Dzisiaj rusza Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2011. Ma pomóc w zgromadzeniu informacji o Polakach, poczynając od ich sytuacji ekonomicznej po sposób dojazdu do pracy. Bielszczanie muszą się więc liczyć z tym, że do końca czerwca będą ich nękać rachmistrzowie. Niezależnie od spisu, pracownicy bielskiego oddziału Głównego Urzędu Statystycznego codziennie pukają do drzwi kilku bielszczan. W ten sposób zbierają informacje na temat warunków ich życia.
 
Poprzedni Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań odbył się w 2002 r. Obecny jest pierwszym spisem ludności i mieszkań realizowanym od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Dostarczy najbardziej szczegółowych informacji o liczbie, strukturze demograficzno-społecznej i zawodowej ludności, gospodarstwach domowych oraz o zasobach i warunkach mieszkaniowych na wszystkich szczeblach podziału terytorialnego kraju.
 
 - Spis będzie realizowany inaczej niż dotychczas. Do tej pory rachmistrzowie pukali do każdego domu, a teraz próba będzie liczyła ok. 15 proc. społeczeństwa. Wcześniej w Bielsku-Białej musiało pracować kilkuset rachmistrzów, teraz będzie ich 75 - wyjaśnia Mirosław Draszczyk, kierownik Oddziału GUS w Bielsku-Białej.
 
W dniach od 8 kwietnia do 30 czerwca każdy z nas może spodziewać się wizyty rachmistrza w swoim domu. W tym samym terminie prowadzone będą ankiety telefoniczne. Dana osoba może być „nękana” tylko jednym z powyższych sposobów. Po raz drugi ankieterzy mogą nas niepokoić dopiero od 1 do 11 lipca 2011r., kiedy w drodze wywiadów telefonicznych zostanie przeprowadzony spis kontrolny w celu sprawdzenia kompletności i poprawności uzyskanych danych oraz ich zgodności ze stanem faktycznym.
 
Samospis w sieci
 
W trosce o swój święty spokój większość z nas będzie liczyć, że nie znajdzie się w owej 15 proc. próbce. Najlepszym sposobem na to, żeby nikt nas nie niepokoił jest samospis. Polega on na zaakceptowaniu lub korekcie danych pozyskanych z systemów informacyjnych i trwać będzie w dniach 1 kwietnia - 16 czerwca 2011 r. za pośrednictwem strony www.spis.gov.pl.
 
 - Jeżeli zrobimy samospis odpowiednio wcześnie, to rzeczywiście nikt nie zapuka do naszych drzwi ani nie zadzwoni do nas - tłumaczy kierownik Draszczyk. Dokonując samospisu, możemy powiększyć zbadaną próbkę, a tym samym przyczynić się do uzyskania rzetelniejszych danych. Pytanie, czy wyniki te w ogóle mogą być wiarygodne, jeśli przedstawiają sytuację zaledwie 1/7 Polaków? - Dane na temat pozostałych osób czerpane będą z innych źródeł, np. z urzędów czy ZUS. Tak naprawdę spis jest prowadzony po to, żeby te informacje zweryfikować i uzupełnić. Choćby o takie kwestie, jak ilość pokoi w danym gospodarstwie.
 
Sprawdź rachmistrza
 
Jak rozpoznać, że do naszych drzwi na pewno puka rachmistrz? Każdy z nich nosi w widocznym miejscu identyfikator ze zdjęciem, imieniem i nazwiskiem oraz pieczęcią urzędu statystycznego, pieczątką imienną i podpisem dyrektora urzędu. Legitymująca się w ten sposób osoba będzie miała ze sobą specjalne urządzenie elektroniczne, do którego wprowadzi pozyskane informacje. Osoby szczególnie ostrożne mogą sprawdzić tożsamość rachmistrza, dzwoniąc do bielskiego oddziału GUS lub na infolinię: 800-800-800.
 
Rachmistrzów i ankieterów telefonicznych interesować będzie nasze wykształcenie i proces edukacji, dojazd do pracy, źródła utrzymania, ewentualna niepełnosprawność, migracja wewnętrzna, wyznanie, stan i charakterystyka zasobów mieszkaniowych (mieszkania i budynki). Niektóre z pytań są dość osobiste. Czy możemy nie udzielić na nie odpowiedzi?
 
 - Ustawa nie przewiduje odmówienia udzielenia informacji - informuje Mirosław Draszczyk. - W przypadku, kiedy ktoś nie będzie chciał rozmawiać z rachmistrzem, może on poprosić o interwencję Straż Miejską albo policję lub zgłosić przypadek do Gminnego Biura Spisowego.  Według ustawy o NSP 2011, należy udzielać odpowiedzi ścisłych, wyczerpujących i zgodnych z prawdą. Na zasadzie dobrowolności mogą być zbierane dane dotyczące: pozostawania w związku nieformalnym, wyznania - przynależności wyznaniowej, liczby żywo urodzonych dzieci, planów prokreacyjnych i niepełnosprawności.
 
Nie lubimy mówić o pieniądzach
 
Rachmistrzom pomaga ustawa, lecz na podobne udogodnienia nie mogą liczyć ankieterzy GUS. Dlatego nierzadko zdarza się, że nie są wpuszczani do domów. Wtedy zamiast dziecięciu punktów (średnio właśnie taka ilość jest wyznaczana co miesiąc do badań w Bielsku-Białej) muszą zapukać do tylu drzwi więcej, do ilu ich nie zaproszono.
 
 - Nie ułatwiają nam pracy pojawiające się wciąż policyjne informacje o oszustach, którzy pod różnymi pretekstami przedostają się do domów bielszczan i okradają ich. Ludzie boją się wpuszczać obce osoby do swoich mieszkań - mówi kierownik bielskiego oddziału GUS. Gdy ankieter zostanie już wpuszczony, często pojawia się problem z odpowiedziami na pytania dotyczące spraw osobistych, w tym finansowych.
 
Oprócz badań budżetu gospodarstw domowych, na bieżąco prowadzone są także analizy aktywności ekonomicznej ludności i cen detalicznych oraz europejskie badania warunków życia. Niestety, nie możemy poznać ich wyników w odniesieniu do Bielska-Białej. Jak poinformowała nas zastępca dyrektora Urzędu Statystycznego w Katowicach Grażyna Witkowska, ze względu na niewielką próbę gospodarstw objętych badaniami wyniki uogólniane są wyłącznie na poziomie kraju i województwa.
 
Czytelnikom, którzy zastanawiają się, dlaczego nigdy dotąd nie byli ankietowani wyjaśniamy, że nasze miasto podzielone jest na 672 obwody. Do comiesięcznych badań wybieranych jest dziesięć mieszkań z każdego z nich. Szansa, że trafi akurat na nas jest więc niewielka.
 
Magdalena Dydo
 
Więcej informacji na temat NSP 2011 można znaleźć tutaj.