Rozmowa z Jolantą Jędrzejczyk, pełnomocnikiem prezydenta Bielska-Białej ds. rewitalizacji obszarów miejskich
 
Śledząc postępy prac rewitalizacyjnych na starówce nietrudno o wniosek, że dźwiga Pani ciężar ponad swoje siły. Czy raduje Panią tempo, z jakim odnawiane są bielskie zabytki?
 
 - Rewitalizacja jest działaniem, które prowadzi nie tylko Urząd Miasta. Są to wspólne działania o charakterze inwestycyjnym, ekonomicznym i społecznym podejmowane przez miasto wraz z osobami i instytucjami posiadającymi tytuł prawny do nieruchomości. Natomiast nasze biuro inicjuje i koordynuje te przedsięwzięcia, współpracując m.in. z Miejskim Konserwatorem Zabytków oraz Wojewódzkim Urzędem Ochrony Zabytków. Odnawiamy tyle, na ile stać budżet miasta.
 
Zabytki są w dobrym stanie?
 
A na ile stać budżet?
 
 - Co roku na ten cel nasze biuro otrzymuje ok. 1 mln zł. Mimo różnych problemów związanych z obecnym kryzysem ekonomicznym w kraju, nakłady miasta na rewitalizację zabytków nie zmniejszają się.
 
W jakim stanie są obecnie bielskie zabytki?
 
 - W zasadzie w dobrym. Najwięcej problemów z przywróceniem walorów urbanistyczno-historycznych związanych jest ze starówką. Jest to teren najstarszy w mieście, a jego dzisiejszy stan jest wynikiem wieloletnich zaniedbań w remontach. W obrębie bielskiej starówki znajduje się ok. 120 kamienic. Z tego wyremontowano mniej więcej 30 - zarówno gminnych, jak prywatnych. To jest proces wieloletni. Tylko w minionym roku ukończyliśmy remont kamienic nr 11 i 25 w Rynku.
 
Rynek wraz z otaczającą go zabudową jest wizytówką każdego miasta w Europie. Tymczasem znaczna część naszej wizytówki się sypie. Podoba się Pani ta estetyka?
 
 - Nie! Ale dla większości właścicieli prywatnych elewacje są ostatnią inwestycją w kolejce. Dysponując ograniczonymi środkami, skupiają się na zachowaniu stanu technicznego i wewnętrznej funkcjonalności obiektu. Znaczna część obecnych właścicieli kamienic nie ma uporządkowanego tytułu własności do tego mienia, np. na skutek nie przeprowadzenia postępowania spadkowego po śmierci przodka. W tej sytuacji nie mogą uzyskać pozwolenia na budowę oraz ubiegać się o dofinansowanie lub kredyt na remont.
 
Uciążliwa pamiątka po Gierku
 
Poprawie tej estetyki służyć miała uchwała Rady Miejskiej sprzed dwóch lat, która w zamian za remont elewacji zwalnia właścicieli nieruchomości prywatnych wpisanych do państwowego rejestru zabytków z podatku od nieruchomości. Ile osób skorzystało dotąd z tego przywileju?
 
 - O przyznanie świadczeń z tytułu tej uchwały wystąpił tylko Sąd Okręgowy przy ul. Cieszyńskiej. Jestem w ciągłym kontakcie z właścicielami domów na starówce. Ludzie nie mają pieniędzy, aby wyłożyć je na remont, a później czekać aż miasto zwróci im część nakładów. 
 
O jakich pieniądzach mówimy?
 
 - Dużo zależy od wielkości i stanu elewacji. Większość obiektów na bielskich starówce została za Gierka pokryta tzw. barankiem cementowym. Była to tyleż tania, co prowizoryczna kosmetyka zabudowy miejskiej. Teraz trzeba tamten tynk skuć, niejednokrotnie wykonać izolację pionową oraz wymienić stolarkę drzwiową i okienną. To są wielkie wydatki.
 
Jako społeczeństwo odpowiadamy za stan dóbr kultury materialnej, które pozostawili nasi przodkowie.
 
 - Przepisy nie zezwalają na finansowanie z budżetu miasta  remontów budynków prywatnych, ale zgodnie z uchwałą Rady Miejskiej z 2006r., można uzyskać dotację na prace przy zabytku wpisanym indywidualnie do rejestru zabytków ze środków będących w dyspozycji Miejskiego Konserwatora Zabytków. W skrajnych sytuacjach, np. gdy obiekt jest bardzo zaniedbany, Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków może zobowiązać właściciela do renowacji nieruchomości, wskazując zakres rzeczowy prac i termin realizacji. Gdyby jednak właściciel nie mógł wykonać nakazu, urząd powinien zrealizować inwestycję w trybie zastępczym z własnych środków, a następnie sądownie dochodzić zwrotu poniesionych nakładów. W ciągu ostatnich dziesięciu lat słyszałam o dwóch takich decyzjach. Konserwator jest wstrzemięźliwy, bo państwo nie ma pieniędzy.
 
Unia nie pomaga kamienicznikom
 
Prawo upoważnia nadzór budowlany do wydania nakazu przeprowadzenia remontu, gdy budynek prywatny szpeci otoczenie lub zagraża bezpieczeństwu przechodniów.
 
 - O ile wiem, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego korzysta z tych kompetencji bardzo oszczędnie.
 
A pomoc finansowa UE na remont zabytków? Pomagacie bielszczanom ze starówki w staraniach o te pieniądze?
 
 - Nie. Regionalny program operacyjny na lata 2007-2013 dla województwa śląskiego nie przewiduje finansowania remontów konserwatorskich zabytkowej substancji mieszkaniowej. Poprzedni program umożliwiał uzyskanie pomocy nawet do 85 proc. kosztów poniesionych przez inwestora. Pomagamy natomiast wszystkim zainteresowanym w ich staraniach o zdobywanie dostępnych pomocowych środków krajowych.
 
Znam szereg przykładów miast, które powierzyły renowację starówek prywatnemu biznesowi. Jaka część staromiejskiej zabudowy jest jeszcze własnością gminną?
 
 - Na starówce mniej więcej połowa. Ale tej własności jest coraz mniej, gdyż Urząd Miejski sprzedaje zabytkowe nieruchomości w zamian za wykonanie określonych robót remontowych w określonym czasie. Obowiązuje procedura przetargowa, sporo czasu zajmuje przygotowanie mienia do sprzedaży. Ważnym problemem jest przydział lokali zastępczych mieszkańcom sprzedawanych budynków. Ludzie ci muszą wyrazić zgodę na przeprowadzkę.
 
Wiejskie wychodki na Rynku
 
Stare rynki Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, w dużych miastach po prostu, zostały kompleksowo odnowione. Na mieszkanie w zabytkowych kamienicach stać tylko zamożne osoby, które współtworzą później prestiż tych miejsc.
 
 - Każda rewaloryzacja jest specyficzna dla danego miasta. Zabudowa bielskiej starówki oparta jest na trzynastowiecznym układzie lokacyjnym. Część piwnic pochodzi z XVII wieku, podczas gdy górne kondygnacje zostały naprędce zbudowane po pożarach na przełomie wieków. Budynki staromiejskie nie są najczęściej skanalizowane, ubikacje znajdują się na podwórkach i przypominają wiejskie wychodki. Dlatego remonty muszą być przeprowadzane kompleksowo, od fundamentów. Np. rewitalizacja kamienicy przy pl. Św. Mikołaja będzie kosztowała miasto 3 mln zł. Przywołane przez Pana miasta nie mają takich problemów. Ich starówki są znacznie młodsze.
 
Kiedy wreszcie nasz Rynek będzie tętnił życiem tak, jak jego młodsze odpowiedniki w innych miastach?
 
 - Bielski Rynek nie jest dużym placem i dlatego nie jest przeznaczony na imprezy masowe. Do tego celu służą plac Ratuszowy i tereny na Błoniach. Miasto organizuje na Rynku coraz więcej imprez kameralnych lub inspiruje inne podmioty do podobnych działań. O to, aby Rynek był atrakcyjny dla bielszczan i turystów, powinni zadbać głównie miejscowi przedsiębiorcy. Myli się ten kto uważa, że jego biznes - restauracja lub galeria - jest skazany na sukces wyłącznie z tytułu lokalizacji.
 
Baner dla sponsora
 
Na świecie jest tak, że jak kogoś nie stać na utrzymanie zabytku, to sprzedaje go i kupuje sobie coś tańszego i mniej kłopotliwego. Ilu prywatnych właścicieli kamienic na bielskiej starówce wyzbyło się w ostatnich latach swoich nieruchomości?
 
 - Niewielu, u nas takie zasady nie obowiązują. Na Rynku w ostatnim czasie zmienił się tylko właściciel kamienicy pod numerem 9-10. Mam nadzieję, że szybko przystąpi do prac renowacyjnych. Mieszkańców nie dysponujących środkami na remont zachęcamy do wykorzystywania sponsoringu prywatnego. Pracownicy naszego biura są emocjonalnie zaangażowani w odbudowę bielskich zabytków. Dlatego nawet w prywatnych rozmowach przekonujemy właścicieli kamienic do poszukiwania różnych form pomocy dla ich nieruchomości. Np. w zamian za pokrycie części kosztów prac dekarskich można umieścić na gzymsie baner reklamowy wykonawcy.
 
Mamy w Bielsku-Białej program budowy mieszkań komunalnych dla osób, które zajmują staromiejskie lokale przeznaczone do renowacji?
 
 - Nie ma potrzeby sporządzania takiego programu. Działania trwają cały czas, przydziały lokali odbywają się w miarę wolnych miejsc. Uważam, że nie jest to wolne tempo.
 
Dziękuję za rozmowę.
 
Rozmawiał: Robert Kowal