Blisko centrum Bielska-Białej - i to niedaleko od siebie! - straszą dwie, należące do miasta, ale zostawione swojemu losowi, nieruchomości. Jedna z nich to tak zwana Sapiehówka, druga to dawny azyl dla bezdomnych zwierząt. Dlaczego gminny majątek jest w tak opłakanym stanie?
 
Zacznijmy od sędziwego i wpisanego do ewidencji obiektów zabytkowych budynku stojącego przy placu Opatrzności Bożej 14. Przypomnijmy, że przed laty było o tym obiekcie bardzo głośno. Ówczesne władze Bielska-Białej, kierowane przez prezydenta Bogdana Traczyka, postanowiły bowiem podarować ten budynek - zwany Sapiehówką z uwagi na fakt, iż kiedyś gościł w nim arcybiskup Sapieha - Marii Krystynie Habsburg. Włodarze miasta argumentowali, że pomysł jest w pełni uzasadniony, bo nieruchomość należała w przeszłości do rodziny Marii Krystyny Habsburg i skoro księżna postanowiła wrócić w rodzinne strony z emigracji, to zwrócenie jej jednej z rodzinnych nieruchomości będzie jak najbardziej w porządku.
 
Tyle że z czasem okazało się, iż Sapiehówka nigdy do Habsburgów nie należała! Ówcześni włodarze miasta przełknęli gorzką pigułkę i koniec końców Marii Krystynie Habsburg jesienią 2001 roku sprzedano za symboliczną kwotę sędziwy budynek. Oficjalną przesłanką za taką decyzją były plany prowadzenia tam działalności charytatywnej. Ale z planów tych nic nie wyszło, bo budynek był w tak kiepskim stanie, że zanim można by tam było prowadzić działalność charytatywną, trzeba by w niego zainwestować sporo grosza.
 
Potwierdziła to opinia Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który w lutym 2005 roku stwierdził, że stan techniczny budynku jest bardzo zły. W listopadzie 2005 roku Maria Krystyna Habsburg złożyła oświadczenie o zrzeczeniu się własności tej nieruchomości na rzecz poprzedniego właściciela, czyli gminy Bielsko-Biała. Ponieważ sędziwy obiekt wymagał dużych inwestycji, gmina Bielsko-Biała uznała, że nie ma sensu, aby ona je ponosiła i ratusz zdecydował się wystawić Sapiehówkę na sprzedaż.
 
Transakcja miała się odbyć na identycznych zasadach, na jakich sprzedaje się zabytkowe obiekty na starówce. To znaczy gmina sprzedaje obiekt, a grunt, na którym on stoi, oddaje w wieczystą dzierżawę. I jeśli nabywca w określonym czasie nie wyremontuje obiektu, to gmina - zgodnie z umową - będzie mogła upomnieć się o swoją własność.
 
Tyle że z planów tych nic nie wynikło. Mamy dziś rok 2011, a Sapiehówka nadal straszy swoim wyglądem. Jak informuje Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej, chętnych do kupienia Sapiehówki nie było. Wtedy ratusz uznał, że wyjściem z sytuacji będzie wydzierżawienie obiektu. W grę wchodziła także dzierżawa za symboliczną kwotę jakiemuś stowarzyszeniu czy organizacji pozarządowej. Chętni - jak informuje Tomasz Ficoń - byli, ale przeraziły ich koszty remontu. Tak więc Sapiehówka nadal czeka na nowych gospodarzy.
 
Kilkaset metrów od Sapiehówki, od ponad czterech lat, stoją puste budynki dawnego schroniska dla bezdomnych zwierząt. Stoją i straszą, bo wygląda na to, że nikt oprócz złomiarzy się nimi nie interesuje. Ci ukradli już nawet wejściową furtkę, więc do dawnego azylu droga dla wszystkich wolna. W środku nie ma zresztą nic cennego, bo to co było, ukradziono. Dlaczego dawny azyl straszy i niszczeje?
 
Tomasz Ficoń wyjaśnia, że w tym przypadku problemem jest zawarta przed wielu laty umowa gminy Bielsko-Biała z Fundacją Rozwoju Miasta, zgodnie z którą fundacja miała przenieść azyl do nowej siedziby, a na miejscu starego azylu zbudować parking. Fundacja z tych obietnic się nie wywiązała i teraz ratusz prowadzi z nią sądowe boje. Do ich zakończenia gmina nie chce nic robić z terenem dawnego azylu.
 
Tak więc tuż obok centrum miasta dwie miejskie nieruchomości straszą wyglądem i czekają na lepsze czasy...
 
Sławomir Horowski (Kronika Beskidzka)