Zgodnie z naszymi zapowiedziami, wkrótce będziemy płacili więcej za przejazdy autobusami bielskiej komunikacji miejskiej. Podwyżka cen biletów jest już przygotowana i czeka na uchwałę radnych. Dyrekcja MZK uzasadnia ją niekorzystnymi uwarunkowaniami rynkowymi oraz pogarszającą się sytuacją ekonomiczną zakładu. Czy byłaby lepsza, gdyby nie przedłużający się gorszący proces z FRMBB?
 
O przygotowaniach do podwyżki cen biletów MZK pisaliśmy w artykule W autobusie będzie drożej. Projekt uchwały w tej sprawie będzie głosowany na najbliższej sesji Rady Miejskiej (12 kwietnia). Uzasadniając swój wniosek, dyrekcja zakładu powołuje się na wzrost cen oleju napędowego (ok. 24 proc. kosztów działalności firmy), płac pracowników (ok. 54 proc.), cen części zamiennych i ogumienia (ok. 10 proc.) oraz kosztów usług różnych, np. ochrony mienia czy sprzątania pojazdów (ok. 3 proc.).
 
Dotacji raczej nie będzie
 
 - Od początku tego roku o jeden procent wzrosła stawka podatku VAT - tłumaczy dyrektor MZK Krzysztof Knapik. - Konsekwencją tej podwyżki jest spadek wpływów z biletów o ok. 250 tys. zł w skali roku.
 
W tej sytuacji konieczna jest albo podwyżka cen biletów, albo większa dotacja budżetu miasta do przewozów pasażerskich. Na tę ostatnią raczej się nie zanosi i dlatego musi być drożej. Według projektu, który niebawem głosować będą radni, bilet normalny na liniach dziennych kosztowałby 2.60 zł, a na nocnych - 3,40 zł. Zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, MZK zamierza wprowadzić do obiegu nowy rodzaj biletu - ważny przez 60 minut od skasowania, za który trzeba będzie zapłacić w kiosku 4 zł. Obecnie obowiązujące ceny biletów wprowadzono trzy lata temu.
 
W uchwale „w sprawie opłat za przewozy osób i bagażu pojazdami komunikacji miejskiej” znajdzie się odniesienie do problemu, który pobudzał emocje radnych w poprzedniej kadencji. Dokument stanowi, że „kierowca sprzedaje bilety o nominałach 2 zł, 4 zł, 5 zł, 10 zł”.
 
Według rachunków ekonomistów MZK, proponowana podwyżka cen biletów od 1 lipca br. spowoduje wzrost wpływów do kasy przedsiębiorstwa o 1 mln zł rocznie i tylko w części zrekompensuje wzrost ogólnych kosztów jego działalności.
 
Pieniądze leżą na przystankach
 
Być może podwyżka cen nie byłaby dziś konieczna lub jej skala byłaby mniejsza, gdyby MZK umiał wykorzystywać inne źródła finansowania, nie związane ze sprzedażą biletów. Przedsiębiorstwa komunikacyjne w większych miastach zarabiają spore pieniądze na wynajmie powierzchni reklamowej na wiatach przystankowych. Codziennie korzystają z nich miliony pasażerów i dlatego miejscem w gablotach na przystankach zainteresowane są przede wszystkim duże agencje reklamowe.
 
Tymczasem znaczna część bielskich gablot stoi niewykorzystana. Dyrektor Knapik twierdzi, że byłoby inaczej, gdyby nie kilkuletni spór Urzędu Miejskiego z Fundacją Rozwoju Miasta Bielska-Białej. To ona zarządza terenami, na których znajdują się przystanki. Jego zdaniem, na skutek konfliktu miasto traci dochody rzędu kilkuset tysięcy złotych rocznie. Mniej więcej tyle, ile kosztuje nowoczesny autobus średniej wielkości.
 
Sąd pierwszej instancji nakazał zwrócić miastu sporne tereny, lecz fundacja wniosła apelację. Krzysztof Knapik jest przekonany o zwycięstwie także w drugiej instancji i zapowiada, że jeśli istotnie tak się stanie, to bielski Ratusz wytoczy FRMBB kolejny proces - o zadośćuczynienie za dochody utracone przez miasto wskutek braku możliwości dysponowania swoim majątkiem.
 
Prezes chce rozmawiać
 
Interesy MZK reprezentuje przed sądem katowicka Kancelaria Radców Prawnych Zbigniew Rogowski, Iwona Katarzyna Wiśniewska. Zapytaliśmy mec. Wiśniewską o aktualny stan prawny sprawy, którą bezpośrednio się zajmuje. Przedmiotem sporu jest majątek publiczny i dlatego jako podatnicy powinniśmy mieć prawo do informacji o działaniach podejmowanych w celu odzyskania tego majątku. Niestety, radca odmówiła nam odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie.
 
W tej sytuacji nietrudno o wniosek, że interes miasta spoczywa w niewłaściwych rękach. Kancelaria powinna zabiegać o przychylność opinii publicznej dla podejmowanych przez nią działań. Ostentacyjna odmowa nawet ogólnej odpowiedzi sugeruje, że reprezentanci procesowi Ratusza mogliby zrobić więcej dla przyspieszenia wyjaśnienia sporu.
 
O konflikcie z miastem zgodził się z nami rozmawiać prezes FRMBB Leszek Wasiak, który wyjaśnił nam, że spór dotyczy ponad 60 punktów w mieście. Jego zdaniem, ok. 250 przystanków fundacja oddała już gminie i dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby MZK zarabiał na wynajmowaniu powierzchni reklamowej. Prezes zadeklarował, że jest gotów usiąść z dyrektorem MZK przy jednym stole, żeby dyskutować o sposobie wykorzystania spornych wiat.
 
 - Fundacja nie jest zainteresowana przedłużaniem sporu prawnego z gminą - przekonuje Leszek Wasiak, choć nie wszyscy wierzą, że to prawda.
 
Robert Kowal