Ten niezwykły wędrowiec pokonuje średnio ok. 100 km dziennie. Gdy sprzyja mu pogoda, potrafi przemierzyć nawet 150 km, a gdy jest kapryśna przejeżdża „tylko” 70-80 km. Stolica Podbeskidzia była dla niego przystankiem w drodze do Bratysławy. W dniu, gdy z nim rozmawialiśmy, punktem docelowym była Wisła, gdzie planował spędzić noc.
 
Po krótki pobycie w stolicy Słowacji, 70-letni Leontijs Romanovskis skieruje się do Wiednia. Później przemierzy Alpy, zawita do Barcelony, a następnie przez Gibraltar dotrze do Afryki. Zimę pan Leontijs spędzi w Maroku, aby wiosną powrócić inną trasą do swoich rodzinnych stron.

Gościnni bielszczanie
 
Romanovskis, to leciwy człowiek i jak sam podkreśla, przysługuje mu niewielka emerytura. Jak zatem udaje mu się od pięciu lat przemierzać Stary Kontynent wzdłuż i wszerz? Odpowiedź jest prosta - pomagają mu życzliwi ludzie, którzy na każdym kroku nie kryją podziwu dla jego wyczynów. Łotysz sypia w namiocie. Czasem napotkane i przychylnie nastawione osoby goszczą go pod swoim dachem. - Bez pomocy ludzi nie dojechałbym tam, gdzie jestem - podkreśla podróżnik.
 
Pan Leontijs z dumą prezentuje kolejne karty swojego albumu, na których można dostrzec zdjęcia ze wszystkich zakątków świata, przedruki artykułów o nim, a także wizytówki firm i osób, które go wsparły finansowo. Wędrowiec poznał także gościnność bielszczan. Właściciel jednego ze sklepów przy ulicy Bystrzańskiej w Bielsku-Białej zasilił Łotysza kwotą 100 zł. Przyjęto go także w Urzędzie Miasta, gdzie otrzymał upominki.
 
W ubiegłym roku ten nieprawdopodobnie dzielny człowiek pokonał ponad 9 tys. kilometrów, m.in. objechał dookoła Sycylię. Podróżnik z pewnością będzie miło wspominał pobyt w Polsce. Na ludziach i ich gościnności się nie zawiódł. - Nie mogło być inaczej, moja rodzina pochodzi przecież z tego kraju - zdradza obieżyświat.
 
Autograf od Wałęsy
 
Łotysz namiętnie zbiera pieczątki i autografy władz lokalnych oraz państwowych z krajów, które odwiedza. W jego zeszycie znajdują się m.in. podpisy Vaclava Havla, Lecha Wałęsy, księcia Monako, a także wielu prezydentów miast i ważnych osobistości. - Teraz w planie mam Madryt i wizytę u króla Hiszpanii - zdradza pan Leontijs.
 
Rower podróżnika wraz z bagażem waży 130 kg. Jego „przyczepka” wypełniona jest różnego rodzaju pamiątkami. - Regularnie wysyłam je pocztą do Lipawy, bo jest ich z każdego kraju czy nawet miasta bardzo dużo. Skąd u 70-latka tak wiele energii do pokonywania tysięcy kilometrów? - Jestem silny, jak młodzieniec - zapewnia rowerzysta, który przyznaje, że w Polsce największe problemy ma ze zlokalizowaniem publicznych toalet. - To jest niesłychane, żeby był drogowskaz do bankomatu, a do toalety - nie.
 
W naszym kraju radzi sobie, jak może. - Jeśli chodzi o zachowanie czystości, to proszę w domach o miskę z wodą. Poza tym czasami wchodzę do hoteli, proponując 10-15 zł za skorzystanie z łazienki i wypranie ubrań.
 
Do podjęcia dalekiej podróży skłoniła go chęć podjęcia walki z chorobą. Romanovskis zmagał się z cukrzycą, która jest chorobą nieuleczalną. Postanowił ją przezwyciężyć, wyruszając na wielką, europejską eskapadę. Nas zapewnił, że eksperyment się powiódł i dolegliwości minęły.
 
Ocet dobry na wszystko
 
Łotysz pasjonuje się medycyną i sposobami walki z nieuleczalnymi schorzeniami. Jak twierdzi, na wszystko jest lekarstwo. Sekretem żywotności i dobrego zdrowia jest dla niego… ocet. Gdy doskwiera mu prażące słońce i dochodzi do zmian skórnych, smaruje porażone miejsca 70 proc. octem. Jeśli jest przeziębiony, wdycha opary octu o mniejszym stężeniu.
 
Przy kierownicy podróżnika umocowane są dwie dwulitrowe butelki. W jednej z nich znajduje się mieszanina octu i wody. - W Polsce nie macie tak silnego octu, jak na Łotwie. U was dostępny jest roztwór 6-10 proc. Do dwóch litrów wody dolewam około 50-100 g polskiego octu, w zależności od jego mocy.
 
Często słyszy się, że polskie szosy oraz ich użytkownicy nie cieszą się w Europie dobrą opinią. Łotysz jest jednak odmiennego zdania: - Gdy drogi są wąskie, usuwam się na bok i przepuszczam sznur samochodów. Kierowcy trąbią na mnie i serdecznie pozdrawiają, życząc powodzenia w dalszej wędrówce.
 
Nasz rozmówca planuje kolejną wyprawę w przyszłym roku, tym razem w kierunku wschodnim. O ile dopisze zdrowie, jego następnym celem będzie Władywostok.
 
Paweł Hetnał