edycję programu „Mam talent” w TVN. Doszedł do półfinału, po czym... zrezygnował z udziału w ostatecznej rozgrywce. - Terminy nam nie pasowały - tłumaczy Jakubiec z szyderczym uśmiechem na ustach. W przeciwieństwie do innych uczestników tego programu, nie podpisał zobowiązania do powściągliwości w publicznych wypowiedziach na temat kulisów audycji. Dlatego może powiedzieć, że realizatorzy programu nie chcieli zaakceptować jego autorskiego numeru. Ze względu na konflikt artystyczny pożegnał TVN, mimo ogromnej popularności tego cyklu.
 
Czesław Jakubiec mieszka w Katowicach i jest zachwycony swoim „pełnym zieleni” siedliskiem. Codziennie wsiada na rower, aby dla zdrowia pokonać ośmiokilometrową pętlę po okolicy. - Katowice są miastem doskonale skomunikowanym - podkreśla artysta. - Wszędzie stąd blisko. Pracuję na telefon, dlatego łatwy dojazd do dowolnego zakątka kraju ma dla mnie duże znaczenie.

Do Bielska-Białej wpada często i z przyjemnością. Nie odmawia, gdy otrzymuje zaproszenie na Bielską Scenę Kabaretową w Teatrze Polskim. Kilka razy w miesiącu przyjeżdża do mamy, do Łodygowic. - Po dwóch godzinach w domu rodzinnym zaczyna mnie boleć głowa. Gdy robi się zimniej, ludzie na wsi palą w piecach różne śmieci. Ale latem w Łodygowicach jest cudownie!

Robert Kowal
Jałowcowa (video)