Sytuacja parkingowa w Bielsku-Białej jest coraz gorsza. Każdego roku w mieście przybywa kilka tysięcy prywatnych aut, a ilość miejsc postojowych utrzymuje się w zasadzie na stałym poziomie. Ratusz próbuje radzić sobie z problemem metodami administracyjnymi, lecz bez podjęcia decyzji o charakterze systemowym kryzys będzie tylko narastał. Podobne kłopoty mają chyba wszystkie większe miasta w naszym kraju.
 
Sprawie miejsc postojowych dla prywatnych aut poświęcona jest znaczna część korespondencji, jaką nasza redakcja stale otrzymuje od Czytelników. Większość z nich w mniej lub bardziej ostrych słowach krytykuje magistrat za lekceważenie problemu parkingowego. Wspólnym mianownikiem opinii krytycznych jest taka myśl: płacimy podatki i przyczyniamy się do wzrostu zasobności naszego miasta. Samochód jest niezbędny w biznesie. Tymczasem brak miejsc postojowych utrudnia nam prowadzenie działalności gospodarczej. W ten sposób władze podcinają gałąź, na której same siedzą.
 
Opłata przed mszą
 
Czytelnicy zwracają uwagę na „pazerność” magistratu w egzekwowaniu opłat za korzystanie z możliwości pozostawienia prywatnego samochodu w pobliżu miejsca pracy, a nawet utrudnianie dostępu do... posług religijnych. Osoby nawiązujące do tego ostatniego wątku są poruszone praktyką pobierania opłat od uczestników nabożeństw w katedrze św. Mikołaja, którzy zostawiają swoje auta bezpośrednio przed budynkiem kościelnym. - Czy miasto ma prawo uzyskiwać dochody z tytułu dysponowania terenem należącym prawdopodobnie do kurii? - czytamy w jednym z maili.
 
O wyjaśnienia poprosiliśmy dyrektora Miejskiego Zakładu Gospodarczego w Bielsku-Białej Dariusza Gołysznego. Urzędnik zapewnił nas, że obsługa parkingów miejskich działa zgodnie z prawem. Z posiadanej przez niego dokumentacji wynika, że teren przylegający do katedry jest własnością gminy. Pan dyrektor był zdziwiony zarzutami o charakterze religijnym, gdyż w niedzielę nikt nie pobiera opłat za postój w rejonie katedry. Tego dnia płacić trzeba wyłącznie za parking w rejonie giełdy w Wapienicy.
 
MZG jest stosunkowo młodą instytucją samorządową. Utworzono ją nieco ponad rok temu w miejsce Gospodarstwa Pomocniczego przy UM w Bielsku-Białej. Jednym z podstawowych zadań zakładu jest prowadzenie i utrzymanie miejsc parkingowych na terenie miasta. Obecnie w jego dyspozycji znajdują się 34 parkingi, w tym jeden całodobowy (na os. Złote Łany). Ogółem miasto posiada ok. 1, 5 tys. miejsc parkingowych, wliczając w to odpłatne stanowiska zlokalizowane w pasie drogowym.
 
Grunt, to rotacja
 
Jak dowiedzieliśmy się w bielskim ratuszu, w roku 2010 - nowszymi statystykami Urząd Miejski nie dysponuje - przybyło w Bielsku-Białej ok. 3 tys. samochodów osobowych, choć w przeszłości bywało, gdy przyrost wynosił pięć tysięcy rocznie. Obecnie przyjąć można, że tegoroczna dynamika jest podobna, jak w ub.r.
 
 - Z mojej wiedzy wynika, że w Bielsku-Białej nie przybywa miejsc postojowych - podkreśla Dariusz Gołyszny. Zastrzega jednak, że jest dyrektorem od niedawna i jako nowy człowiek w branży parkingowej może nie ogarniać wszystkich szczegółów problemu. Z wyjaśnień, jakie otrzymaliśmy wynika, że MZG został powołany celem zapewnienia rotacyjności miejsc postojowych oraz dla zapewnienia pracy osobom bezrobotnym. Na parkingach administrowanych przez miasto znalazły zatrudnienie 52 osoby.
 
Tymczasem z szacunkowych danych wydziału komunikacji bielskiego Urzędu Miejskiego wynika, że na terenie naszego miasta parkuje codziennie ponad 100 tys. pojazdów osobowych. Według oficjalnych statystyk, na koniec ub.r. w Bielsku-Białej zarejestrowanych było prawie 80 tys. aut prywatnych. Do tej liczby dodać trzeba samochody z tzw. kratką, zarejestrowane przez firmy leasingowe oraz będące własnością osób prowadzących w mieście działalność gospodarczą, lecz mieszkających w sąsiednich gminach. Dodatkowo na krótki postój zatrzymuje się w mieście niezidentyfikowana ilość pojazdów przejeżdżających tranzytem.
 
Losowanie miejsc parkingowych?
 
 - Otrzymujemy oficjalne pisma od mieszkańców miasta, głównie centrum, z żądaniem zamknięcia niektórych ulic dla ruchu samochodowego - informuje naczelnik wydziału komunikacji UM Marek Stańco. - Ludzie uważają, że w ten sposób uzyskają miejsce do parkowania samochodu.
 
Dzięki wysiłkowi pracowników ZGM miejsca postojowe należące do miasta są wykorzystywane rotacyjnie, a dochody z tego tytułu zasilają kasę gminy. A co ze stałymi miejscami postojowymi? Naczelnik Stańco żartuje, że osobiście sprawa go nie dotyczy, gdyż parkuje swoje auto na prywatnej posesji, lecz rozumie kłopot tysięcy bielszczan, którzy codziennie zastanawiają się, gdzie zostawią samochód na noc. Problemu nie rozwiąże planowana budowa sieci parkingów podziemnych w centrum. Korzystanie z nich będzie odpłatne, a mieszkańcom zależy na ogół na darmowych miejscach postojowych.
 
Władze Bielska-Białej muszą zdecydować się na rozwiązania systemowe, dzięki którym samochody przestaną blokować pobocza i chodniki w centrum. Np. w niektórych chińskich miastach odbywa się losowanie miejsc parkingowych, przy czym auto mogą kupić tylko ci, którym dopisało szczęście. W naszych warunkach jest to metoda raczej mało przydatna. Warto więc wesprzeć się na wzorach przyjętych w krajach europejskich, gdzie coraz więcej aglomeracji zamyka ruch w dzielnicach śródmiejskich. Ludzie zostawiają swoje auta na obrzeżach i w dalszej podróży korzystają z komunikacji miejskiej.
 
Kupujemy kolejne auta
 
Bielski MZK jeszcze długo nie będzie gotowy na przyjęcie podobnych rozwiązań. Z drugiej strony do niewielu z nas dociera prawda, że większość osiedli mieszkaniowych w Polsce projektowano w czasach, gdy samochód posiadały nieliczne rodziny, a marzeniem pozostałych był mały fiat. Dzisiaj pęczniejemy z dumy, gdy stać nas na zakup kolejnego auta i nie zdajemy sobie na ogół sprawy z konsekwencji naszych prywatnych decyzji dla systemu komunikacyjnego w miastach.
 
Robert Kowal