Mają znane twarze w Bielsku-Białej, lecz popularności nie wystarczyło im do ponownego zwycięstwa w wyborach samorządowych jesienią ub.r. Elektorat kazał im wtedy odpocząć, a oni rozmyślają dziś nad sposobami powtórnego wejścia do rozgrywki. Jak w podobnych sytuacjach mawiał Arystoteles, są „zwierzętami politycznymi”, którym temperament nie pozwala zbyt długo przesiadywać na ławce rezerwowych.
 
Życie nauczyło Adama Michalskiego sztuki ponoszenia porażek. W przeszłości zasiadał dwukrotnie w bielskiej Radzie Miejskiej, a w poprzedniej kadencji pełnił prestiżową funkcję przewodniczącego komisji rewizyjnej. W ciągu tych kilku lat pełnienia mandatu nie opuścił ani jednej sesji i tylko trzy razy był nieobecny (usprawiedliwiony) na posiedzeniu komisji. Czas, który upłynął od jesiennych wyborów pozwolił mu ochłonąć po przegranej i na zimno przeanalizować jej przyczyny.
 
Lubi grzebać w ziemi
 
 - Poległem honorowo, choć mój wynik wyborczy mógłby być lepszy - przyznaje polityk PiS. Na Michalskiego głosowało 846 bielszczan. To było zbyt mało na mandat, choć w Radzie Miejskiej znalazły się osoby z dużo mniejszym poparciem społecznym. Nasz rozmówca twierdzi, że jego porażka wynikła z fatalnej ordynacji wyborczej do samorządów oraz błędów w konstrukcji list wyborczych. Dlatego tę sytuację odbiera bardziej jako klęskę swojego ugrupowania politycznego niż osobistą przegraną.
 
Od trzech lat jest na emeryturze, ma własny dom i duży ogród. Lubi grzebać w ziemi i na brak zajęcia nie narzeka. Tym bardziej, że temperament nie pozwala mu zapomnieć o aktywności publicznej. Adam Michalski jest aktywnym działaczem Stowarzyszenia Mieszkańców Mikuszowic Krakowskich oraz wiceszefem terenowych struktur NSZZ Solidarność. Regularnie czyta gazety, w tym serwis informacyjny naszego portalu.
 
W charakterze widza chodzi na sesje Rady Miejskiej. Zasiada wówczas na galerii i obserwuje zachowanie obecnych radnych. - Wie pan, że po rozpoczęciu obrad niektórzy nawet nie wyjmują papierów ze swojej teczki? A inni w trakcie sesji czytają gazety! Były radny przeglądał ostatnio deklaracje majątkowe zamieszczone w Biuletynie Informacji Publicznej i zastanawia się, w jaki sposób czas na pracę społeczną znajdują politycy, którzy są jednocześnie członkami kilku rad nadzorczych różnych spółek.
 
Czasowy zakaz kandydowania?
 
Teraz znajomi namawiają pana Adama do startu w wyborach do rady osiedla. Michalski był już dwukrotnie przewodniczącym rady i nie wyklucza, że znów będzie się ubiegał o mandat na tym najniższym szczeblu samorządności lokalnej. 13 kwietnia odbędzie się zebranie i wtedy publicznie powie, jaką podjął decyzję. Już dziś jest natomiast przekonany, że za cztery lata będzie ponownie kandydował do Rady Miejskiej. Nie przesądza, z jakiej listy wystartuje w tych wyborach, bo za parę lat układ polityczny w naszym kraju może ulec diametralnym zmianom.
 
 - Być może po dwóch kadencjach radni powinni mieć czasowy zakaz startu w wyborach samorządowych - zastanawia się Michalski. - Przerwa pozwoli im z odpowiednim dystansem spojrzeć na problemy miasta.
 
Przegrana w wyborach samorządowych nie była osobistą klęską także dla Jerzego Balona. Otrzymał 764 głosy, co było jednym z najlepszych wyników wyborczych w mieście. Ale w Radzie Miejskiej nie ma ani Balona, ani innego przedstawiciela SLD. - Obowiązująca metoda podziału mandatów krzywdzi mniejsze ugrupowania. Gdyby nasza ordynacja sprawiedliwie oddawała preferencje wyborców, dziś w Radzie Miejskiej mielibyśmy czterech radnych.
 
Jerzy Balon jest zastępcą dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Bielsku-Białej, a czas wolny dzieli między obowiązkami publicznymi. Jest m.in. członkiem Rady Społecznej bielskiego Szpitala Wojewódzkiego i rady nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej na osiedlu Karpackim. Jako wieloletni przewodniczący Rady Miejskiej SLD, realizuje program aktywizacji struktur tego ugrupowania w mieście.
 
Wyraziste poglądy blogera
 
Program przyjęto w odpowiedzi na przegrane wybory samorządowe. Zakłada on m.in. ożywienie działalności miejskich kół Sojuszu oraz pozyskiwanie nowych członków, szczególnie spośród młodzieży. SLD zaproponuje członkostwo osobom bezpartyjnym, które w kampanii samorządowej kandydowały z list tej organizacji. Bielski SLD będzie się ubiegał o wpisanie kluczowych problemów naszego miasta do programu całej partii.
 
Aktualnie w SLD trwają przygotowania do kampanii przed wyborami parlamentarnymi. - W całym kraju wyłaniamy najlepszych kandydatów, którzy znajdą się na listach naszego ugrupowania. Ja otrzymałem rekomendacje wszystkich pięciu kół miejskich i wystartuję w wyborach do Sejmu.
 
Andrzej Lisowski mocno przeżywał porażkę w wyborach. Jest politykiem o wyrazistych poglądach, który nie obawia się ich manifestować publicznie. Autor bloga politycznego na naszym portalu, gdzie prowadzi czasem emocjonalne polemiki z oponentami. Przyznaje, że przywykł do złośliwości w polityce, lecz niekiedy wzburza go chamstwo komentatorów przekonanych, że jako anonimowi użytkownicy sieci są bezkarni.
 
Nazajutrz po ogłoszeniu wyników wyborów pogratulował zwycięzcom na swoim blogu. - Przegrałem mandat różnicą zaledwie 16 głosów - podkreśla polityk PO. - Najwyraźniej zaszkodziły mi osobiste polemiki z prezydentem Krywultem, który otrzymał w głosowaniu masowe poparcie elektoratu.
 
Polityk na ścigaczu
 
Nasz rozmówca przekonuje, że klęska wyborcza nie zmieniła jego wizerunku polityka z zasadami. Jako współwłaściciel spółki zajmującej się budową, eksploatacją i sprzedażą nieruchomości, ma za co utrzymać rodzinę. Obok polityki, jego pasją jest narciarstwo alpejskie. Będąc radnym, zajął dwukrotnie drugie miejsce w mistrzostwach Polski parlamentarzystów i samorządowców, a w ub.r. zdobył tytuł mistrza kraju. Z podobną swobodą jeździ na nartach wodnych i motocyklu.
 
 - Interesuję się motoryzacją i związanymi z nią problemami, jakimi są obciążenia podatkowe i przepisy ruchu drogowego - przyznaje Listowski sugerując tematy, którymi chce się zająć jako bloger i polityk.
 
Deklaruje, że z pewnością wystartuje w kolejnych wyborach samorządowych. Zanim to nastąpi, chciałby rozszerzyć swoją aktywność publiczną w internecie. Być może uruchomi stronę traktującą o problemach narciarstwa. Nie wyklucza założenia fundacji.
 
Robert Kowal