Jedna z bielskich klinik prywatnych okaleczyła dobrze zapowiadającego się sportowca. 22-letni biegacz narciarski ze Szczyrku przyszedł do szpitala na prosty zabieg przegrody nosa, a wywieziony został z dziurami w nodze! Tym karygodnym błędem medycznym zainteresowaliśmy prokuraturę i rzecznika odpowiedzialności lekarskiej, lecz klinika i poszkodowany będą prawdopodobnie dążyli do ugody.
 
Krzysztof Stec od dziesiątego roku życia trenuje w LKS Klimczok w Bystrej. Członek kadry narodowej biegaczy narciarskich, jest czterokrotnym mistrzem Polski, uczestnikiem kilku mistrzostw świata juniorów oraz uniwersjady. Ze względu na chore zatoki co roku miał przerwę w treningach. Dlatego lekarze z kadry zalecili zawodnikowi przeprowadzenie zabiegu przegrody nosa, która miała mu ułatwić uzyskiwanie lepszych wyników w sporcie.
 
Trzy dziury w nodze
 
Niestety, krótki pobyt w Szpitalu Chirurgii Małoinwazyjnej i Rekonstrukcyjnej w Bielsku-Białej okazał się całkowitą porażką dla młodego biegacza i lekarzy. Następnego dnia po zabiegu Krzysztof miał wrócić do domu, a po kilkunastu dniach do treningów. Okazało się jednak, że nie będzie to takie proste, gdyż wraz z korektą przegrody nosa medycy... wypalili sportowcowi trzy dziury w podudziu. Największa rana poparzeniowa, o średnicy około 5 cm, wypalona jest w centralnej części łydki i sięga aż do kości. Dwie mniejsze mają po dwa centymetry średnicy. Oprócz tego zawodnik twierdzi, że w bielskim szpitalu został zarażony gronkowcem złocistym.
 
Jak dowiedział się nasz portal, okaleczenie sportowca było rezultatem błędu w zastosowaniu elektrody, która w podobnych sytuacjach jest zakładana na nogę celem ograniczenia krwawienia z rany. Zdaniem ekspertów medycznych, urządzenie do elektrokoagulacji może spowodować niewielkie oparzenia skóry, lecz wypalenie dziur jest karygodnym błędem lekarskim. Tymczasem bielski szpital należy do placówek o dużej renomie w naszym kraju. W tym roku został laureatem ogólnopolskiego rankingu "Diamenty Forbesa" w kategorii firm o przychodzie od 5 do 50 mln zł. Np. jako jedyny szpital w Polsce łączy metodę endoskopową i laserową do leczenia schorzeń bólowych kręgosłupa.
 
 - Jestem studentem Akademii Wychowania Fizycznego z indywidualnym tokiem studiów na drugim roku i tym wydarzeniem zaprzepaściłem sobie możliwość zaliczenia założonego przeze mnie materiału - podkreśla Krzysztof Stec. - Wiąże się z tym brak stypendium na najbliższy rok akademicki. Będzie mi bardzo ciężko wrócić do realiów wykonywanej przeze mnie dotychczasowej ciężkiej pracy. Oczywiście pod warunkiem, że jest to w ogóle jeszcze możliwe.
 
Ból i nieprzespane noce
 
Zawodnik tłumaczy, że buty do stylu łyżwowego są wysokie i mogą mieć niekorzystny wpływ na powstałe rany, np. ocierać się z górną częścią buta. Dlatego trudno dziś przesądzić, czy tym stylem będzie mógł kiedykolwiek biegać. Biegi narciarskie są dyscypliną, której musi towarzyszyć całoroczny systematyczny trening, przybliżający do osiągnięcia wymarzonych celów życiowych. Ogromny wpływ na wyniki sportowe ma psychika, która została poważnie nadszarpnięta w wyniku krótkiej wizyty biegacza w szpitalu przy ul. Bystrzańskiej.
 
Zdaniem lekarza sportowego, błąd lekarzy odbije się na dalszej karierze Krzysztofa. Kilkumiesięczne wyłączenie z treningów znacznie utrudni powrót do kadry narodowej. - Nie życzę nikomu takiego przebiegu wydarzeń, z którym nie tylko łączy się załamanie psychiczne, ale także niewyobrażalny dla normalnego człowieka ból oraz nieprzespane noce - opowiada zawodnik, który jeszcze niedawno śnił o złotym medalu olimpijskim.
 
O tej bulwersującej sprawie nic nie wie zarówno prokurator, jak rzecznik odpowiedzialności zawodowej Beskidzkiej Izby Lekarskiej. Ryszard Mojeścik z Prokuratury Rejonowej Bielsko-Biała Południe powiedział nam, że poszkodowany powinien formalnie powiadomić organa ścigania o zdarzeniu. Postępowania karne w podobnych sprawach rzadko kończą się skazaniem lekarza za spowodowanie rozstroju zdrowia pacjenta. Trwają wyjątkowo długo, gdyż w toku dochodzenia niezbędne są opinie ekspertów - lekarzy z innych stron kraju, a ci nie kwapią się do przedstawiania dowodów obciążających kolegów z branży.
 
Prezes zaprasza do negocjacji
 
Natomiast w biurze rzecznika odpowiedzialności zawodowej BIL dowiedzieliśmy się, że dobrze udokumentowany artykuł prasowy może stać się podstawą postępowania urzędowego przeciwko lekarzowi. Członkowie samorządu lekarzy podlegają odpowiedzialności zawodowej przed sądami lekarskimi za postępowanie sprzeczne z zasadami etyki i deontologii zawodowej oraz za naruszenie przepisów o wykonywaniu zawodu lekarza. Sąd lekarski może orzekać takie kary, jak: upomnienie, nagana, zawieszenie prawa wykonywania zawody na okres do trzech lat lub nawet pozbawienie prawa wykonywania zawodu.
 
Krzysztof Stec wyjaśnił nam, że odstąpił od złożenia formalnej skargi po rozmowie z Rzecznikiem Praw Pacjenta, który uważa, że klinika będzie chciała dążyć za wszelką cenę do ugody z pacjentem. Skazanie lekarza nie naprawi przecież wielkiej krzywdy, jaką wyrządziły mu osoby, do których zwrócił się o pomoc. Prezes zarządu Szpitala Chirurgii Małoinwazyjnej i Rekonstrukcyjnej w rozmowie z naszym portalem wyraża głębokie ubolewanie z powodu błędu jego personelu medycznego, lecz zarzut zarażenia pacjenta gronkowcem odrzuca.
 
 - Było to zdarzenie, które nie powinno mieć miejsca - podkreśla dr Robert Sirek. - Jest to pierwszy przypadek tego typu powikłania w 11-letniej historii naszego szpitala. Przykro nam tym bardziej, że poszkodowany został młody, czynny sportowiec. Chcemy zadośćuczynić krzywdę wyrządzoną panu Krzysztofowi Stecowi i jesteśmy gotowi na rozmowę w sprawie ugody. Wysokość kwoty odszkodowania jest kwestią negocjacji.
 
Odwołane zabiegi przeszczepu skóry
 
Doktor Sirek uważa, że najważniejszym problemem jest teraz powrót zawodnika do treningów. Dlatego zaprasza sportowca do kliniki i deklaruje pomoc w rehabilitacji. Prezes zapewnia, że jego placówka dysponuje bazą oraz specjalistami zapewniającymi całkowite wyleczenie tego rodzaju obrażeń. Funkcjonujący w szpitalu oddział chirurgii plastycznej nie ma odpowiednika w publicznej służbie zdrowia na terenie Podbeskidzia. Na podstawie umowy z NFZ realizuje zabiegi takie, jak m.in. korekcja plastyczna blizn pooparzeniowych, pourazowych i pooperacyjnych.
 
- W klinice przy Bystrzańskiej dwukrotnie odwoływano zabiegi przeszczepu skóry - odpowiada Krzysztof. - Za trzecim razem zrezygnowałem i szukaliśmy na własną rękę pomocy u innych specjalistów. Dobrze, że nie doszło do przeszczepu, ponieważ rana po upływie 2,5 miesiąca od zabiegu nie goiła się. Zrobiłem wtedy wymaz z rany i okazało się, że jest zarażona gronkowcem złocistym. Na ten fakt żaden lekarz nie zwrócił do tej pory uwagi. Od czasu próby przeszczepu do dnia dzisiejszego nikt z bielskiej kliniki nie zainteresował się moim stanem zdrowia, a przecież w każdej chwili mogą zatelefonować do mnie w sprawie leczenia. Obecnie jestem pod opieką specjalisty chirurga od trudno gojących się ran. Dzięki niemu widać nareszcie poprawę.
 
Robert Kowal