Program Rodzina+, oferujący zniżki dla rodzin wielodzietnych i zastępczych z Bielska-Białej, najbardziej spektakularny punkt Miejskiego Programu Profilaktyki i Opieki nad Dzieckiem i Rodziną na lata 2010-2013, działa od maja ubiegłego roku. Pora więc na pierwsze podsumowanie, w tym odpowiedź na pytanie zasadnicze: czy ten program się sprawdza?
 
Pierwsze wrażenie jest takie, że w stolicy Podbeskidzia wszyscy są z programu bardzo zadowoleni. Do tego stopnia, że trudno ustalić, kto konkretnie był jego pomysłodawcą. Dowód to niewątpliwy, że program uznano za sukces, jak bowiem wiadomo tylko sukces ma wielu ojców, porażka jest zawsze sierotą.
 
W tym przypadku do „ojcostwa” przyznają się radny PiS (obecny wiceprzewodniczący Rady Miejskiej) Przemysław Drabek oraz władze miasta. Drabek twierdzi, że to on złożył pierwszy wniosek w tej sprawie, jego ideą był też brak kryterium dochodowego, co budziło początkowo pewne wątpliwości, ale ostatecznie stało się faktem. Z drugiej strony od miejskich urzędników można usłyszeć, że władze miasta przygotowywały kompleksowy program wsparcia rodzin wielodzietnych dużo wcześniej, nim swój pomysł ogłosił radny Drabek.
 
Coraz więcej zniżek
 
Tak czy inaczej, program działa i cieszy się znacznym powodzeniem, o czym świadczy zestawienie przygotowane przez urzędników Wydziału Polityki Społecznej na prośbę „Kroniki”. W połowie lutego (to ważne, bo do czasu publikacji tego artykułu, liczby mogły się nieznacznie zmienić, cały czas wydawane są bowiem nowe karty) w programie uczestniczyło 1128 rodzin, dla których wydano 5676 kart Rodzina+.
 
Ci, którzy się kartą wylegitymują, mogą skorzystać z 50-procentowej ulgi w miejskich jednostkach kulturalnych i sportowych. Można więc na przykład kupić bilety ze zniżką na krytą pływalnię Troclik albo kąpielisko Panorama w okresie letnim, a w zimie na lodowisko. Można obejrzeć przedstawienia w Teatrze Polskim i w Banialuce, wziąć udział w zajęciach prowadzonych przez Miejski Dom Kultury albo bywać na koncertach organizowanych przez Bielskie Centrum Kultury. Bilety na plenerowe imprezy Dni Bielska-Białej albo Pożegnanie Lata posiadacze karty dostaną za darmo. Obejrzą też za friko w środy wystawy w Galerii Bielskiej BWA.
 
Ale to nie wszystko. Do programu włączyły się także spółki związane z miastem kapitałowo: Aqua SA i ZIAD Bielsko-Biała SA. Aqua w ubiegłym roku przyznała stypendia 30 uczniom szkół podstawowych, gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych oraz 10 studentom, a ZIAD wprowadził ulgi na przejazdy kolejką linową na Szyndzielnię.
 
Wkrótce dołączyli kolejni przedsiębiorcy: AK Agencja Allianz, centrum zabaw dla dzieci Figlo-Park, Radosna Kraina Centrum Opieki i Rozwoju Małego Dziecka, Świat Języków Obcych World oraz Szkoła Języków Obcych Time, sklep odzieżowy Gracja, sklep obuwniczy WA-BUT, klub sportowy Modelarnia, Centrum Sportów Górskich Trango, Gospoda Targowa, Towarzystwo Sportowe Podbeskidzie, Akademia Inspiracji oraz Szkoła Tańca Cubana. Lista firm wspierających - partnerów programu (dostępna na stronie internetowej www.rodzina+.pl razem z całym katalogiem zniżek) prezentuje się więc okazale, a wkrótce ma się poszerzyć o kolejne firmy.
 
Tanie przejazdy
 
Od września 2010 roku posiadacze karty mogą też liczyć na ulgi w przejazdach komunikacją miejską. Weekendowy bilet rodzinny za 10 złotych przysługuje rodzicom podróżującym z co najmniej jednym dzieckiem na wszystkich liniach miejskich i podmiejskich. Bilet ulgowy specjalny to bilet miesięczny z 65-procentową zniżką dla dzieci i młodzieży, ale tylko tych, które wychowują się w rodzinie uprawnionej do zasiłku rodzinnego.
 
Z kolei bilet wolnej jazdy uprawnia do bezpłatnych przejazdów przez okres roku szkolnego te dzieci i młodzież, które wychowują się w rodzinnych formach opieki zastępczej lub w rodzinach, w których jest co najmniej pięcioro dzieci zamieszkałych na stałe w Bielsku-Białej. W przypadku ulg komunikacyjnych dodano więc dodatkowe warunki.
 
Ile program kosztuje?
 
Przy tak szeroko zakrojonej pomocy, odpowiedź na pytanie o koszty programu nie jest prosta. Dariusz Mrzygłód, naczelnik Wydziału Polityki Społecznej, nie ma dokładnych danych na ten temat. Wiadomo, że uczestniczące w programie instytucje miejskie pozbawiają się pewnej części wpływów. - Nie zabezpieczamy jakiejś ekstrapuli na ten cel. W każdym razie dziś nie spędza nam to snu z powiek - mówi Dariusz Mrzygłód.
 
Pozostają nam więc dane cząstkowe. Wiadomo na przykład, że od początku września do końca grudnia 2010 roku Urząd Miejski wydał 252 bilety wolnej jazdy o wartości 111 720 złotych. Czy miasto na to stać? Czy nie jest to zbytnie ograniczenie wpływów do miejskiej kasy? W Bielsku-Białej takie pytania nie padły, wszyscy radni byli za. Ale na przykład w Gdańsku, kiedy pojawiła się podobna do bielskiej propozycja, która wyszła od radnych PiS, większość rady uznała to, właśnie ze względu na koszty, za „pomysł z księżyca”. Ostatecznie jednak i tam pomysł przeszedł.
 
Dariusz Mrzygłód nie chce się w tej sprawie wypowiadać, deklaruje tylko, że inwestycja w rodzinę to nigdy nie są stracone pieniądze. Przemysław Drabek dodaje, że trzeba się najpierw zastanowić, czy na przykład uboga rodzina, gdyby zniżek nie było, w ogóle zdecydowałaby się na kurs komunikacją miejską. Skoro, dzięki zniżkom, decyduje się, to i tak jest to dla miasta zysk. I Dariusz Mrzygłód, i Przemysław Drabek są jednak zgodni, że nie chodzi tu o koszty, tylko o - jak to nazywają - promocję wielodzietności.
 
Z pytaniem o program zwróciliśmy się także do przedstawiciela bielskiej lewicy. Hasła „rozmnażajcie się” nie ma na sztandarach lewicy. Tymczasem Jerzy Balon, szef Rady Miejskiej SLD w Bielsku-Białej, radny poprzedniej kadencji, też poparł program. Wyjaśnia, że bardziej niż o promocję wielodzietności chodziło mu o pomoc najuboższym, bo pamięta, że większość dzieci, których rodzice starali się na przykład o dofinansowanie obiadów, pochodziło właśnie z rodzin wielodzietnych.
 
Jest w tym niewątpliwie racja, ale wychodząc z tego założenia, czy nie logiczniej było postawić w programie kryteria finansowe, które sprawiłyby, że pomoc faktycznie byłaby skierowana do dzieci najuboższych, a nie wszystkich pochodzących z rodzin wielodzietnych, bo przecież są też zamożne rodziny wielodzietne? Jerzy Balon odpowiada, że w programie były chyba jakieś tego typu kryteria, ale nie ma racji - żadnego progu finansowego nie ma, co wedle zwolenników programu jest właśnie jego główną ideą. A najzamożniejsi, zdaniem radnego Drabka, o karty po prostu nie występują. Czy tak jest faktycznie - trudno powiedzieć.  
 
Każdy sobie
 
I jeszcze jedno. Przygotowując ten artykuł, zwróciliśmy się do Związku Dużych Rodzin Trzy Plus z prośbą o ocenę bielskiego programu. Związek, który ma siedzibę w Grodzisku Mazowieckim, zrzesza rodziny tworzone przez małżeństwa wychowujące co najmniej troje dzieci, czyli akurat takie, do których skierowany jest bielski program (i nie tylko bielski, bo podobne działają już w kilkunastu innych miastach). I często jest tak, że gminy, które przygotowują udogodnienia dla rodzin wielodzietnych, konsultują je z przedstawicielami tej organizacji. Pytają też o rady. Tak było między innymi w Gdańsku.
 
Tymczasem Teresa Kapela ze Związku Dużych Rodzin z pewnym zdziwieniem przyznała, że nikt z Bielska-Białej nie informował organizacji, że taki program powstaje również w stolicy Podbeskidzia. Dowiedziała się o tym z opóźnieniem, a o szczegóły pytała... dziennikarza „Kroniki Beskidzkiej”! Oczywiście, władze żadnej gminy nie mają obowiązku informowania nieznanej szerzej organizacji z Grodziska o swoich poczynaniach, ale chyba warto korzystać z porad organizacji, która ma w tej dziedzinie spore doświadczenie.
 
Bo inaczej - dodała Teresa Kapela - każdy działa na własną rękę i trudniej walczyć o rozwiązania systemowe, których w Polsce, w kwestii wsparcia wielodzietnych rodzin, ciągle brakuje.
 
Wojciech Małysz (Kronika Beskidzka)