Jednym z problemów dużych polskich miast - w tym Bielska-Białej - są porzucone samochody, które przez długi czas zalegają na parkingach i szpecą krajobraz, często zajmując mieszkańcom miejsca postojowe. Zdarza, że pojazdy stoją na terenie prywatnym. Właściciele posesji, jeśli chcą się pozbyć problemu, muszą zapłacić za wywóz albo postawić odpowiednie znaki.
 
Ustawa Prawo o Ruchu Drogowym w art. 50 A stanowi, że samochód bez tablic rejestracyjnych lub w stanie, który wskazuje, że jest od dłuższego czasu nieużywany, jest wrakiem. Teoretycznie funkcjonariusz będący na miejscu porzucenia pojazdu może wydać dyspozycję do jego usunięcia, lecz w Bielsku-Białej przepisy tej ustawy są fikcją.
 
Kto za to zapłaci?
 
Dzieje się tak dlatego, ponieważ umowa zawarta między miastem i upoważnionym podmiotem została tak skonstruowana, że nie jest wiadomo, w jaki sposób będzie opłacane odholowane porzuconych wraków. Niejasność dotyczyła wszelkich terenów publicznych-gminnych, jak drogi, wnęki postojowe, parkingi. W tej sytuacji pojazdy „niczyje” stoją na działce wbrew woli jej właściciela i ulegają rozkładowi wskutek działalności sił przyrody oraz człowieka. Usunięcie samochodu następuje w praktyce tylko zgodnie z art. 130 Prawa o ruchu drogowym, czyli za tamowanie i utrudnianie ruchu.
 
Z logicznego punktu widzenia wydawałoby się, że to właściciel powinien być odpowiedzialny za pojazd porzucony nawet w miejscu niezagrażającym ruchowi drogowemu i ponosić wszystkie koszty związane z jego usunięciem. Nie ma jednak żadnych narzędzi prawnych, które mogłyby go do tego zmusić. Dopiero gdy samochód zagraża ruchowi drogowemu, zostaje ściągnięty na parking, a za holowanie oraz przechowanie na parkingu płaci właściciel auta.
 
Zgodnie z poprzednią uchwałą Rady Miejskiej w Bielsku-Białej, ściągnięcie z jezdni pojazdu do 3,5 tony kosztowało 178 zł. Każda doba na parkingu przeznaczonym dla takich aut, to koszt 12 zł. Holowanie oraz opłaty parkingowe dla pojazdów cięższych były zdecydowanie wyższe. Niedawno uchwała w tej sprawie została znowelizowana, a nowy przetarg na firmę wykonująca tę usługę jest na etapie rozstrzygania.
 
Policja chroni sprawców
 
Z problemem porzuconego samochodu na prywatnej drodze dojazdowej do posesji zmaga się nasz Czytelnik. Przed jego bramą wjazdową od dłuższego czasu zalega bezpański pojazd, który najprawdopodobniej uległ wypadkowi, na co wskazuje rozbity przód. Właściciel terenu poinformował policję o uszkodzonym samochodzie i do czasu przyjazdu funkcjonariuszy na miejsce zdarzenia miał nadzieję na usunięcie zawalidrogi.
 
 - Policjanci stwierdzili, że auto jest po kolizji i stoi na niepublicznej drodze. Dlatego nic nie zrobią w tej sprawie - relacjonuje pan Aleksander. - Powiedziano mi, że pojazd mogę odholować, ale na własny koszt. Próbowałem zdobyć kontakt do właściciela „zguby”, ale policja nie mogła podać jego personaliów ze względu na ochronę danych osobowych.
 
Porzucony samochód ulega obecnie powolnemu rozkładowi, głównie w rezultacie działalności ludzkiej. W samochodzie rozbito szybę i skradziono radio. Dodatkowym smaczkiem całej sytuacji jest fakt, że w tym samym dniu, w którym porzucono auto, zaledwie 500 metrów dalej przy ulicy Bystrzańskiej w pobliżu granicy z Bystrą doszło do kolizji. Sprawca zbiegł, a poszkodowany w tej sytuacji pozostał „na lodzie” z rozbitym tyłem samochodu i uszkodzonym bagażnikiem.
 
 Trzeba postawić rogatki
 
Co w praktyce powinien teraz zrobić pan Aleksander? Właściwie pozostaje mu tylko pozbycie się zawalidrogi na koszt własny. Może też przygotować się na podobne sytuacje w przyszłości. - Właściciel zarządzający posesją i prywatną drogą może ją odpowiednio zabezpieczyć - poinformował nas Piotr Kowalik, funkcjonariusz bielskiej Straży Miejskiej. - Można postawić rogatki lub zbudować odpowiednie ogrodzenie. Jeśli tego nie będzie, właściciel musi się liczyć z kolejnymi niechcianymi gośćmi. Kodeks drogowy zakłada, że droga wewnętrzna może posiadać znaki drogowe, na podstawie których można następnie egzekwować prawo. Policja czy Straż Miejska nie mogą wtedy odmówić pomocy właścicielowi posesji. Gdyby ktoś zablokował wjazd przy supermarkecie, który pozbawiony byłby odpowiednich oznaczeń, to również nie moglibyśmy interweniować.

Warto dodać, że obecnie funkcjonuje wiele firm, które bezpłatnie zabierają wraki samochodów, a jeśli pojazd prezentuje się w miarę korzystnie, właściciel pojazdu może za niego otrzymać nawet kilkaset złotych. Trudno więc zrozumieć osoby, które nie chcą skorzystać z tego rodzaju usług i wolą szpecić ulice naszego miasta.
 
Paweł Hetnał