Patrzą na nas z przydrożnych słupów, piętrzą się w koszach na śmieci, a nawet wchodzą nam do domów. Politycy. Są wszędzie - na bilboardach, ulotkach, płotach, w gazetach, radio i w telewizorze. Organizują różne akcje, w których mają bezpośredni kontakt z wyborcą. W walce o głosy Polaków sięgają do różnych metod, czasem na pograniczu prawa.
 
Na wczorajszą sesję Rady Miejskiej w Bielsku-Białej stawiło się aż pięciu parlamentarzystów. Ledwo mieścili się przy ustawionym dla nich stoliku, który nie jest przystosowany (i przyzwyczajony) do takiej liczby gości. Wczorajsza frekwencja była jednym z przejawów wzmożonej aktywności, jaką od kilku tygodni możemy zaobserwować wśród wąskiej grupy społeczeństwa zwanej politykami. Wiadomo o co chodzi. O wybory parlamentarne.
 
Kampania wdarła się na sesję
 
Oczywiście, politycy nie przybyli do bielskiego ratusza po to, aby posłuchać co do powiedzenia mają radni. Nie obyło się bez agitacji wyborczej. Kandydujący do Sejmu  Andrzej Marszałek przekonywał zgromadzonych , że jeśli zostanie wybrany, będzie współpracował z bielskim samorządem. Radnego Sejmiku Województwa Śląskiego musiał przywołać do porządku przewodniczący bielskiej Rady Miejskiej. Ryszard Batycki przekonywał gościa, że sesja nie jest miejscem do prowadzenia kampanii wyborczej.
 
Senator Sławomir Kowalski i poseł Stanisław Pięta ograniczyli się do podziękowań za współpracę w minionej kadencji parlamentu. Z kolei posłanka Mirosława Nykiel przybyła na posiedzenie rady, aby pochwalić się dotychczasowymi działaniami na rzecz Bielska-Białej i całego Podbeskidzia. Senator Rafał Muchacki zostawił siły na wystąpienie w punkcie porządku dziennego, który dotyczył służby zdrowia. Na sesję nie przybyła natomiast Bożena Kotkowska, znana w przeszłości z częstych wizyt na obradach Rady Miejskiej i publicznych polemik z prezydentem miasta. B. posłanka przestała zabiegać o popularność w jałowych sporach z Jackiem Krywultem i wykupiła miejsca reklamowe na autobusach komunikacji miejskiej.
 
W kampanii wyborczej kandydaci na parlamentarzystów są praktycznie wszędzie. Spoglądają na nas ze słupów, elewacji budynków, ekranów LED i setek innych miejsc. Ulotki z ich podobiznami leżą na klatkach schodowych, przechodnie depczą po nich na chodnikach zanim rozwieje je wiatr. Nie wszystkim się ta inwazja podoba.
 
Nie sprzyjają bezpieczeństwu
 
 - Największe skupisko plakatów wyborczych znajduje się na skrzyżowaniu ul. Michałowicza i Partyzantów. Są to plakaty wyborcze PiS - napisał do redakcji jeden z naszych Czytelników, pan Bogusław, który sugeruje, że umieszczenie plakatów na sygnalizacji świetlnej z pewnością nie sprzyja bezpieczeństwu jazdy, gdyż odwraca uwagę kierowców. Inna sprawa, czy komitety mają odpowiednie pozwolenia na wieszanie swoich reklam w takich miejscach.
 
Gdy zapytaliśmy rzeczniczkę Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej Elwirę Jurasz o ewentualne interwencje w kwestiach „wyborczych”, wyjaśniła nam, że bielscy funkcjonariusze nie podejmowali działań o podobnym charakterze. Nie otrzymali też zgłoszeń dotyczących plakatów wyborczych umieszczonych bez zezwolenia lub przeszkadzających kierowcom.
 
Mogą, ale nie chcą interweniować?
 
Dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg Roman Waluś nie ukrywa, że pracownicy zarządu usuwają na własną rękę część plakatów pojawiających się na sygnalizatorach świetlnych. Jest to infrastruktura należąca do MZD i dlatego mają do tego pełne prawo. Jest też sporo przypadków wieszania banerów i plakatów w rejonie skrzyżowań oraz na latarniach. Bywa, że komitet wyborczy danej partii zapłacił firmie, która dzierżawi słupy od energetyki. Teoretycznie więc jest to legalne, ale w praktyce ogłoszenie umieszczone jest w pasie drogowym.
 
 - Upominamy takie komitety i zobowiązujemy do usunięcia reklam, ale nie możemy tego usunąć sami. Są do tego uprawnione policja i straż miejska. Jeśli uznają, że zagraża to bezpieczeństwu, mogą przeprowadzić czynności z pominięciem wszelkich procedur - tłumaczy dyr. Waluś. - Już zwracaliśmy się do policji i straży w podobnych sprawach. Na razie widocznej reakcji brak.
 
Z zarzutami o bierność nie zgadza się komendant Straży Miejskiej w Bielsku-Białej Mirosław Tronkowski. Zapewnia, że w tym tygodniu prowadzono akcję mającą na celu zinwentaryzowanie rozwieszonych w mieście plakatów i banerów, w tym wyborczych. Dodaje jednak, że sytuacja jest dynamiczna i dlatego trudno ją na bieżąco monitorować.
 
Mandaty i pouczenia
 
 - Na terenie miasta można znaleźć plakaty wyborcze różnych ugrupowań. Z naszych ustaleń wynika, że komitety posiadają zgodę właścicieli obiektów na ich umieszczenie - przekonuje Tronkowski. - Rzeczywiście, duża liczba plakatów jest wywieszona w rejonie ul. Piastowskiej, ale z mojej wiedzy nie wynika, aby miały one jakikolwiek wpływ na bezpieczeństwo kierowców.
 
Zdaniem komendanta, prowadzona przez jego ludzi akcja przynosi poztytwne rezultaty. Jeden z komitetów otrzymał już upomnienie i musiał ściągnąć plakat, który umieszczono nielegalnie. Innym razem zatrzymano osobę, która wzdłuż ulicy Piastowskiej pod osłoną nocy po kryjomu rozwieszała na drzewach plakaty jednego z ugrupowań. Winnego ukarano mandatem.
 
Magdalena Dydo