Rozmowa z Jerzym Wolasem, prezesem TS Podbeskidzie S.A.
 
Powraca Pan po dwóch latach na stanowisko szefa bielskiego klubu. Co zmieniło się w tym czasie w klubie poza niewątpliwym sukcesem sportowym i awansem do ekstraklasy?
 
 - Poza tym awansem trzeba pamiętać, że przekształciliśmy się w spółkę akcyjną. Będzie to dla mnie nowe wyzwanie zarządzać takim tworem.
 
Prywatny biznes prezesa
 
Przy podejmowaniu decyzji o powrocie na stanowisko prezesa klubu kierował się Pan chyba wyłącznie sercem, bo teraz znów na Pańskich barkach spocznie mnóstwo obowiązków związanych z zarządzaniem i kierowaniem prywatną firmą…
 
 - Jestem najwierniejszym kibicem Podbeskidzia i dałbym się za ten klub pokroić. Zbyt długo jestem z klubem i za dużo czasu mu poświęciłem, żeby teraz zostawić go w potrzebie. Zawsze jestem do dyspozycji. Jeśli ludzie mnie chcą na tym stanowisku, to dlaczego miałbym nie pomóc? Pamiętajmy jednak, że Rada Nadzorcza oddelegowała mnie na to stanowisko nawet nie na okres trzech miesięcy, ale na czas maksymalnie trzech miesięcy. Prowadzę przecież jeszcze prywatny biznes i muszę to wszystko jakoś połączyć. Z tego, że zostałem ponownie prezesem klubu nikt się nie cieszy, ja zresztą też. Nikt nie jest zadowolony z takiego rozwiązania, ale damy radę!
 
Jakie stawia Pan sobie cele na te trzy miesiące prezesury?
 
 - Chciałbym, aby w momencie, gdy będę odchodził z klubu, drużyna miała około 18 punktów i spokojną zimę. Nie mówię, że chcę, abyśmy od razu zawojowali ekstraklasę, ale musimy grać tak, aby nie drżeć o utrzymanie. Obecnie mamy za mało punktów. Wszyscy spodziewaliśmy się, że będzie ich więcej. Przed nami pojedynki z tuzami ekstraklasy, ale i z nimi musimy starać się o jakąś zdobycz.
 
Dwa twarde charaktery
 
Spotkał się Pan już z piłkarzami. Co im Pan powiedział przed zbliżającym się meczem z Legią Warszawa?
 
 - Tak, spotkałem się z chłopakami zaraz po objęciu funkcji prezesa. A co im powiedziałem przed meczem z Legią? No cóż, kto ma narobić w portki, to niech narobi w portki i nawet nie wsiada do autobusu do Warszawy. Jeśli przed meczem pękniemy, to nawet nie ma co wychodzić na boisko. Znam tych piłkarzy bardzo dobrze, bo cały czas jestem blisko drużyny, choć przyznam, że ostatnio nieco opuściłem się w tym względzie. Teraz się to zmieni i zawodnicy musza wiedzieć, że jestem zawsze z nimi.
 
Pańską prawą ręką będzie Władysław Szypuła. Z takim partnerem w zarządzie chyba może Pan spokojnie myśleć o trzech najbliższych miesiącach?
 
 - Sporo czasu już ze sobą współpracujemy, lecz jeszcze trzy miesiące musimy ze sobą wytrzymać. Obaj mamy twarde charaktery, ale różnicę zdań wyjaśniamy sobie za zamkniętymi drzwiami. Damy radę.
 
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Hetnał
Foto: TS Podbeskidzie