Najnowszy spektakl w bielskim Teatrze Polskim znacznie różni się od innych przedstawień. Jego bohaterowie są autentyczni. Część z nas zna ich choćby z widzenia, prawdopodobnie nie podejrzewając, że ci ludzie osobiście widzieli piekło. W tę sobotę na małej scenie wystawiono po raz pierwszy „Bitwę o Nangar Khel”.

Fakty są takie: 16 sierpnia 2007 roku żołnierze z 18. bielskiego batalionu powietrznodesantowego służący na misji w Afganistanie ostrzelali zabudowania w pobliżu wioski Nangar Khel. Śmierć poniosło sześć osób, a trzy zostały ciężko ranne. Wśród poszkodowanych były kobiety i dzieci. Uczestniczący w zdarzeniu komandosi, napiętnowani później przez media i innych żołnierzy, stanęli przed sądem pod zarzutem ataku na nieuzbrojony obiekt cywilny. Niedawno wznowiono ich proces.

Widzowie są bombardowani

 - Do Afganistanu pojechałem niedługo po wydarzeniach w Nangar Khel. Poznałem stacjonujących tam bielskich żołnierzy - powiedział nam warszawski dziennikarz Andrzej Walentek, który specjalizuje się w publicystyce militarnej. - Gdyby nie ów wyjazd, nikt by mi nie wytłumaczył skomplikowanej sytuacji w tym kraju. Zaraz po wylądowaniu samolotu, porusza cudzoziemców obraz głębokiej nędzy. W Afganistanie żyje się tak, jakby czas zatrzymał się na poziomie średniowiecza. Mam nadzieję, że autorzy sztuki potrafili oddać klimat tej sytuacji. Największym ciężarem misji afgańskiej jest dla żołnierzy oddalenie od rodzin. W Nangar Khel byli żołnierze z pierwszej zmiany tej misji, którzy wykonywali najbardziej niebezpieczne zadania. Przez wiele dni odbywali piesze patrole w wysokich górach, bez opancerzonych pojazdów. Jednocześnie panuje w tych rejonach nieznośnie suchy klimat. Żołnierze z Nangar Khel podlegali silnemu stresowi. Żadne szkolenie w Polsce nie jest w stanie przygotować człowieka do realizacji podobnych zadań.

Spektakl jest o tyle oryginalny, że jego twórcy konsultowali się z mieszkającą w Polsce Afganką, a także z bohaterami dramatu, czyli oskarżonymi żołnierzami. Oczekiwania wobec tego przedstawienia były więc ogromne.
 
 - Wojna jest dobrym tematem dla przedsięwzięć artystycznych - dodaje red. Walentek. - Dziwię się, że nikt w Polsce do tej pory nie zrobił filmu o tej tragedii.

Już od pierwszej sceny widzowie są bombardowani świetnymi efektami specjalnymi. Żołnierze wyskakują na scenę z helikoptera, wybucha granat, bohaterowie dramatu wielokrotnie celują w publiczność z broni palnej. Dzięki realizacji spektaklu na małej scenie wszystko dzieje się na wyciągnięcie ręki, nie ma żadnej bezpiecznej granicy. W tej wojnie biorą udział wszyscy widzowie.
 
Piękno umarłych kobiet

Podobnie jak w innym sztukach Artura Pałygi, na początku dramatu rysuje się wyrazista fabuła. Trzech przyjaciół o pseudonimach z czasów dzieciństwa - Bolek, Lolek i Pampalini - w ramach paintballowej zabawy podczas Operacji Południe ma zrekonstruować wydarzenia w Nangar Khel.
 
W miarę rozwoju wydarzeń fabuła staje się coraz bardziej tragiczna. Okazuje się, że przyjaciele będą musieli wcielić się w role Talibów. Wtedy, niczym w dramacie romantycznym, na scenę wkraczają powstające z grobu duchy kobiet, które zginęły w Nangar Khel. Pałyga udziela więc głosu ofiarom. Mało tego, pozwala im ingerować w akcję sztuki. Świadkami tej rekonstrukcji są Afganka, Safia Rabati oraz chor. Andrzej „Osa” Osiecki, jeden z oskarżonych żołnierzy.
 
Autorzy przedstawienia przybliżają widzom piękno afgańskiej kultury. - To spektakl o pięknie Afganistanu - mówi dramaturg Artur Pałyga. - O egzotycznych afgańskich baśniach i tradycjach. O pięknie afgańskich kobiet, o niewinności dzieci. O pokrytych śniegiem górach i cienistych dolinach. O urokliwych wioskach na pustyni, w których kultywuje się pradawne afgańskie zwyczaje, gdzie wesela i pogrzeby wyglądają tak, jak przed wiekami. Jednocześnie jest to przedstawienie o polskich żołnierzach, którzy jadą bronić pokoju, pomagać ludziom, otaczać opieką niewinnych, skutecznie chronić przed siejącymi śmierć i terror złoczyńcami. O tym, że ci żołnierze nas reprezentują, są naszymi wysłannikami i emisariuszami. Osądzając ich, siebie osądzamy.

Śmierć przed weselem

Na scenie nie ma dekoracji. Tym bardziej dużą rolę odgrywa więc ruch sceniczny, znakomicie przygotowany przez Katarzynę Zielonkę. Tańce wykonywane przez żołnierzy, których dłonie ubrudzone piaskiem z grobu ofiar wyklaskują rytm oraz wykonane przez duchy kobiet, nawiązują do afgańskich tradycji. Aktorki w burkach budzą przerażenie, poruszając się po scenie, jak zjawy.
 
 - Czym jesteśmy dla was? - pytają duchy kobiet. - Egzotyką? Wojną? Czy to nie dziwne, że spotkaliśmy się mimo dzielących nas kilometrów?

Według relacji z Nangar Khel, kobiety i dzieci zginęły podczas przygotowań do wesela, przy gotowaniu tradycyjnej zupy z baranich głów. Pałyga wykorzystuje ten motyw, łącząc wesele z pogrzebem i reinkarnacją. Między wierszami pojawiają się wątki poniżenia afgańskich kobiet przez panujące w tym kraju zwyczaje (noszenie burek, bezwzględne posłuszeństwo nierzadko agresywnemu mężowi i rodzinie), ale także przez żołnierzy, którzy mimo protestów robią zdjęcia ich odsłoniętych twarzy.
 
Spośród aktorów wyróżnia się jedynie Rafał Sawicki (Bolek w dramacie Pałygi), który do wykrzykiwanych przez żołnierzy kwestii potrafił dodać odpowiednią mimikę.
 
Najmocniejszą stroną „Bitwy o Nangar Khel” jest - obok tekstu dramatu - reżyseria Łukasza Witta-Michałowskiego. Każdy element spektaklu zdaje się być starannie dopracowany. W kulminacyjnym momencie duchy kobiet siadają obok Afganki, a żołnierze obok oskarżonego "Osy”. Jest to połączenie autentycznych postaci z bohaterami dramatu. Ich zjednoczenie potrafi pokonać granice czasu, a nawet śmierci. Reżyser przedstawienia pracował już wcześniej z Arturem Pałygą przy realizacji takich znanych sztuk, jak „Nic co ludzkie” czy „Ostatni taki ojciec”.

Wszyscy jesteśmy oskarżeni

 - Sztuka teatru, wywodząca się przecież z obrzędu, pozwala na tę bolesną sprawę spojrzeć głębiej, z perspektywy niedostępnej ani dla sądu, ani dla skupionych na sensacji mediów -
mówi reżyser Witt-Michałowski, który bielskim widzom znany jest również ze spektaklu pt. „Kamienie w kieszeniach”. Otrzymał za niego Anioła Publiczności.

Autorzy przedstawienia nie rozstrzygają o winie bielskich żołnierzy. Pozwalają im dojść do słowa, lecz poprzez scharakteryzowanie ich ofiar i drastyczne opisy silnie oddziałują na wyobraźnię widza, który współczuje afgańskim cywilom. Najbardziej czytelnym przesłaniem tej sztuki jest krytyka wojny. - Wojna była na początku. To naturalne środowisko człowieka - przekonuje Pampalini. - Wojna, to gwałt - dodaje Lolek.
 
Wojna niesie krwawe żniwo, w którym wszyscy są ofiarami: żołnierze szkoleni do zabijania, ich dowódcy nie potrafiący przewidzieć ofiar i wreszcie zwykli ludzie, tacy jak my, którzy zginęli podczas uroczystości weselnych. W kulminacyjnej scenie chor. Andrzej Osiecki mówi, że wszyscy jesteśmy winni ofiar w Nangal Khel. "Osa” staje naprzeciw Afganki, lecz dzieli ich otwarty grób.
 
Artur Pałyga: -  Polski wymiar sprawiedliwości oskarżył polskich żołnierzy o zbrodnię wojenną. Zakotłowało! Jedni za, drudzy przeciw! Rozgorzały dyskusje, co my w ogóle robimy w Afganistanie? A pamiętacie jeszcze, z jaką dumą pisano u nas o wspólnej z Amerykanami inwazji na Irak? Nareszcie my też prowadzimy wojny. Walczymy ze złem na świecie. Ramię w ramię z najsilniejszymi. A może jeszcze na tym skorzystamy? Nangar Khel było jak terapia wstrząsowa. Chcemy, czy nie, jest to jedno z najważniejszych zdarzeń w najnowszej historii.

xxx

„Bitwa o Nangar Khel” niewątpliwie budzi wiele kontrowersji, co było widać po mieszanych reakcjach niektórych widzów. Niekiedy godzi w polskie, narodowe mity i tradycje. Ale jest pierwszą w naszym kraju sceniczną próbą zrozumienia obu stron uczestników tragicznych wydarzeń i artystyczną metaforą śmiercionośnej, bezsensownej wojny.

Agnieszka Pollak-Olszowska