Kiedyś była jedną z najspokojniejszych dzielnica miasta, a teraz stała się najgłośniejszą. Na szczęście, na razie tylko w przenośni, gdyż od momentu wyburzenia zabytkowej willi Hauptiga o dzielnicy Olszówka jest głośno we wszystkich bielskich mediach. Podczas wtorkowej sesji Rady Miejskiej ponownie zawrzało. Członkowie Stowarzyszenia Olszówka oraz radna Grażyna Staniszewska uważają, że łamane jest prawo i podejmowane są działania na szkodę jednej z najbardziej urokliwych dzielnic Bielska-Białej.
 
Podjęciu uchwały w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla obszaru obejmującego teren w rejonie ulic Olszówka, Partyzantów, Startowej, Pocztowej i Podleśnej towarzyszyły w miniony wtorek wielkie emocje. Do tego stopnia, że radna Grażyna Staniszewska złożyła votum separatum. Gdyby tylko mogli, zrobiliby to także mieszkańcy tej dzielnicy, którzy obserwowali przebieg sesji Rady Miejskiej.
 
Sprawa wraca, jak bumerang
 
Sprawa jest bardzo zagmatwana. Znów chodzi o działkę, na której niegdyś stała zabytkowa willa Hauptiga, a gdzie teraz developer buduje domy wielorodzinne (pisaliśmy o tym już kilkakrotnie: Klątwa Hauptiga oraz Wojna o Cygański Las). W sądzie toczy się właśnie proces, który ma wyjaśnić, czy pozwolenie na budowę na tym terenie było wydane zgodne z prawem. Problem wziął się stąd, że w 2003 roku utraciły moc dotychczas obowiązujące plany zagospodarowania przestrzennego. Od tego momentu developerzy bez pardonu wtargnęli do Cygańskiego Lasu i korzystając z powstałej luki prawnej, zaczęli szybko kupować kolejne działki i uzyskiwać pozwolenia na budowę.
 
Członków Stowarzyszenia Olszówka najbardziej boli to, że nikt inwestorom w tym nie przeszkodził i przeszkadzać nie zamierza. Wręcz przeciwnie, na wtorkowej sesji radni podjęli decyzję o usankcjonowaniu takiego stanu rzeczy! Mówiąc bardziej obrazowo - skoro mleko już się rozlało, trzeba je po cichu wytrzeć i o sprawie zapomnieć, a tego, że dywan został zaplamiony może nikt nie zauważy.
 
Wiceprezydent przeciw prezydentowi?
 
 - To jest jakiś szwindel - komentuje sprawę Grażyna Staniszewska, która wspólnie z radnym Grzegorzem Pudą głosowała przeciwko uchwale. - Z powodu wielu niejasności komisja gospodarki przestrzennej i ochrony środowiska nie wydała nawet opinii na temat uchwały, która we wtorek trafiła pod obrady i została przegłosowana. Komisja wnioskowała o zdjęcie tego punktu z porządku obrad sesji, ale przewodniczący rady nie zgodził się.
 
Radna nie ukrywa, że przebieg posiedzenia komisji budzi wiele wątpliwości. Chodzi o uwagi wniesione do projektu planu zagospodarowania przestrzennego dla Olszówki. Przy kilku z nich - w tym w sprawie działki po willi Hauptiga - prezydent Jacek Krywult postawił minus, co miało oznaczać, że jest przeciwny wprowadzeniu danych uwag do planu. Tymczasem obecna na posiedzeniu przedstawicielka wydziału urbanistyki i architektury UM w Bielsku-Białej oraz wiceprezydent Zbigniew Michniowski tłumaczyli radnym, że właśnie te uwagi należy w planie uwzględnić.
 
 - Przed sesją prezydent Michniowski wysłał klubom instrukcję, według której mają głosować. Jasno z niej wynikało, że radni powinni usankcjonować obecną budowę na działce po willi Hautpiga, mimo że oficjalne stanowisko prezydenta jest przeciwne... - demaskuje była europosłanka.
 
Wątpliwości Staniszewskiej podziela Jadwiga Lipecka ze Stowarzyszenia Olszówka. Wskazuje ona akty prawne, wedle których decyzja bielskich radnych została podjęta wbrew obowiązującemu prawu.
 
Prawo jest po to, żeby go nie przestrzegać?
 
 - Na posiedzeniu komisji pani z wydziału urbanistyki oraz prezydent Michniowski próbowali wmówić radnym, że prawo jest ułomne i przy podejmowaniu decyzji trzeba się kierować logiką, która oczywiście miałaby nakazywać usankcjonowanie tej budowy - wyjaśnia Lipecka. - A ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wyraźnie mówi, że plan zagospodarowania ma być zgodny ze studium. W innym przypadku jest nieważny!
 
Projekt planu dla tego obszaru przewiduje m.in. zabudowę usługową, z lokalizacją dwóch budynków o powierzchni 250 i 120 m2 oraz wysokości maks. 11 i 7 m w centralnej części działki, zachowanie min. 70 proc. powierzchni biologicznie czynnej oraz odtworzenie założenia parkowego z ekspozycją starodrzewu i rzadkich gatunków drzew i krzewów. Natomiast przyjęty przez radnych wniosek o zmianę planu - złożony przez inwestora budującego na tej działce osiedle mieszkaniowe - przewiduje budowę osiedla mieszkaniowego złożonego z sześciu budynków z łącznikami i garażami podziemnymi o powierzchni zabudowy maks. 1600 m2 oraz wysokości 13 m, utrzymanie 50 proc. powierzchni biologicznie czynnej oraz zniesienie nakazu odtworzenia założenia parkowego.
 
Uwagi, które stały się punktem zapalnym, a w konsekwencji tematem naszego artykułu, nie zostały wniesione podczas konsultacji przez żadnego mieszkańca, ale przedstawione dopiero podczas obrad komisji przez wspominaną urzędniczkę wydziału urbanistyki. To także, jak tłumaczą członkowie Stowarzyszenia Olszówka, jest niezgodne z prawem. Na potwierdzenie swoich słów przytaczają wyrok WSA w Gdańsku z dnia 2.09.2009 - II SA/Gd 250/07 - "Dokonywanie jakichkolwiek zmian w części opisowej lub graficznej uchwalonego planu zagospodarowania przestrzennego w stosunku do jego projektu wyłożonego do jego publicznego wglądu (...) jest niedopuszczalne i stanowi istotne naruszenie trybu sporządzania planu”.
 
Po co zmiana, która nic nie zmienia?
 
Zastanawiające jest, dlaczego radnym i władzom miasta tak bardzo zależało na „klepnięciu” tej uchwały. Wygląda bowiem na to, że tłumaczenie, iż skoro budowa już ruszyła, to trzeba ją usankcjonować jest chybione. Pozostawienie w planie dotychczasowych zapisów nie naruszało przecież interesów inwestora. Zgodnie z obowiązującymi przepisami i orzecznictwem sądowym, wydane i prawomocne pozwolenie na budowę, które sprzeczne jest z zapisem planu uchwalonego po wydaniu tego pozwolenia, nie może być podstawą do cofnięcia pozwolenia na budowę. Mówiąc prościej - jeżeli posiadamy prawomocne pozwolenie na budowę, to nawet jeśli plan zagospodarowania (uchwalony później niż zostało wydane pozwolenie) nie przewiduje w danym miejscu takiej zabudowy, to nikt nam nie może nic zrobić i możemy sobie dalej spokojnie budować.
 
 - Jeśli więc organ architektoniczno-budowlany twierdzi, że wydane decyzje w tej sprawie są zgodne z prawem, to zmiana, która została wprowadzona we wtorek zupełnie nie ma sensu - tłumaczy Lipecka. - Z pewnych źródeł wiem, że przed sesją w kuluarach były rozmowy, że trzeba to „klepnąć”, bo jeśli sąd potwierdzi, że pozwolenie na budowę zostało wydane bezprawnie, to miasto będzie musiało płacić ogromne odszkodowania.
 
Magdalena Dydo