Mówi się, że wszystkim nie dogodzisz. Nowe inwestycje miejskie nie podobają się niektórym bielszczanom, podczas gdy inni krytykują władze miasta za to, że nic się w nim nie dzieje. Taką kością niezgody jest boisko przy LO im. Stefana Żeromskiego. Dzieci chcą na nim grać w piłkę, a dorośli wolą mieć święty spokój i zamykają boisko na kłódkę. Podobny konflikt interesów istnieje wokół lotniska w Aleksandrowicach oraz w sprawie obecności samochodów nauki jazdy na bielskich ulicach.
 
Rząd, a wraz z nim część mediów nawołują, aby budować boiska dla młodych ludzi. Żeby zamiast siedzieć z puszką piwa przed blokiem, biegali za piłką. Tymczasem w Bielsku-Białej zamyka się boiska na kłódkę. Dlaczego? Bo mieszkańcom przeszkadzają hałasujące dzieci. Młodzież chętnie korzysta z tego typu obiektów, co najlepiej ilustruje napięty grafik boiska Orlik przy ul. Piastowskiej.
 
 - Kilkanaście lat temu boisko przy Szkole Podstawowej nr 22 oraz Liceum Ogólnokształcącym im. Żeromskiego było otwarte 24 godziny na dobę. Ale przyszedł czas, gdy mieszkańcy bloku stojącego przy boisku zaczęli narzekać na hałas. Następnie doprowadzili do opracowania regulaminu obiektu - żali się Czytelnik w liście do naszej redakcji. Zgodnie z regulaminem, boisko czynne jest w dni powszednie w godz.8:00-19:00, w soboty w godz.9:00-18:00, a w niedziele i święta jest zamknięte. Bielszczanin dodaje, że rozumie, iż hałas może przeszkadzać zwłaszcza osobom starszym. Uważa jednak, że jeśli ktoś decydował się mieszkać przy boisku, to powinien przewidzieć, że cicho wokół domu mieć nie będzie.
 
Czytelnik opowiada, że sam jako młody chłopak spędzał większość dnia na tym boisku. Jak wiadomo, najwięcej czasu dzieci mają w dni wolne i święta, a więc wtedy, kiedy obecnie boisko jest zamknięte na kłódkę. Nasz Czytelnik skarży się, że nawet niekorzystny dla młodzieży regulamin nie jest przestrzegany. Ponoć w soboty brama wejściowa jest bardzo często zamknięta przez cały dzień. W tej sytuacji dzieci muszą dostawać się na boisko przez płot.
 
 - Wiem, że dla młodego chłopaka to nie problem, a wręcz zabawa. Ale co mają robić rodzice z dziećmi? Lub dzieci jeszcze zbyt małe, żeby pokonać przeszkodę w postaci płotu? Byłem świadkiem, jak przez ogrodzenie przechodziły cztery dziewczynki w wieku ok. 10-14 lat i przenosiły niemowlę oraz jego wózek!
 
Obserwacje Czytelnika potwierdza dyrektor Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego w Bielsku-Białej, Aleksandra Pękala. - Rzeczywiście, na wniosek mieszkańców i Rady Osiedla, boisko jest zamknięte w weekendy, także w soboty. Ten regulamin rodził się w wielkich bólach, bo część osób uważa, że lepiej byłoby, żeby dzieci grały w piłkę niż piły piwo gdzieś po kątach.

Dyrektor Pękala podkreśla, że podobnie jak jej poprzednicy, jest przeciwna uregulowaniom osiedlowym. Tym bardziej, że szkoła była w tym miejscu najpierw. Gdy latach 60-tych wybudowano gmach wraz z boiskiem, sąsiednich kamienic nie było. Jeśli więc ludzie zdecydowali się na zamieszkanie w okolicy, to powinni liczyć się z hałasem. Bo tam gdzie są dzieci, tam jest hałas.
 
 - Przecież nie można im zabronić krzyczeć albo kazać po cichu cieszyć się ze zdobytego gola - słusznie zauważa dyrektorka „Żeroma”. - Tymczasem mieszkańcy bloków sąsiadujących z boiskiem chcieli mieć spokój w sobotę i dlatego złożyli petycję, której konsekwencją było opracowanie restrykcyjnego regulaminu. Niektórzy protestowali nawet wtedy, kiedy na boisku odbywał się piknik szkolny i przez dwie godziny w środku dnia grała muzyka.
 
Przewodniczący Rady Śródmieście Bielsko, Henryk Wnuk problem zna. Mimo, że właśnie za jego kadencji Rada Osiedla doprowadziła do opracowania regulaminu zamykającego boisko w weekendy, stara się zachować neutralność.
 
 - Jestem w radzie od ok. 15 lat. Pamiętam moment tworzenia regulaminu. Przyszli wtedy m.in. rodzice z kilkunastoletnim dzieckiem. Mieli pretensje, że nie będzie mogło bawić się na boisku po godz. 22 - opowiada Wnuk i zastanawia się, jaką kontrolę nad swoja pociechą mieli rodzice, skoro po nocach bawiło się na boisku.
 
Przewodniczący tłumaczy, że regulaminu i tak ludzie nie przestrzegają, gdyż często ktoś przeskakuje przez płot, by wejść na boisko. „Bawiące się” na nim dzieci zakłócają spokój, są wulgarne. Bywa, że musi interweniować Straż Miejska. Pan Henryk wyjaśnia też, że szkolne słupy z koszami do gry w koszykówkę zamontowane są niemalże pod oknami mieszkań. Ludzie prosili szkołę, żeby zmieniła ich ustawienie, ale to nic nie dało.
 
Magdalena Dydo