Dom pod wysokim napięciem
Właściciele drewnianego domu w bielskiej Straconce mieszkają tuż obok słupa energetycznego. I właśnie to niefortunne sąsiedztwo stało się przyczyną horroru, jaki przeżyli w czasie sierpniowej burzy.
O tym, co się wydarzyło przy ulicy Małej Straconki w Bielsku-Białej, poinformowali „Kronikę” czytelnicy, podkreślając, że wyglądało to bardzo groźnie. Dotarliśmy do osób, które znalazły się wówczas w największym niebezpieczeństwie. Starsi małżonkowie, bo o nich mowa, mieszkający w ślicznym drewnianym domku, zgodzili się - zastrzegając anonimowość - opowiedzieć, co się stało w piątek, 19 sierpnia.
Uszkodzona rura
Burza zaczęła się około 15-tej. Bielszczanka zobaczyła, że ze słupa, który jedną „nogą” stoi w ogrodzie małżonków, gęsto sypią się iskry. - Byłam na to wyczulona, bo już rok wcześniej miała miejsce podobna sytuacja. Wtedy przyjechała ekipa z energetyki i wymienili instalatory na słupie. Więc i tym razem zadzwoniłam pod 991. Powiedzieli, że przyjadą. Ale burza minęła, a nikt się nie pojawił - opowiada.
Kilka godzin później, po 20-tej, zaczęła się kolejna burza. - Tym razem iskry sypały się dosłownie na pół działki. Zgasło światło, zrobiło się ciemno. Znowu sięgnęłam po telefon, żeby zadzwonić na pogotowie energetyczne. Ale nikt nie odbierał, nic nie załatwiłam. Po chwili zadzwonił sąsiad z pytaniem, czy wiemy, że pali się łąka pod naszym płotem. Nie wiedzieliśmy. Wybiegliśmy z mężem na zewnątrz. Rzeczywiście, pod słupem paliło się ognisko o średnicy około 1,5 metra. Zebrali się sąsiedzi, ktoś przybiegł z wiadrem z wodą, ktoś inny wezwał straż pożarną. Sąsiadka mówiła, że widziała jak na tym słupie buchnęło płomieniem. Przyjechała straż pożarna ze Straconki, wzięli się do gaszenia, ale wcale im to nie szło. Zastanawiali się, dlaczego ta mokra trawa tak się pali. Aż usłyszeliśmy głos jednego ze strażaków: - O ku..., gaz! - wspomina bielszczanka, która jeszcze dziś, mimo upływu czasu, nie ukrywa zdenerwowania. - Powiedzieli, że mamy już nie wchodzić do domu, że trzeba się liczyć z najgorszym. Nie posłuchałam, pobiegłam do środka, zabrałam dokumenty.
Mówi, że działała jak w amoku. Czy można się dziwić? Przecież był zagrożony dorobek życia. Podkreśla, że strażacy zachowali się w stosunku do nich bardzo w porządku, byli opiekuńczy, zaproponowali, żeby usiedli w samochodzie, ale nie chcieli. Byli zbyt przerażeni tym co się dzieje, mając świadomość, że przecież cała piwnica jest pełna gazu (mają ogrzewanie gazowe), a domek drewniany.
Wtedy już mniej więcej było wiadomo, co się stało. Piorun uderzył w słup i przeszedł przez uziemienie, które było tak blisko gazociągu, że wyładowanie doprowadziło do jego uszkodzenia. Strażacy wezwali pogotowie gazowe i pogotowie energetyczne. - Dokopali się do tej rury, założyli jakieś opaski, zabezpieczyli gaz, sprawdzili nam całą piwnicę i stwierdzili, że możemy wracać do domu. Była 22.30 - kończy opowieść bielszczanka.
Co się stało?
Małżonkowie do dziś nie ukrywają zdenerwowania i trudno się dziwić. Raz ze względu na to co przeżyli w tamten piątkowy wieczór. Ale jest jeszcze jeden powód, może istotniejszy. Otóż nikt już po całym zdarzeniu, nie był łaskaw wyjaśnić im dokładnie co się właściwie stało, czy są już bezpieczni, czy mają drżeć w czasie każdej następnej burzy. Co prawda w sobotę rano przyjechali pracownicy energetyki i wymienili instalatory, które mocno iskrzyły w czasie burz, ale czy to coś zmieni?
- Przecież już kiedyś to robili - powątpiewają małżonkowie. - Rzekomo odcięli to uziemienie słupa, ale to wszystko nasze domniemania. Dzwoniłam do energetyki z pytaniem, co zrobili, jakie środki zapobiegawcze zostały podjęte? Mieli oddzwonić, ale nie oddzwonili - mówi bielszczanka.
„Kronika” poprosiła o wyjaśnienia w Rozdzielni Gazu w Bielsku-Białej i w Beskidzkiej Energetyce. 19 sierpnia 2011 roku dyspozytor Pogotowia Gazowego Rozdzielni Gazu Bielsko-Biała po otrzymaniu zgłoszenia od Dyżurnego Straży Pożarnej („czuć gaz na gazociągu”) wysłał pod wskazany adres brygadę dyżurną pogotowia celem podjęcia stosownych działań (...). Po przybyciu na miejsce i wykonaniu wykopu w miejscu uchodzenia stwierdzono, że przyczyną awarii uchodzenia gazu było wyładowanie atmosferyczne w słup energetyczny, który posiadał uziemienie odprowadzone do gazociągu stalowego, co spowodowało jego przepalenie. Brygada pogotowia założyła opaskę naprawczą, likwidując całkowicie wypływ gazu, a następnie w dniu 22 sierpnia brygada Rozdzielni Gazu Bielsko-Biała dokonała demontażu opaski oraz naprawy gazociągu, przywracając jego pełną sprawność - czytamy w odpowiedzi, której udzielił Zbigniew Dzielędziak, kierownik d/s technicznych RG BB.
W odpowiedzi uzyskanej z energetyki znajdujemy potwierdzenie co do przyczyny zdarzenia („prąd zwarciowy przepływający przez uziemienie słupa spowodował rozszczelnienie linii gazowej przebiegającej w tym miejscu bardzo blisko linii energetycznej”). Dalej czytamy: Uziemienie słupa zostało odcięte i zdemontowane. Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami uziemienie tego słupa nie jest wymagane i nie będzie ono odtwarzane. Linia energetyczna, na której doszło do awarii została wybudowana w latach 70-tych zgodnie z obowiązującymi w tym czasie przepisami. Jest w dobrym stanie technicznym, a wymagane przepisami zabiegi eksploatacyjne są realizowane terminowo.
Linia gazowa została wybudowana w pobliżu istniejącej już linii energetycznej. Energetycy Bielskiego Oddziału ENION SA analizują zaistniałą sytuację, a wnioski będzie można wyciągnąć po uzyskaniu od właściciela linii gazowej niezbędnych informacji na temat jej przebiegu i parametrów technicznych. Podpisał Kazimierz Szypuła, inżynier - koordynator z Biura Informacji ENION SA Oddział w Bielsku-Białej.
Jak to możliwe?
Nie ma już zatem wątpliwości co się stało, ale pozostają wątpliwości, jak to się mogło stać? Jak to możliwe, że uziemienie słupa energetycznego znajdowało się tuż obok gazociągu? - Przecież to jakiś horror. Tego domu mogło nie być, mogliśmy nie mieć do czego wracać. Dlaczego jest tak, że musi się coś stać, żeby ktoś się tym zainteresował - denerwują się właściciele drewnianego domu.
Jak czytamy w piśmie z Enionu, energetycy „analizują zaistniałą sytuację”. Jak już przeanalizują, to i „Kronika” do tematu powróci...
Wojciech Małysz (Kronika Beskidzka)
Artykuł wyświetlono 3312 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›