Czy komuś zależy na tym, aby zamknąć bielski Szpital Ogólny? Takich słów nie bał się użyć prezydent Jacek Krywult podczas wczorajszej sesji Rady Miejskiej. Dodał przy okazji, że niewiele brakowało, aby kilka dni temu pogotowie ratunkowe wymówiło współpracę tej placówce. Dyskusja na temat bielskich szpitali rozgorzała z powodu pisma, jakie radni klubu PiS wystosowali w imieniu całej rady do premiera Donalda Tuska.
 
W tym roku Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej dostał z NFZ prawie 6 mln zł mniej niż w 2010, Beskidzkie Centrum Onkologii podpisało kontrakt na kwotę o 1,5 mln zł niższą, Szpitalowi Pediatrycznemu „odebrano” 700 tys. zł, a Szpital Ogólny będzie musiał sobie poradzić bez 1,3 mln zł, bo o tyle mniej dostał w stosunku do roku poprzedniego. Tymczasem koszty funkcjonowania wszystkich wymienionych placówek stale rosną.
 
Radni proszą premiera o pomoc
 
Dlatego właśnie bielscy rajcy postanowili wystosować do premiera Donalda Tuska pismo w sprawie finansowania świadczeń zdrowotnych przez Śląski Oddział Wojewódzkiego Funduszu Zdrowia. - Żadne przedsiębiorstwo nie jest w stanie funkcjonować przy coraz mniejszych dochodach i rosnących kosztach, a szpital nie może odmówić udzielania świadczenia zdrowotnego w sytuacji zagrożenie zdrowia i życia - wskazują radni.
 
O tym, że nasz region jest niesprawiedliwie traktowany przez NFZ i że sytuacja bielskiej służby zdrowia jest bardzo zła od dawna mówi prezydent Jacek Krywult. Najlepszym dowodem na prawdziwość tych słów jest fakt, że na poprzedniej sesji radni zadecydowali o udzieleniu Szpitalowi Ogólnemu w Bielsku-Białej pożyczki w wysokości 2 mln zł. Pieniądze poszły na bieżące potrzeby, czyli „na przejedzenie”.
 
 - W uchwale zapisano, że środki te zostały przeznaczone na pokrycie wymagalnych zobowiązań szpitala - mówi dyrektor Szpitala Ogólnego Joanna Dworniczek. Zanim placówka wystąpiła do miasta o pożyczkę, dyrekcja usiłowała pokryć deficyt poprzez wprowadzenie limitów leków, ograniczenie płatnych godzin nadliczbowych, zakupów oraz zatrudnienia. Tego rodzaju zabiegi okazały się jednak niewystarczające i zadłużenie szpitala nadal rosło. Do tego stopnia, że dostawcy leków, odczynników do laboratoriów i innych niezbędnych medykamentów wielokrotnie wstrzymywali dostawy.
 
Prezydent Jacek Krywult: - Te dwa miliony nie załatwiają problemu. Sytuacja w Szpitalu Onkologicznym jest dramatyczna. Ze względu na zaległości finansowe w minionym tygodniu pogotowie ratunkowe nie chciało podpisać nowej umowy z tym szpitalem.
 
NFZ dyskryminuje Bielsko-Białą?
 
Podobna sytuacja panuje w pozostałych placówkach służby zdrowia na terenie miasta. Wszędzie permanentnie brakuje pieniędzy. Jak zgodnie przyznają dyrekcje, radni, parlamentarzyści i urzędnicy miejscy, uzyskiwane z NFZ środki są zdecydowanie zbyt niskie, jak na specyfikę tych szpitali.
 
W piśmie do premiera radni ilustrują tragedię przykładem Szpitala Wojewódzkiego, który posiada jedyny na Podbeskidziu oddział ratunkowy. Na co dzień obsługuje milion osób w większości spoza naszego miasta, a w okresie zimowym wprost pęka w szwach od „połamanych” narciarzy. Sytuację finansową szpitala komplikują niezapłacone nadwykonania związane z obsługą pacjentów spoza naszego regionu. Tymczasem większość środków z NFZ (64 proc.) w zakresie chirurgii urazowo-ortopedycznej trafia do niepublicznych zakładów, w których nie ma izb przyjęć, ostrego dyżuru, całodobowych dyżurów lekarskich, itd.
 
Nie do końca jasny podział pieniędzy między placówki publiczne i prywatne, to tylko jeden z zarzutów bielskich radnych. Przede wszystkich bulwersują ich dysproporcje między wysokością środków przyznawanych poszczególnym regionom naszego województwa. Np. na oddziałach wewnętrznych region częstochowski ma ponad 62 zł rocznie na mieszkańca, region pszczyński - 63 zł, żywiecki - 65 zł, a bielski... 34 zł. Podobnie jest z oddziałami neurologii. Powiat bielski i miasto Bielsko-Biała (łącznie 320 tys. mieszkańców) dysponują w tym zakresie kwotą 30 zł na mieszkańca rocznie. Tymczasem Częstochowa i powiat częstochowski (373 tys. osób) - ponad 50 zł na rok.
 
O dysproporcjach mówi się od dawna, ale nikt nie potrafi znaleźć na nie lekarstwa. - Z Narodowym Funduszem Zdrowia nie ma dyskusji, to jest dyktat. Albo podpisujesz kontrakt w zaproponowanej przez nich formie, albo nie - nie ukrywa oburzenia prezydent Krywult. - Przed każdym kontraktowaniem wysłaliśmy kilkadziesiąt pism. Pytaliśmy: dlaczego Częstochowa, Żywiec i inne miejscowości mają więcej? Ani razu nie dostaliśmy odpowiedzi.
 
Czy Szpital Ogólny padnie?
 
Prezydent Bielska-Białej uważa, że miastu należy się rzetelna odpowiedź i sprawiedliwa pomoc. Zwłaszcza, że nie siedzi z założonymi rękami, czekając na pieniądze z NFZ, jak na mannę z nieba. Gmina wydała już 60 mln zł na reanimację bielskiego Szpitala Ogólnego! - Jesteśmy jedynym miastem w Polsce, które takie środki przeznacza na szpital. Mamy więc chyba prawo upominać się o równe traktowanie.
 
Jacek Krywult nie ukrywa, że szpital jest praktycznie na skraju upadku. Gdyby nie ciągłe dofinansowania ze strony Rady Miejskiej, to zapewne już by nie funkcjonował. Jeżeli sytuacja nie ulegnie poprawie, szpital zbankrutuje. - Może komuś o to właśnie chodzi? - pyta prezydent. Zapewnia jednak, że mimo wszystko miasto będzie się starało zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo.
 
Magdalena Dydo
Foto: LC