Czytelnik, któremu zdarza się korzystać z usług taksówkarzy w całej Polsce zgłosił się do nas z pytaniem: dlaczego przejazdy taksówkami w Bielsku-Białej są droższe niż w innych, nawet większych miastach naszego kraju. Postanowiliśmy zbadać tę sprawę i okazało się, że jest szansa, że dzięki znowelizowanej właśnie ustawie o transporcie drogowym nasz Czytelnik nie będzie miał już więcej takich rozterek.
 
W niektórych polskich miastach, np. Warszawie, maksymalne ceny za przejazdy taksówkami ustala rada miejska. W Bielsku-Białej ceny kształtuje rynek. Jak wychodzą na tym bielszczanie? Wydaje się, że wbrew opinii naszego Czytelnika, nie najgorzej. Ustalona przez radnych miasta stołecznego stawka wynosi 3 zł za kilometr. Tymczasem bielskie korporacje taksówkowe pobierają ok. 2 zł.
 
 - Oprócz taksówek korporacyjnych, w Bielsku-Białej jeżdżą także prywatni przewoźnicy. Wsiadając do ich samochodu klient nie wie, że zapłaci nawet czterokrotnie więcej niż za kurs taksówką z którejkolwiek korporacji - mówi Krzysztof Kubieniec, właściciel Radio Taxi „Jedynka”. Jego zdaniem, zjawisko „polowania” na klienta jest w Bielsku-Białej powszechne. Osoba zainteresowana przejazdem nie zdaje sobie sprawy, że wsiada do przewoźnika prywatnego, którego nie obowiązują stawki bielskich korporacji. W takim przypadku za „trzaśnięcie drzwiami” możemy zapłacić 20 zamiast 5 zł, a za każdy kilometr nawet trzykrotnie więcej niż u zrzeszonych konkurentów.
 
 - Osoba, która zapłaci więcej wyrabia sobie błędną opinię o cenach w mieście. A tak naprawdę mamy porównywalne, a często nawet atrakcyjniejsze ceny niż w okolicznych miejscowościach, choćby w Cieszynie czy Oświęcimiu.

Już wkrótce jeżdżące pułapki mogą zniknąć z ulic Bielska-Białej i całej Polski. 7 kwietnia weszła w życie znowelizowana ustawa o transporcie drogowym. Przepisy mają zapobiec powstawaniu tzw. pseudotaksówek, w których w sposób nieuczciwy pobierana jest opłata. W ustawie zapisano bowiem, że osoby trudniące się przewozem osób będą musiały uzyskać licencję taksówkową oraz posiadać taksometr. Nowelizacja przewiduje roczny okres dostosowawczy dla przedsiębiorców wykonujących przewozy okazjonalne. Mogą oni świadczyć usługi na dotychczasowych zasadach nie dłużej niż do 7 kwietnia 2012 r.
 
Ustawa wprowadza także inną zmianę, która teoretycznie mogłaby mieć jeszcze większy wpływ na obniżenie cen za usługi świadczone przez bielskich taksówkarzy. Chodzi o kwestię limitowania licencji dla taksówkarzy. Dotychczas o ilości zezwoleń decydowali radni w formie uchwały w sprawie licencji przewidzianych do wydania w danym roku. Teraz usługi transportowe taksówką będzie mógł wykonywać każdy, kto spełni ustawowe warunki dostępu do zawodu. Oznacza to otwarcie rynku przewozów taksówkowych dla nowych przedsiębiorców.
 
O równość wszystkich wobec prawa od dawna apelował w Bielsku-Białej były radny Andrzej Listowski. Publicznie podkreślał, że odgórne określanie limitu taksówek, jakie mogą jeździć po mieście jest absurdem. Jest to zaprzeczenie idei wolnego rynku i faworyzowanie pewnej grupy społecznej. Nikt przecież nie ustala dopuszczalnej ilości salonów fryzjerskich lub szewców w mieście. Według Listowskiego, zniesienie absurdalnego przepisu będzie oznaczało więcej taksówek, a co za tym idzie - korzystniejsze ceny dla klientów i większą dostępność usług.
 
Opinii polityka nie podzielają sami taksówkarze, którzy tłumaczą, że zarobkowanie taksówką jest opłacalne tylko dla rencistów lub emerytów, którzy po prostu chcą dorobić. Pozostali kierowcy traktują wożenie ludzi jak dodatkowe zajęcie. Większe otwarcie rynku może doprowadzić do tego, że zawód będzie jeszcze mniej opłacalny.
 
 - Obecnie mamy kryzys, o czym może świadczyć fakt, że w ostatnim czasie część osób zdała licencję i nie ma zainteresowania na uzyskanie nowych - tłumaczy Krzysztof Kubieniec. Zdaniem naszego rozmówcy, w naszym mieście po prostu nie ma miejsca na więcej taksówek, bo - mówiąc obrazowo - nie starczy dla nich klientów. Inna sprawa, że nawet jeżeli pojawią się nowi przewoźnicy, to ceny nie mogą spaść, gdyż przy rosnących cenach paliwa wożenie ludzi nie będzie się opłacało. Szef taksówkowej „Jedynki” nie wyklucza, że w najbliższym czasie będzie musiał podnieść ceny swoich usług.
 
Duch nowego prawa zupełnie nie przystaje do tego, co dzieje się w stolicy Podbeskidzia, gdzie z roku na rok spada ilość wydawanych licencji. Dwa lata temu wydano ich 50, na ub.r. - 20, a na bieżący... żadnej. Tymczasem w 2009 roku ze swojej licencji zrezygnowało dziewięć osób, a do dzisiaj - kolejnych dziewięć. Dodatkowo dwanaście licencji zostało zawieszonych. Zdaniem naczelnik wydziału ewidencji działalności gospodarczej UM w Bielsku-Białej Sabiny Dutki-Behrendt, ilość nowych licencji nie musi odpowiadać liczbie osób rzeczywiście wykonujących ten zawód. Niektórzy mogli po prostu schować licencję do szuflady.
 
Czas pokaże, czy nowe przepisy zmienią rynek bielskich usług taksówkowych. Tymczasem radzimy zachować czujności i przed każdym kursem dokładnie ustalić zasady, według których będziemy się rozliczać z taksówkarzem. Należy pamiętać, że oprócz stawki kilometrowej, warto zapytać o opłatę początkową i postojową. Pierwsza wskazuje, ile zapłacimy za samo wejście do taksówki (kwota nie powinna być wyższa niż 5-6 zł). Druga natomiast oznacza, ile dodatkowo przyjdzie nam zapłacić, jeżeli poprosimy taksówkarza o chwilę postoju przed domem lub ile będą nas kosztowały uliczne korki.
 
Magdalena Dydo