Na dachu schroniska turystycznego na Szyndzielni trwają prace remontowe. Jak wyjaśnia gospodarz obiektu Janusz Szeja, nie chodzi jednak o naprawę dachowego poszycia.
 
Dach trzyma się dobrze od momentu, gdy na początku lat 80. ubiegłego wieku przeszedł kapitalny remont, po tym jak sporą jego część, w tym charakterystyczną drewnianą wieżyczkę górującą nad budynkiem, strawił pożar. To wtedy drewniany gont zastąpiono miedzianą blachą. W złym stanie były jednak wykonane z piaskowca kominy. Zaczęły się rozsypywać i wymagały szybkiej naprawy.
 
Remont kominów prowadzony jest po nadzorem służb konserwatorskich. Bo co prawda obiekt zabytkiem wpisanym do ministerialnego rejestru nie jest, jednak z uwagi na to, że ma już ponad sto lat i znalazł się w gminnej ewidencji obiektów zabytkowych, podlega ochronie konserwatorskiej.
 
Jak się dowiedzieliśmy, turyści odwiedzający Szyndzielnię nadal nie mogą jednak liczyć na to, iż zostanie im udostępniona górująca nad dachem wieża, stanowiąca wspaniały punkt widokowy. Nie bez przyczyny schronisko powstało bowiem pod koniec XIX wieku właśnie w tym miejscu. Roztaczał się wtedy stamtąd wspaniały widok na… Tatry. Goście schroniska mogli podziwiać ich panoramę przez wiele lat, aż do momentu, gdy widok zaczęły przesłaniać rosnące coraz wyżej drzewa otaczające budynek.
 
Dlatego gdy w połowie lat 50. ubiegłego wieku schronisko zostało rozbudowane o zachodnie skrzydło, w którym znalazły się pomieszczenia socjalno-gospodarcze (miało to dać możliwość obsłużenia coraz większego ruchu turystycznego na Szyndzielni, związanego z uruchomieniem kolejki gondolowej) ogromną jadalnię ulokowano dość nietypowo na najwyższym piętrze nowo dobudowanej części. Dzięki temu turyści z poziomu jadalni mogli znowu podziwiać Tatry. Drzewa jednak rosły dalej…
 
Janusz Szeja przyznaje, iż ogólnodostępny punkt widokowy ulokowany w wieży schroniska byłby dobrym pomysłem i na pewno wielką atrakcją turystyczną, lecz nie ma możliwości - przynajmniej w najbliższym czasie - aby tak się stało. Z wypowiedzi gospodarza obiektu wynika, że z jednej strony stoją na przeszkodzie przepisy przeciwpożarowe, a z drugiej wieża nie jest przystosowana do tego, by mogły z niej korzystać osoby postronne.
 
Janusz Szeja nie wyklucza jednak, że w przyszłości, gdyby znalazły się fundusze potrzebne na przystosowanie wieży do zadań platformy widokowej, a strażacy wyraziliby zgodę na takie jej wykorzystanie, możliwe będzie podziwianie z niej wspaniałych górskich widoków. Na razie to jednak tylko bliżej nieskonkretyzowane plany.
 
Tekst i foto: Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)