Singielka czy stara panna?
Dawniej wyśmiewane, kostyczne stare panny czy ,,kobiety po przejściach” dziś są nazywane wyzwolonymi i pewnymi siebie singielkami. Najnowsza premiera w Teatrze Polskim jest jedną z pierwszych artystycznych analiz tego zjawiska. W monodramie pt. „Singielka, czyli na co ja czekam?” można zobaczyć najbardziej znaną obecnie bielską aktorkę, Annę Guzik.
Alicja jest rozwiedzioną piosenkarką estradową, która utrzymuje się ze śpiewania ,,do kotleta”, a czasami występuje na większych koncertach. Mieszka samotnie i tak naprawdę żyje życiem swoich najbliższych: matki - zwariowanej optymistki, Juliana - fryzjera-geja, Majki - samotnej matki i jednocześnie kolekcjonerki facetów, Barbary - jej oddanej menedżerki oraz Leona - starszego sąsiada.
Na pierwszy rzut oka jest szczęśliwą „singielką“ i uważa, że właśnie wkroczyła w najlepszy moment swojego życia. Bohaterka świadomie dokonuje życiowych wyborów. Chce być wolna, rozwijać się, ale jednocześnie marzy o tym, by mieć przy swoim boku kogoś, na kogo zawsze może liczyć. W miarę rozwoju akcji świat Alicji coraz bardziej się zmienia, a ona sama miewa coraz więcej wątpliwości.
Aktorskie wyzwanie
Tekst sztuki został specjalnie napisany dla Anny Guzik przez znanego artystę, Jacka Bończyka, który jest również reżyserem tego spektaklu. - Formę monodramu wymyślił Jacek Bończyk, którego zaprosiłem do współpracy i który postanowił napisać tekst dla Anny Guzik. Próby zaczęły się z końcem czerwca i z przerwami trwały przez wakacje i wrzesień - mówi dyrektor Teatru Polskiego, Robert Talarczyk.
Forma „Singielki” nie jest jednak jednolita. Z jednej strony widzimy typowy monodram, ale z drugiej pojawiają się elementy musicalu i farsy, w której inni bohaterowie występują po drugiej stronie słuchawki telefonu. Taka dramaturgia jest bardzo wymagająca dla aktora. Anna Guzik przyjęła to wyzwanie i w znakomity sposób wyraziła swój kunszt aktorski w bezpośrednim kontakcie z kameralną widownią małej sceny.
Mocną stroną spektaklu jest tekst dramatu. Z początku zabawny i zaskakujący (np. gdy bohaterka czyta na plotkarskich portalach informacje na temat Anny Guzik oraz innych gwiazd), lecz jednocześnie obnażający obłudę wszechobecnie występującą we współczesnym świecie. Alicja krytykuje media, które zrobią wszystko, by podnieść oglądalność czy ilość wejść na stronę internetową. Bohaterka podważa idealistyczną teorię mówiącą o istnieniu szczęśliwych, wieloletnich małżeństw, ale jednocześnie podkreśla, że nikt nie zostaje singlem z wyboru.
- Jest cała masa takich kobiet, jak ja - tłumaczy Alicja. - Emocjonalnie trochę przygaszone, ale za to z poczuciem własnej godności. Finansowo w miarę ustawione, zadbane, inteligentne i niezależne. Po skończonym małżeństwie czy nieformalnym związku pozostało trochę żalu i zdjęć, a czasem, jak facet miał klasę, mieszkanie i kilku znajomych. Chociaż ci ostatni, przeważnie musieli się określić czyimi znajomymi tak naprawdę byli, więc to się robi dość pokręcone i jakieś takie niewygodne.
Jednocześnie Alicja zauważa, że wolność singla jest tylko złudzeniem, bo to nie związek go ogranicza, ale on sam z siebie. Dlatego z czasem wszystko się komplikuje. Szczęśliwa singielka nie może zasnąć bez wina i tabletek. Robienie kariery przestaje sprawiać radość, a kiedy ludzie, których życie interesowało Alicję bardziej niż jej własne zaczynają radzić sobie sami, w jej sercu pozostaje pustka.
Muzyka nie tylko dla singli
Doskonałym tłem dla rozwoju akcji są piosenki, specjalnie skomponowane dla Anny Guzik przez Krzysztofa Maciejowskiego. Rzecz jasna nie mogło ich zabraknąć w przedstawieniu reżyserowanym przez artystę współpracującego m.in. z muzycznym Teatrem Roma w Warszawie. Teksty tych utworów ukazują singielkę jako pewną siebie i szczęśliwą kobietę. Tymczasem widz już wie, że poza sceną życie Alicji jest zupełnie inne. Tych niezwykłych utworów można posłuchać także dzięki programowi tego spektaklu, który ma nietypową formę płyty CD.
Całość monodramu dopełnia scenografia autorstwa Grzegorza Policińskiego, która raz po raz przenosi widza z kameralnego mieszkania bohaterki na oświetloną estradę.
Zapewne część widzów Teatru Polskiego, którzy w trakcie wakacji z niecierpliwością czekali na rozpoczęcie kolejnego sezonu, mogła się poczuć rozczarowana faktem, że najnowsza premiera angażuje tak niewielką grupę artystów. Ale ten, kto obejrzy „Singielkę” szybko zmieni zdanie. Mimo, że jest to przedstawienie kameralne, angażuje widza na równi z wieloobsadowymi sztukami na dużej scenie. Chociaż nie da się ukryć, że prawie dwugodzinna sztuka mogłaby trwać nieco krócej, co łatwo dałoby się uzyskać, rezygnując z przydługich przerywników w formie monologów z poczty głosowej telefonu.
Kafka z Małyszem
Kolejne premiery Teatru Polskiego w nowym sezonie zapowiadają się równie ciekawie. Przygotowujemy m.in. „Proces" Franza Kafki w reżyserii Jacka Bały i „Dziewczyny z kalendarza" Tomasza Dutkiewicza - dodaje Robert Talarczyk. - Będzie także nowa sztuka Ingmara Villqista, adaptacja opowiadań Gombrowicza w reżyserii Eweliny Marciniak, komiks na scenie, czyli ,,Kapitan Żbik" w reżyserii Michała Siegoczyńskiego, ale również musical o Adamie Małyszu: "Leć, Adam leć" w mojej reżyserii. W sierpniu na zaproszenie Rosjan pojechaliśmy do Moskwy z fragmentami "Mistrz&Małgorzata Story", wywołując tam spore zainteresowanie. Mam więc nadzieję, że ten sezon będzie dla Teatru Polskiego najważniejszy od czasu objęcia przeze mnie dyrekcji.
Agnieszka Pollak-Olszowska
Foto: Teatr Polski
Artykuł wyświetlono 2247 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›