Kudłaty, sympatyczny malamut spogląda przenikliwym wzrokiem z kolorowej fotografii. Na innym zdjęciu wyraźnie zadowolony z życia leży na fotelu przytulony do swojej pani. Pies ze zdjęć, to dziewięcioletni Major, zwany z angielska przez swych właścicieli Mejdżerem. Te fotografie to nieliczne pamiątki, jakie po nim pozostały. Przed kilkoma dniami pies w bardzo zagadkowych okolicznościach odszedł bowiem z tego świata. Można przypuszczać, że został otruty.
 
Świadczyć o tym mogą dziwne wydarzenia, jakie miały miejsce na jednej z cichych i urokliwych uliczek na obrzeżach bielskiej dzielnicy Lipnik. Właścicielka Majora, chcąca zachować anonimowość kobieta, z rozpaczą w głosie wspomina ostatnie chwile swojego pupila. Był to bowiem od lat szczenięcych pies bardzo rodzinny, oddany i grzeczny. Zżył się z domownikami do tego stopnia, że nikt sobie nie wyobrażał, iż może go zabraknąć, i to w tak dramatycznych okolicznościach. A jednak...
 
Zapalenie trzustki
 
Major, jak to malamut, czyli pies kochający przestrzeń i wolność, większość czasu spędzał biegając i bawiąc się w ogrodzie otaczającym budynek. Nie inaczej było i tego lata, gdy pies jak zwykle dawał upust swojej niespożytej energii, brykając całymi dniami po ogrodzie. Nic nie wskazywało na to, że jest chory, czy źle się czuje. Aż któregoś dnia - było to we wtorek, 23 sierpnia, Major zaczął zachowywać się dziwnie. Osowiały, nie chciał nic jeść i pić. Widać było wyraźnie, że dzieje się z nim coś niedobrego.
 
 - Początkowo myślałam, że to przez upał, jaki tego dnia panował od samego rana. Skontaktowałam się z weterynarzem. Ten zalecił, aby trochę wypościć zwierzaka i obserwować, czy jego stan się poprawia - mówi kobieta. Mimo stosowania się do tych zaleceń, stan czworonoga ciągle się pogarszał. W dniu następnym większość czasu leżał bez ruchu, zaczął wymiotować. Pod wieczór w bardzo ciężkim stanie trafił do lecznicy. Próby ratowania Majora nie na wiele się zdały. Zdechł w nocy. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną jego śmierci było ostre zapalenie trzustki. To przypadłość rzadko w tak ostrej formie występująca u psów, zabójcza dla zwierzęcia. Poza tym jest to schorzenie, którego przyczyny nie do końca są znane. Śmierć psa wydawała się więc naturalnym następstwem nagłego ataku tej choroby. Tak też uważali opłakujący go domownicy. Do czasu...
 
Identyczne okoliczności
 
 - Kilka dni później rozmawiałam z sąsiadką, właścicielką owczarka collie - mówi kobieta. Podczas tej rozmowy okazało się, że owczarek ten, a dokładniej suczka Bella, też zdechł w identycznych okolicznościach i na dodatek w prawie tym samym czasie co Major. Jego właściciele w ten sam wtorek, co w przypadku malamuta, zaobserwowali dziwne apatyczne zachowanie swojego biegającego zazwyczaj po ogrodzie pupila. Po czym znaleziono go w ogrodzie w środowy wieczór nieżywego.
 
I w tym przypadku domownicy uznali, że zdechł śmiercią naturalną. Zwłaszcza że na jego ciele, a właściwie pysku, nie było widać śladów wskazujących na otrucie, na przykład piany czy innej wydzieliny. Teraz jednak, gdy okazało się, że to nie jedyny taki przypadek, dziwnego zgonu psa, i to w tym samym czasie i na tej samej ulicy, właściciele czworonogów nabrali podejrzeń, że ich zwierzęta zostały otrute.
 
 - Weterynarz przyznał, że choć pewności nie ma, przyczyną ostrego zapalenia trzustki Majora mogła być jakaś trucizna - tłumaczy jego właścicielka. Z tym tylko, że nie mogła to być trucizna typu trutka na szczury. Objawów, jakie wywołują takie specyfiki weterynarz nie stwierdził podczas sekcji. Musiało to być - jeśli mamy faktycznie do czynienia z celowym uśmierceniem - coś bardziej wyrafinowanego, co zabiło psy nie wzbudzając przy tym podejrzeń u ich właścicieli. Ale po co ktoś miałby truć te zwierzęta?
 
To pytanie zadają teraz obie rodziny, przypominając sobie, że od pewnego czasu na „ich” ulicy zaczęli pojawiać się jacyś podejrzanie wyglądający nieznani osobnicy, a w pobliskim lesie ktoś urządzał libacje. - Już dzwoniłam w tej sprawie na policję i mam nadzieję, że uda się rzucić nieco światła na tajemniczą śmierć mojego psa - mówi właścicielka Majora dodając, że choć nie jest osobą mściwą, to jednak życzy temu, kto otruł jej czworonoga - bo w obliczu późniejszych wydarzeń wątpliwości, że było to otrucie już nie ma - aby umierał w podobnych cierpieniach jak jej malamut.
 
Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)