Ogólnopolskie media dość często alarmują o kolejnych groźnych przypadkach pogryzienia dzieci przez psy. Informacje tego rodzaju nie ułatwiają życia właścicielom łagodnych czworonogów, którzy chcieliby dać swoim pupilom możliwość wybiegania się. Bywa więc, że spacer z psiakiem kończą przechodnie groźbami wezwania Straży Miejskiej. Czy są to groźby uzasadnione? Wiele osób nie zna obowiązków, jakie ciążą na właścicielach zwierząt w Bielsku-Białej.
 
Między „psiarzami” i osobami, którym czworonogi (realnie lub tylko dla zasady) przeszkadzają istnieje tradycyjny konflikt interesów. Właściciele psów szukają miejsca, gdzie ich podopieczni mogliby się wybiegać, ale nie wszystkim odpowiada bliskość psów hasających bez smyczy. Gdzieś pośrodku tego sporu są Straż Miejska i policja, które muszą reagować, a potem wysłuchiwać narzekań, że potrafią tylko wlepiać mandaty biednym staruszkom, które wyszły na spacer z psiakiem.
 
Pies swoje prawa ma
 
O tym, że taki podział w praktyce funkcjonuje, przekonała się ostatnio Czytelniczka z Lipnika, która zwróciła się do nas z prośbą o poradę. Od dawna wyprowadza swojego labradora na pobliską łączkę, żeby się wybiegał. Niestety, sielankę na łonie natury zakłóca mieszkaniec okolicznego domu, któremu najwyraźniej biegający zwierz przeszkadza. Dlatego przy każdej okazji grozi, że zawiadomi Straż Miejską. - Jakie są przepisy w sprawie spuszczania psa ze smyczy i za co mogę dostać mandat? - pyta Czytelniczka.
 
Podobne problemy ma wielu właścicieli bielskich psów. Dlatego kiedy np. do parku przy ul. Słowackiego wchodzą strażnicy miejscy, widać zakłopotanie wśród osób, których Azory i inne kundelki biegają po trawnikach. Osoby te nie wiedzą często, czy muszą psa trzymać na smyczy, założyć mu kaganiec albo czy w ogóle powinny go z parku wyprowadzić.
 
Okazuje się, że wszystkie powyższe kwestie każda gmina reguluje we własnym zakresie. Bielska Rada Miejska w 2007 roku podjęła uchwałę zatytułowaną „Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie miasta Bielska-Białej”. W dokumencie owym znajduje się rozdział poświęcony obowiązkom osób utrzymujących zwierzęta domowe. Bielskie służby porządkowe nie ukrywają, że w obliczu licznych przypadków pogryzień, jakie mają miejsce w całej Polsce, przepisy gminne są stanowczo egzekwowane, a wszystkie zgłoszenia dotyczące niepokojących zachowań zwierząt i ich właścicieli są kontrolowane.
 
Przyjaciel na uwięzi
 
Regulamin na samym wstępie stanowi, że obowiązkiem właściciela jest prowadzenie psów na uwięzi. Zwolnienie psa ze smyczy jest dozwolone wyłącznie w miejscach mało uczęszczanych przez ludzi i tylko w przypadku, gdy „pan” lub „pani” sprawują właściwą kontrolę nad zachowaniem swojego pupila. Niestety, nawet po spełnieniu tych warunków, pies - żeby mógł biegać wolno - musi mieć założony kaganiec.
 
Smycz oraz kaganiec niezbędne są także podczas przewożenie psów środkami komunikacji publicznej. Pies w kagańcu i na smyczy nie ma już jednak prawa wstępu do obiektów użyteczności publicznej, na teren placów gier i zabaw, piaskownic oraz kąpielisk. Zwolnieni z nadzoru nad swoimi pupilami i z konieczności zakładania im na pysk kagańców oraz zapinania na smyczy jesteśmy tylko w przypadkach, gdy zwierzęta znajdują się w pomieszczeniu zamkniętym lub na terenie ogrodzonym. Wszystkie powyższe zakazy nie dotyczą osób niewidomych, korzystających z pomocy psów przewodników.
 
Przepisy przepisami - każdy interpretuje je na swój sposób. Bo jak jednoznacznie rozstrzygnąć, czy łączka przed domem mężczyzny, który „nęka” naszą Czytelniczkę, jest miejscem mało uczęszczanym i czy właścicielka sprawuje nad swoim labradorem właściwą kontrolę? W praktyce wykładnię przepisów sporządzają każdorazowo funkcjonariusze policji lub Straży Miejskiej. Czy możemy liczyć z ich strony na pobłażliwość?
 
Pies psu nierówny
 
 - Często odbieramy zgłoszenia od bielszczan o psach biegających bez smyczy i kagańców - mówi Mirosław Tronkowski, szef bielskich strażników miejskich. - Ponieważ w telewizji co jakiś czas słyszy się o groźnych pogryzieniach, dlatego podczas odpraw zwracam podwładnym szczególną uwagę właśnie na to zjawisko.
 
Jak tłumaczy Tronkowski, pies zawsze musi mieć na pysku kaganiec. Przepisy nie dzielą czworonogów ze względu na rasę czy wielkość. Dlatego komendant zaleca strażnikom zdrowy rozsądek. Przecież mały york jest w stanie wyrządzić mniejszą szkodę niż np. amstaf, choć nazywanie go „psem-mordercą” jest oczywiście znaczną przesadą.
 
Taka interpretacja przepisów przez komendanta kłóci się z zapisami „regulaminu”. Ten bowiem stanowi, że tylko psy agresywne i niebezpieczne dla otoczenia muszą mieć (oprócz smyczy) nałożony kaganiec. W przypadku konfrontacji ze strażnikiem powinniśmy więc pochwalić się znajomością swoich praw i obowiązków i nie pozwolić wlepić sobie nieuzasadnionego mandatu, który mógłby nas kosztować nawet 500 zł.
 
Bez smyczy tylko w mieszkaniu
 
Temat jest znany także bielskim policjantom. Dlatego w szkołach na terenie Bielska-Białej prowadzone są zajęcia, które mają uczyć najmłodszych, jak zachowywać się w przypadku ataku psa. Na szczęście, w naszym mieście i miejscowościach powiatu bielskiego podobne przypadki zdarzają się sporadycznie. Częściej dyżurny odbiera zgłoszenia obywateli żalących się, że jakiś psiak niedaleko ich domu biega bez smyczy. - Nie dalej, jak w zeszłym tygodniu mieliśmy telefon właśnie w takiej sprawie - poinformowała nas oficer prasowy bielskiej komendy policji, Elwira Jurasz.
 
Czy jest zatem jakieś miejsce, gdzie bez obaw możemy wypuścić naszego pupila bez smyczy i kagańca? Oprócz własnego ogrodu - nie ma. Zakaz dotyczy także terenów leśnych. - Nawet jeżeli pies ma kaganiec, to musi być w lesie na smyczy - wyjaśnia Hubert Kobarski z Nadleśnictwa Bielsko. Strażnicy leśni mają prawo nakładania mandatów na osoby łamiące ten przepis.
 
Magdalena Dydo