Reklama obrazkowa jest nieodłączną częścią naszej cywilizacji. Bywa jednak bardzo nachalna, a czasem nawet niebezpieczna. Część banerów stojących na bielskich poboczach i przy drogach została umieszczona nielegalnie. Są także takie, które ustawiono zgodnie z prawem, a mimo to stwarzają zagrożenie dla naszego życia i zdrowia, jak np. oślepiające ekrany LED-owe.
 
W Bielsku-Białej za zamieszczanie reklam przy drogach czy nad nimi (np. na wiaduktach) odpowiada Miejski Zarząd Dróg. To on rozpatruje prośby i wydaje odpowiednie zezwolenia. Niektórym jednak urzędowa zgoda jest niepotrzebna. Ci stawiają lub wieszają różnego rodzaju banery w dowolnym miejscu.
 
Walka z nielegalnymi banerami
 
 - Zdarza się, że reklamy są ustawiane nielegalnie, ale walczymy z tym - przyznaje Krzysztof Rogala, główny inżynier Miejskiego Zarządu Dróg w Bielsku-Białej. - Staramy się często przeprowadzać kontrole i w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, nakładane są kary administracyjne.
 
Walkę tę wspierają strażnicy miejscy. Komendant bielskiej straży Mirosław Tronkowski zapewnia, że w przypadku zgłoszenia wątpliwości co do legalności ustawienia konkretnej reklamy, strażnicy przeprowadzają czynności kontrolne. Polegają one na ustaleniu, czy osoba odpowiedzialna za reklamę ma zgodę właściciela lub zarządcy terenu.
 
 - Każdorazowe umieszczenie reklamy, banera czy standu wymaga zezwolenia od zarządcy budynku lub właściciela terenu, na którym takie urządzenie ma być ustawione - wyjaśnia Tronkowski. - Dotyczy to zarówno budynku, jak i płotu okalającego posesję. W sytuacji, gdy płot, na którym będzie zamontowana reklama, usytuowany jest w granicy pasa drogowego, dodatkowo wymagane będą uzgodnienia z zarządcą drogi. Innym przypadkiem będzie ustawienie powierzchni reklamowej na własnym gruncie, co związane jest z dopełnieniem formalności wynikających z przepisów Prawa budowlanego - zgłoszenie obiektu lub uzyskanie pozwolenia na budowę.
 
Afisze tylko za zezwoleniem

Przestrzeń miejską zaśmiecają różnego rodzaju ogłoszenia czy plakaty rozwieszane w najbardziej wymyślnych miejscach. Tę kwestię także reguluje prawo. W art. 63a § 1 Kodeksu wykroczeń czytamy: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.
 
 - Szeroko rozumianą reklamę czy ogłoszenie można umieścić w miejscu publicznym, np. na latarni, szybie sklepu, murze czy na płocie za zgodą zarządzającego danym terenem - tłumaczy komendant. - Funkcjonariusze Straży Miejskiej nakładają grzywny w postaci mandatów karnych na osoby, które wystawiają różnego rodzaju ogłoszenia reklamowe na widok publiczny bez stosownego zezwolenia. Wykroczenie tego rodzaju zagrożone jest karą grzywny od 20 do 500 zł.
 
Sprytny sposób „na lawetę”

Część reklamodawców próbuje obchodzić prawo, umieszczając banery na lawetach. Bardzo często takie konstrukcje znajdują się przy drodze, przez co utrudniają widoczność kierowcom lub po prostu zajmują miejsce innym pojazdom na parkingu. W przypadku lawety z reklamą stojącą w pasie drogowym mają zastosowanie przepisy Ustawy o drogach publicznych, realizowane przez zarządcę drogi.
 
Art. 39 ust. 1 pkt. 5 zabrania umieszczania reklam poza obszarami zabudowanymi, z wyjątkiem parkingów.  - Jesteśmy jednak bezradni, gdy pojazd z taką przyczepą czy też sama laweta ustawione są na parkingu prywatnym lub na innym prywatnym terenie - wyjaśnia inż. Rogala. Jego zdaniem, problem nie jest wystarczająco uregulowany pod względem prawnym.
 
 - Reklamy ustawione na lawetach bądź przyczepkach ciągniętych przez pojazdy będące w ruchu czy też stojące w miejscach dozwolonych są legalne - dodaje szef bielskiej Straży Miejskiej. - Inaczej jest w przypadku pozostawienia takiego urządzenia na chodniku, poboczu czy też w pasie ruchu drogowego.
 
Do czerwca 2010r. Straż Miejska mogła karać na podstawie Kodeksu wykroczeń osoby zajmujące pas ruchu na cele niezwiązane z komunikacją. Artykuł ten został jednak przez ustawodawcę uchylony.
      
Drzewami walczą z LED-ami
 
Nowym i najbardziej uciążliwym nośnikiem reklamy są tzw. LED-y, czyli ekrany, na których wyświetlane są reklamy w wersji elektronicznej. Służby porządkowe mają nad nimi najmniejszą kontrolę. Tymczasem kierowcy narzekają, że część LED-ów dekoncentruje zmotoryzowanych uczestników ruchu, a w nocy dodatkowo - oślepia.
 
 - Ustawodawca zawalił sprawę. Nie ma jasnych wytycznych dotyczących tej kwestii - podkreśla inż. Rogala. - Problem polega na tym, że ekrany umieszczane są na budynkach prywatnych. Dlatego przy pomocy policji próbujemy z tym walczyć np. poprzez sadzenie drzew, które chociaż częściowo mogłyby zasłonić świecące reklamy. Ale w Bielsku-Białej ekranów wciąż przybywa.
 
Najlepszym dowodem na to, że nie jesteśmy w stanie zapanować nad wszechobecnymi wielkimi plakatami czy reklamami jest baner jednego z kandydatów na prezydenta naszego miasta, umieszczony na budynku przy skrzyżowaniu ulic Lipnickiej i Kazimierza Wielkiego. Zgodnie z ordynacją wyborczą, powinien zostać usunięty w terminie do 30 dni od wyborów.
 
Magdalena Dydo