Helikopter widmo
Od wielu lat mówi się, że śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego powinien mieć bazę w Beskidach. Duża liczba wypadków w trudnym górskim terenie, gdzie często nie może dotrzeć karetka, wydaje się argumentem nie do podważenia. A jednak. Nowiutkie śmigłowce wylądowały już w Polsce, ale na Podbeskidzie nie trafił żaden z nich!
Nowa flota
Do Polski dotarł niedawno ostatni z 23 nowoczesnych śmigłowców EC 135, które zakupiło Ministerstwo Zdrowia. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, które nimi dysponuje, chwali się, że na wyposażeniu każdego śmigłowca są między innymi autopilot, radar pogodowy i systemy nawigacyjne. EC 135 posiadają również satelitarny system komunikacji i kabinę medyczną, w której można przeprowadzać niezbędne czynności ratujące życie. Krótko mówiąc - prawdziwe powietrzne cacka.
Maszyny pełnią już dyżur w siedemnastu bazach LPR. Nowe śmigłowce zastąpiły wysłużone Mi-2. Są od nich nowocześniejsze i szybsze. EC 135 w ciągu 22 minut jest w stanie dolecieć do miejsca wypadku oddalonego o 80 kilometrów, Mi-2 może pokonać w takim czasie tylko nieco ponad 60 kilometrów - informuje LPR.
Co to wszystko ma wspólnego z Podbeskidziem? Ano tyle, że przez lata była nadzieja (i to wcale nie bezpodstawna, o czym za chwilę), że kiedy nowa flota śmigłowców pojawi się już w Polsce, jeden z nich będzie stacjonował w Beskidach. A tu lipa, ostatni śmigłowiec właśnie wylądował, ale nie na Podbeskidziu, lecz w Gliwicach.
Mało wezwań
Żółto-czerwony (to barwy LPR) helikopter będzie więc trzeba wzywać do wypadku w Beskidach aż z Gliwic, czyli identycznie jak do tej pory, tyle że nowy model - jak się rzekło - przyleci nieco szybciej. - Przylot zajmował zwykle od pół godziny do czterdziestu minut, zależnie od miejsca, w które śmigłowiec był wzywany - mówi Jerzy Siodłak, naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR, wspominając sytuacje, w których ściągano helikopter. Nie było takich wezwań bardzo wiele, co widać też w statystykach LPR. W 2009 roku śmigłowiec wzywany był w województwie śląskim 136 razy, podczas gdy w Warszawie 700 razy, a we Wrocławiu 400 razy. Więc ktoś mógłby zasadnie zapytać: po co wam śmigłowiec, skoro go nie używacie?
- Faktycznie, w ostatnich latach nie wzywaliśmy helikoptera zbyt często, ale to absolutnie nie znaczy, że jest tu niepotrzebny. Mniejsza liczba wezwań wynikała raczej ze względów ekonomicznych spowodowanych odległością, którą helikopter musiałby pokonać. Poza tym mogło być tak, że maszyna była akurat zajęta, obsługiwała inny wypadek. Jeśli ktoś chce się podpierać statystykami, to niech spojrzy na te pochodzące z lat, kiedy w Beskidach był helikopter. Wezwań było wtedy dziesięć razy więcej, bo skoro był na miejscu, to się z niego korzystało. I zapewniam, że tak samo byłoby, gdyby śmigłowiec znowu stacjonował w Beskidach - mówi Jerzy Siodłak.
Optymizm naczelnika
Dwa lata temu opublikowaliśmy artykuł pod wymownym tytułem „Jak nas kołują z helikopterem”. Justyna Wojteczek, ówczesna rzecznik LPR, twierdziła wtedy, że stworzenie bazy sezonowej w Beskidach jest przewidziane, tylko nie wiadomo kiedy. Problemem był brak maszyn. Gdy pojawią się nowe śmigłowce, jeden z nich - mówiła rzecznik - powinien mieć sezonową bazę w Beskidach, a jako prawdopodobną datę wymieniła rok 2011. A Jerzy Siodłak wierzył, że helikopter pojawi się w Beskidach szybciej. Naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR wtedy się przeliczył, ale dziś znowu jest optymistą.
- Jest pomysł i deklaracja ze strony Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, żeby jeden helikopter zimą, czyli w okresie największego nasilenia ruchu turystycznego, stacjonował w Beskidach, a latem na Mazurach. I to się wydaje ze wszech miar słuszne. To są na razie przymiarki, ale być może stanie się tak już najbliższej zimy, wszystko zależy od liczby maszyn, którymi będzie dysponowało LPR. Helikopter mógłby stacjonować w Aleksandrowicach albo Kaniowie, dla nas to nie ma znaczenia - mówi Jerzy Siodłak.
Fakt, zarówno w bielskiej dzielnicy Aleksandrowice, jak i w Kaniowie są odpowiednie warunki, a przy Szpitalu Wojewódzkim jest lądowisko, tyle tylko, że Justyna Sochacka, obecna rzeczniczka LPR, pytana przez „Kronikę” o bazę w Beskidach, wyraziła zaskoczenie i zapytała... skąd takie informacje? W dalszej części rozmowy co prawda takiego wariantu nie wykluczyła, ale zaznaczyła, że będzie brany pod uwagę dopiero po zakończeniu szkoleń, którymi obecnie zajęte jest LPR. Wynika z tego, że gotowego planu co do bazy w Beskidach LPR nie ma, jest to raczej luźna perspektywa, w myśl powiedzenia: zobaczymy, co się da zrobić.
Pozostaje jeszcze jedno pytanie. Skoro mamy w Polsce 17 baz stałych i jedną sezonową, w Koszalinie, a kupiliśmy 23 śmigłowce, to co się dzieje z pozostałymi pięcioma? Wychodzi bowiem na to, że nie ma już kłopotu z niedoborem maszyn. Przeciwnie - jest kłopot bogactwa. Dlaczego jeden z tych pięciu śmigłowców nie mógłby już trafić w Beskidy? Bo - odpowiada Justyna Sochacka - te pięć maszyn to rezerwa, poza tym ciągle są na nich prowadzone szkolenia.
Mieć własny
Wojciech Gorgolewski - bielszczanin, fotografik, pasjonat latania, w 2004 roku założył Stowarzyszenie Ratownictwa Lotniczego w Beskidach. Celem tej organizacji miało być zapewnienie efektywnego ratownictwa i transportu lotniczego na terenach górskich. - Stowarzyszenie praktycznie już nie działa, ale jego członkowie starają się indywidualnie lobbować na rzecz śmigłowca dla Beskidów - mówi dziś Wojciech Gorgolewski. Dodaje, że byłoby najlepiej, gdyby Beskidy dysponowały własną maszyną.
- Śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego latają głównie jako transport sanitarny. To znaczy, że przede wszystkim zajmują się transportowaniem chorego, czy to z wypadku, czy ze szpitala do szpitala. Taki transport często trwa długo, więc te śmigłowce są pełne sprzętu medycznego. W Beskidach potrzeba natomiast śmigłowca przeznaczonego typowo do ratownictwa w górach, czyli lekkiego i inaczej wyposażonego. A cały ten sprzęt, w który są wyposażone śmigłowce LPR, u nas jest zwykle niepotrzebny. Transport z miejsca wypadku do Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej trwa najwyżej kilka minut. Nie ma problemu, żeby wynająć odpowiedni śmigłowiec na Podbeskidziu, i to się zdarza, kiedy zachodzi taka potrzeba. Tylko pytanie, kto za to zapłaci? Na razie jest tak, że się to odbywa charytatywnie. Za takie akcje musiałyby płacić samorządy, ale kto je do tego przekona? - pyta Wojciech Gorgolewski.
Pytanie jest raczej z gatunku retorycznych, bo trudno sobie wyobrazić, żeby co rusz narzekające na zadłużenie samorządy płaciły za akcje ratunkowe z użyciem śmigłowca. Wygląda na to, że zarówno ta opcja, jak i śmigłowiec LPR, w najbliższych miesiącach są w Beskidach mało prawdopodobne...
Wojciech Małysz (Kronika Beskidzka)
Artykuł wyświetlono 3688 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 8
ha
Helikopter wcale nie wynosi drogo. Przy transporcie powyżej 50km zaczyna byc taniej niż pogotowiem po ostatnich podwyżkach cen przejazdów.
Pomper
Generalnie rzecz biorąc, dodatkowa stacja HEMS naprawdę w naszym mieście ma sens. Myślę tutaj zarówno o wsparciu dla GB GOPR-u jak i o tym, że do Gliwic, gdzie mamy najbliżej do HEMS-u wcale nie jest blisko i nie zawsze są warunki tam tak samo dobre jak i tutaj, a co za tym idzie, nie ma gwarancji, czy aby na 100% uda się zawsze użyć halikoptera z Gliwic do działań w Bielsku-Białej. Ważniejszą sprawą jednak jest to, że nasza okolica jest jednak dość zaludniona, a to oznacza, że nie zawsze można liczyć na te kilka karetek, które są dostępne dla mieszczan. Poza tym, niestety nie mamy karetki terenowej, a helikopter wyląduje np. na łące w Lipniku.
hanys
do maxBB>>o jakim regionie mówisz ?, przecież wy jesteście Śląsk, a Gliwice to Śląsk, a tak nowoczesny śmigłowiec nie będzie latał do baranów na tzw."Podbeskidziu", a musi ratować np. ludzi w wypadkach przy śląskiej autostradzie i przy wypadkach w kopalniach. Jak zapomnicie o bzdetach typu wasz region tj.'Podbeskidzie' którego nikt nie chce oprócz władz w BB to może i smigłowiec u Was wyląduje.
knut
wyrwane z kontekstu cytuje: "... A tu LIPA, ostatni śmigłowiec właśnie wylądował..." , pan Wojtek chyba pomylił się dla kogo pisze - czy dla gazety typu "Życie na gorąco" czy dla okręgowej gazety , którą chcieliby czytać ludzie na poziomie... wkrótce wystarczy skończyć podstawówkę i już pracę w redakcji się dostanie :)
maxBB
Politycy Europarlamentarzyści Samorządowcy bez podziałów partyjnych z naszego regionu powinni lobbować w Warszawie i walczyć o to aby śmigłowiec stacjonował w naszym rejonie. Bo przecież nie trzeba tłumaczyć jakie są korzyści przy tym jak podczas akcji ratowniczych liczy się szybkość i czas działania gdzie czasami liczy się każda minuta przy ratowaniu życia ludzkiego! Może gdyby bronek albo donek byli z naszego regionu to nie byłoby tego problemu. Panie i Panowie Politycy... wykażcie zaangażowanie bo jeszcze nie jest za późno!
wiech 01
Pan Siodłak mówi: "Mniejsza liczba wezwań wynikała raczej ze względów ekonomicznych spowodowanych odległością, którą helikopter musiałby pokonać." To słuszne. Mówi również: "Wezwań było wtedy dziesięć razy więcej, bo skoro był na miejscu, to się z niego korzystało." To niesłuszne. Korzystało się z drogiego śmigłowca dlateg że był, a nie dlatego, że był niezbędny? Ani słowem nie wspomniał o tym, jakie skutki dla chorych wynikały z tego, że śmigłowca nie wzywano, bo był daleko? Czy chorzy z tego powodu ucierpieli? Czy byliby lepiej obsłużeni, gdyby lecieli śmigłowcem, a nie jechali karetką? To są zasadnicze pytania, a nie to, że gdyby był, to by latał. A redaktor takich pytań nie zadał, mimo że się narzucają same. Ale najważniejsze jest to, co mówi pan Wojciech Gorgolewski - w Beskidach potrzebny jest inny śmigłowiec, nie taki, jakich kupiono 23 sztuki. Śmigłowiec do akcji ratunkowych, a nie transportowy. I o taki śmigłowiec - moim zdaniem - trzeba walczyć.

Klauzula informacyjna ›