Przed kilkoma dniami jeden z czytelników poinformował nas o tym, że w dzielnicy Olszówka miało zostać otrutych kilkanaście psów. Nieoficjalnie udało nam się potwierdzić tę informację u jednego z bielskich weterynarzy. Policja jednak nic na ten temat nie wie. W prokuraturze przyznają, że w Bielsku-Białej prowadzono już postępowania w sprawach znęcania się nad zwierzętami.

 - Przez płot wrzucają kiełbasę nafaszerowaną Kretem (środek do udrażniania rur - przyp. red.) - opowiada czytelnik. - W ten sposób w naszej okolicy zostało już ponoć otrutych kilkanaście psów, w tym pupil mojego znajomego. O tych nieludzkich praktykach znajomy naszego Czytelnika miał usłyszeć od weterynarza, do którego zaniósł martwego czworonoga.
 
Sprawa jest, ale jej nie ma
 
Ponieważ opisywany proceder nosi znamiona przestępstwa, postanowiliśmy sprawdzić, co o sprawie wie policja. Rzeczniczka bielskiej komendy Elwira Jurasz przyznaje, że dopiero od nas usłyszała o zjawisku, które rzekomo ma miejsce w jednej z dzielnic Bielska-Białej. Żadnej wiedzy na ten temat ani nawet pojedynczych sygnałów nie posiada także dzielnicowy, któremu podlega tamten rejon.
 
Dotarliśmy do weterynarza, który badał zdechłego psa należącego do znajomego naszego Czytelnika. Pani doktor potwierdziła, że rzeczywiście w odniesieniu do kilku padłych w ostatnim czasie psów są podejrzenia, że mogły zostać otrute. Ale kiedy ujawniliśmy, że nasza wizyta jest częścią dziennikarskiego śledztwa i zaczęliśmy zadawać kolejne pytania, pani weterynarz oznajmiła, że obowiązuje ją tajemnica lekarska, w związku z czym nic nam więcej nie powie. Zwłaszcza, że bez odpowiednich badań nie można wydać jednoznacznej opinii na temat przyczyn zgonu zwierzęcia. A takie badania nie były wykonywane w znanych jej przypadkach.
 
Dlaczego zdychają?
 
Skoro jest podejrzenie popełnienia przestępstwa, to dlaczego nikt nie zgłosił sprawy na policję? Pani weterynarz twierdzi, że ludzie nie chcą niczego zgłaszać, gdyż nie mają pewności. A w podobnych sprawach mało kto ją ma, ponieważ mało kto decyduje się na sfinansowanie bardzo kosztownych badań. W dodatku nie da się ich wykonać w Bielsku-Białej i okolicach. Tego rodzaju analizy zleca się Instytutowi Weterynaryjnemu w Puławach. Za pojedyncze badanie toksykologiczne, które potwierdzi lub wykluczy obecność trucizny w ciele zdechłego zwierzęcia, trzeba zapłacić 500 zł. Ale żeby stwierdzić, czym ewentualnie pies został zatruty, trzeba wykonać kilka testów na różne substancje.
 
Mieszkanka dzielnicy Olszówka, właścicielka innego psa, który zdechł w ostatnim czasie: - Rzeczywiście, pies zdechł w wyniku zatrucia. Nie wiadomo jednak, czy ktoś go otruł czy po prostu sam coś zjadł. Weterynarz wykonał tylko badanie krwi i powiedział nam, że w organizmie zwierzęcia znajdowała się bardzo duża ilość jakiegoś trującego środka. Mógł to być np. preparat na ślimaki. Oczywiście, sprawdzaliśmy i opakowanie tego preparatu, które trzymamy w garażu. Było szczelnie zamknięte. To oczywiście nadal nie jest dowód, że pies został otruty, bo mógł sam coś znaleźć i zjeść.
 
Pies z raną w brzuchu
 
Komisarz Elwira Jurasz podkreśla, że jeżeli opisywane przez nas zjawisko istotnie miało miejsce, to nawet nie mając wyników badań, właściciele czworonogów powinni zgłosić sprawę na policję. Podobnego zdania jest Piotr Borgieł z Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej. - Dziwi mnie, że z takimi sprawami ludzie przychodzą do mediów, a nie na policję. Zwłaszcza, że wszystkie postępowania dotyczące znęcania się nad zwierzętami traktujemy bardzo poważnie.
 
Kilka dni temu do bielskiego Sądu Rejonowego wpłynął akt oskarżenia w sprawie nieuzasadnionego i niehumanitarnego zabicia psa. Do tego bestialskiego zdarzenia doszło 5 stycznia w Jasienicy. - Zwierzę zdechło z powodu wykrwawienia, którego przyczyną była rana cięta zadana ostrym narzędziem. Sprawca tego czynu został ustalony i wszczęto wobec niego postępowanie na podstawie art. 35 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt - informuje Joanna Niewiara, prokurator rejonowy Prokuratury Bielsko-Biała Północ, która zajmowała się tą sprawą.
 
Niestety, nie jest to odosobniony przypadek znęcania się nad zwierzęciem. Od stycznia 2009 roku do grudnia 2010 prokuratury okręgu bielskiego prowadziły 75 postępowań dotyczących zabijania lub znęcania się nad zwierzętami. - Co prawda część z nich została umorzona, ale niektóre zakończyły się wyrokami skazującymi - mówi prokurator Borgieł.
 
Magdalena Dydo