Wczytując się w kodeks drogowy można odnieść wrażenie, że miejsca parkingowe dla osób niepełnosprawnych to na polskich drogach największa świętość. W Bielsku-Białej można w to zwątpić...
 
Ustawodawcy wręcz prześcigają się w umożliwianiu karania tych, którzy zaparkują, nie mając do tego uprawnień, na „kopercie” oznaczonej symbolem wózka inwalidzkiego. Grożą za to naprawdę drakońskie kary w porównaniu z innymi, nawet  poważniejszymi drogowymi przewinieniami. Niepełnosprawni kierowcy mogą więc czuć się w tym względzie osobami wyjątkowo dopieszczanymi przez prawo. Czy jednak na pewno?
 
W Bielsku-Białej od wielu już lat prawa niepełnosprawnych kierowców nie są przestrzegane. Ba, łamane są przy tym przepisy i jakoś nikt z decydentów na to nie reaguje - skarżą się niepełnosprawni i wskazują na to, że wyznaczone dla nich miejsca parkingowe na bielskich ulicach... nie odpowiadają ustawowym wymiarom! Otóż, zgodnie z rozporządzeniem ministra gospodarki przestrzennej i budownictwa, szerokość miejsca parkingowego dla pojazdu niepełnosprawnego powinna wynosić 3,6 metra, gdy w przypadku „zwykłego” miejsca parkingowego wymiar ten wynosi  2,3 metra (zarówno jedno, jak i drugie powinny mieć co najmniej 5 metrów długości).

Ta powiększona szerokość ma uzasadnienie i jest ze wszech miar koniecznym ukłonem w stronę niepełnosprawnych, którzy mają zazwyczaj problemy ze swobodnym wydostaniem się lub wejściem do samochodu. Nie mówiąc już o tym, iż nierzadko muszą załadować czy wyjąć z niego wózek. A na to potrzeba sporo miejsca, chociażby po to, aby na oścież otworzyć drzwi auta.
 
Tymczasem konia z rzędem temu, kto znajdzie na parkingach wyznaczonych przez władze miasta na bielskich ulicach miejsca parkingowe dla inwalidów o szerokości odpowiadającej wymiarami przepisom prawa. Wszystkie są węższe i równe szerokością tym przeznaczonym dla pozostałych aut. Powoduje to - jak twierdzą zainteresowani - wielki problem. Bo jak niepełnosprawny ruchowo kierowca ma wyjść czy wejść do auta ciasno zaparkowanego wśród innych pojazdów? Co ciekawe, na większości parkingów przed centrami handlowymi wymiary miejsc postojowych dla niepełnosprawnych są zgodne z przepisami. Na miejskich ulicach już nie. 
 
Dlaczego tak jest? Zapytaliśmy o to Wojciecha Walusia, dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg w Bielsku-Białej, który nie ukrywa, że nie jest w stanie na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Tłumaczy jedynie, że malując na asfalcie pasy - pierwotnie niebieską, a potem białą farbą - wyznaczono miejsca parkingowe bez rozgraniczania ich na te dla niepełnosprawnych i pozostałe. Stąd wszystkie są takiej samej szerokości. Dopiero potem przy użyciu oznaczeń pionowych - czyli znaków drogowych - część z nich przypisano samochodom z charakterystycznym symbolem osoby na wózku inwalidzkim.
 
Wojciech Waluś zapowiada, że przy najbliższej okazji - najprawdopodobniej, gdy odświeżane będą oznaczenia na drogach - MZD przyjrzy się, jak mają się sprawy z miejscami parkingowymi dla niepełnosprawnych i tam gdzie trzeba, zostaną one poprawione zgodnie z przepisami.
 
Dziwić może jednak to, iż przepisy te obowiązują nie od kilku miesięcy czy lat, lecz weszły w życie już w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Było więc sporo czasu, bo ponad 15 lat, aby wprowadzić je w życie także na bielskich ulicach.
 
A swoją drogą, ciekawe jak MZD zamierza rozwiązać ten problem. Czy poszerzy istniejące miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych kosztem pozostałych miejsc postojowych, co uszczupli i tak już niewystarczającą liczbę takich miejsc w centrum miasta, czy też zmniejszy liczbę miejsc dla inwalidów i na przykład z trzech zrobi dwa, lecz odpowiadające wymiarami ministerialnym wskazaniom... 
 
Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)