Park w sądzie
Władze Bielska-Białej nie ustają w staraniach o odzyskanie niewielkiej działki stanowiącej do niedawna część miejskiego parku na tyłach bielskiego ratusza, a obecnie stanowiącej własność prywatną, niedostępną dla mieszkańców miasta, chętnie wypoczywających wśród zieleni i starych drzew.
Działkę ogrodzono solidnym metalowym płotem, w efekcie czego park zmniejszył się o spory kawałek zielonej murawy. Teraz o przyszłości tego skrawka ziemi zadecyduje sąd, do którego wystąpiły władze miasta, twierdząc, iż teren ten powinien być własnością gminy, chociażby z tego powodu, że przez wiele lat był przez nią użytkowany. O sprawie pisaliśmy już kilkakrotnie, gdy w parku za ratuszem nagle pojawił się płot. Najpierw prowizoryczny - szybko rozebrany przez właściciela gruntu z nakazu inspektora nadzoru budowlanego - a potem solidny, metalowy, wybudowany za cichą aprobatą urzędnika bielskiego ratusza. Przypomnijmy w wielkim skrócie, w czym rzecz.
Bielszczanie byli bardzo zaskoczeni, gdy spora część parku, który w dotychczasowym kształcie funkcjonował przez ostatnie co najmniej sześćdziesiąt lat, została nagle ogrodzona. Okazało się wówczas, że park wcale nie należał w całości do gminy. Ogrodzony teren przed II wojną światową nie wchodził bowiem w skład parku. Po wojnie został do niego włączony i zagospodarowany, a stan taki utrzymywał się przez następne dziesięciolecia. Dopiero niedawno znaleźli się spadkobiercy przedwojennych właścicieli nieruchomości, którzy postanowili odzyskać swoją własność, co też się stało.
Obecny gospodarz terenu (w międzyczasie nieruchomość zmieniła właściciela) postanowił zagospodarować atrakcyjną działkę. Miał wobec niej własne plany inwestycyjne, których - wszystko na to wskazuje - nie uda się mu jednak zrealizować. A to dlatego, że radni uznali, iż teren ten powinien pozostać nadal zielonym, co ujęto w planie przestrzennego zagospodarowania miasta. Utraconego fragmentu parku nie udało się jednak gminie odzyskać, choć prowadziła w tej sprawie negocjacje z właścicielem działki. Skończyło się więc na tym, że od blisko roku spora część parku jest zagrodzona i niezagospodarowana, a właściciel nie może tego gruntu wykorzystać.
Udało się mu jedynie ogrodzić działkę solidnym płotem, i to za zgodą miejskiego urzędnika, który stracił posadę za podjęcie tej decyzji. Jednocześnie gmina wystąpiła wtedy - jak przyznaje Barbara Granuszewska, naczelnik Wydziału Mienia Gminnego i Rolnictwa bielskiego ratusza - do sądu o uzyskanie praw do tego terenu z tytułu jego zasiedzenia. Wniosek motywowała tym, że miasto opiekowało się tym gruntem przez kilka dziesięcioleci. Sąd pierwszej instancji - jak informuje Barbara Granuszewska - podzielał co prawda argumentację przedstawioną przez gminę, lecz jej pozew odrzucił.
Aby można było mówić o zasiedzeniu, wnioskodawca musi bowiem udokumentować przed sądem, że gospodarował, łożył na nią i opiekował się daną nieruchomością przez co najmniej 30 lat. Tymczasem, chociaż gmina gospodarowała tym terenem przez lat ponad 60, to jednak potrafiła udokumentować czas krótszy niż wymagany do zasiedzenia tej nieruchomości. - Brakło nam dosłownie roku do wymaganych trzydziestu lat - mówi Barbara Granuszewska.
Gmina odwołała się od niekorzystnej dla niej decyzji sądu. Sprawa trafiła do sądu apelacyjnego, przed którym urzędnicy mają zamiar dowieść, iż sporny teren użytkowany był przez gminę znacznie dłużej niż trzydzieści lat. Przy braku dokumentów ważne mogą okazać się zeznania świadków. Trudno powiedzieć, kiedy można oczekiwać ostatecznego werdyktu. Na razie nie ma nawet wyznaczonego terminu pierwszej rozprawy.
Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)
.jpg)
Artykuł wyświetlono 3338 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 13
Urodzony w BB
Nie wiem co autor opowiastki miał na myśli ale tendencyjny to jest bardzo. Napisane w kanwie PRO PUBLICO BONO. Jak Pan prezydent ze świtą ma ochotę posiadać park to proszę bardzo.Kasa umowa i do rejenta.Centrum miasta-stawka za grunty inwestycyjne i załatwione.Bielszczanie mają gdzie na rowerek dziecko zabrać(jak byłem mały Ojciec uczył mnie tam na rowerku)A NIE WYWŁASZCZAĆ, ZAWŁASZCZAĆ, ZABRAĆ, ZAJĄĆ. Może lepiej by tak szpital pediatryczny
wyremontować Panowie Radni a nie o park się bić.
Nutką socrealizmu wieje z art. co wasze to nasze....a co moje nie rusz. Panie Autorze gdyby tak hipotetycznie Pan byłby właścicielem gruntu dał by go sobie Pan odebrać, a może darował by go Pan miastu na park? Gdyby to był grunt kościelny to też było by tak samo?
lolek
dede - bielsko nigdy nie będzie milionową metropolią, po za tym JA i większość mieszkańców tego miasta chce mieć las cygański po to żeby sobie po nim chodzi i wypoczywać a nie po to, żeby położył na nim łapę jakiś "inwestor" i zamienił go w osiedle. Tak samo Szyndzielnia - od jeżdżenia na nartach są małe miejscowości, wyciągi narciarskie tylko by oszpeciły tą górę, na nartach się tam da pojeździć 2-3 miesiące w roku a reszta czasu to co ? Lepiej tak zagospodarować i wypromować tą górę żeby raz jej nie zniszczyć a dwa była atrakcyjna cały rok, ale do tego potrzeba pomysłu i kreatywności a tej władzom brak.
tom
do dede: a teraz przeczytaj jeszcze raz co napisałeś/aś, o jakim rozwoju tu mowa? szlag mnie trafia jak czytam takie wypociny nastoletnich debilii...eot
dede
Tak tak, tak właśnie upada miasto , tego nie bo park na sarnim stoku nie bo sarenki Szyndzienia nie bo natura 2000 , cygański las no bo to skansen i tak dalej i tak dalej ..... generalnie może Bielsko niech zostanie jednym wielkim skansenem zatrzymajmy wszelkie inwestycje budujmy tylko dookoła drogi coby za 40 lat turyści mogli swobodnie zobaczyć jak się niegdyś jedno z najbardziej atrakcyjnych miast w Polsce zatrzymało w rozwoju .
bebe
a jak wyglądała sprawa tej wyremontowanej kamienicy przy Cechowej, która zaraz po remoncie znalazła swoich prawowitych włascicieli? No strach się bać - a nuż ktos uzna, że i mój ogródek moze być oazą spokoju dla mieszkańców lubiących wypoczywać.
dd
A niby dlaczego urzędnik stracił pracę? Pewnie wydał decyzję zgodną z obowiązującym prawem ale nie po myśli władzy...
Nick
Oj! Żeby znaleźli się właściciele gruntu DWORCA AUTOBUSOWEGO PPKS i SITA i ogrodzili !!!!
gosc
nie wiem czy ta firma co ro kupiła to nie budmax development czasem
Ryszard O.
"Dopiero niedawno znaleźli się spadkobiercy przedwojennych właścicieli nieruchomości, którzy postanowili odzyskać swoją własność, co też się stało. " Czy może to samo stać się z budynkiem ratusza ?
Marek
A jak nazywa się ów biznesmen czy firma , nowy właściciel?
Fruzia
Trzeba dodać, że npoprzednimi właścicielami była Gmina Żydowska - przed wojną mieściła się tam mykwa i szechter (łaźnia rytualna i rzeźnia rytualna). A szemrany biznesmen któy kupił działkę od Żydów chce tylku wydusić od miasta kilka milionów złtych.

Klauzula informacyjna ›