Rozmowa z Łukaszem i Pawłem Golcami, filarami zespołu Golec uOrkiestra
 
Jutro w Milówce rozpoczyna się dwudniowy casting przed wielką „Bitwą Na Głosy”, którą od marca będzie emitowała telewizyjna Dwójka. Jako reprezentanci Podbeskidzia, będziecie promować nasz region przed największą widownią w kraju.
 
Łukasz Golec: - Będzie to największa produkcja TVP2 w wiosennej ramówce. Programy z tego cyklu miały i mają ogromną widownię m.in. w USA, Australii, Szwecji, Norwegii. Idea polega na publicznej rywalizacji zespołów wokalnych, które reprezentują różne regiony kraju. Każdym zespołem opiekuje się gwiazda estrady identyfikowana z danym regionem. Oprócz Golec uOrkiestry, w programie wystąpią: Halina Mlynkova (Cieszyn), Krzysztof Cugowski (Lublin), Urszula Dudziak (Zielona Góra), Michał Wiśniewski (Łódź), Natasza Urbańska (Warszawa), Piotr Kupicha (Katowice) i Maciej Miecznikowski (Gdynia).
 
Kogo chcielibyście zobaczyć na tym castingu?
 
Łukasz: - Repertuar bitwy na głosy składa się w 80 proc. z przebojów pochodzenia anglosaskiego. Dlatego szukamy 16 osób dobrze śpiewających w języku polskim, a przede wszystkim - po angielsku. Do tego lubiących rywalizację i dobrą zabawę. Nieważny jest wiek i wykształcenie. Aby nasz chór dobrze zabrzmiał, powinien składać się w 1/3 z mężczyzn i w 2/3 z kobiet. Wśród nich musi znaleźć się kilkoro solistów. Liczymy zarówno na osoby śpiewające szeroko rozumianą rozrywkę, jak i klasykę.
 
Wielka szansa dla Podbeskidzia
 
Zaśpiewacie wspólnie z amatorami?
 
Łukasz: - Na początku każdego programu wszyscy artyści wraz ze swoimi zespołami wokalnymi wykonują wspólną piosenkę, tzw. opener, która nie podlega ocenie. Widzowie będą oceniać dopiero piosenki zaśpiewane solo przez każdy z chórów. Zadaniem artystów jest wybór odpowiedniego repertuaru, opracowanie go z solistami i dyrygowanie całym zespołem. Myślę, że jest to szansa na wypromowanie wielu talentów z naszego regionu, których za pośrednictwem TVP2 w sobotnie wieczory będzie mogła zobaczyć cała Polska. W edycjach zachodnich program ma gigantyczną oglądalność i pozwolił wybić się wielu talentom. Kamery będą na Podbeskidziu przez cały okres obecności naszego zespołu w programie. Wszystkie próby są rejestrowane, a później zostaną wyemitowane w TV. Jeśli więc dopisze nam szczęście i dojdziemy do finału, to TVP2 przez dziesięć tygodni będzie pokazywała reportaże z najpiękniejszych miejsc na Podbeskidziu.
 
Wielu młodych, utalentowanych artystów z Podbeskidzia bezskutecznie zabiega o promocję na skalę ogólnopolską. Golcom się to udało. Jak to się przed laty stało, że nieznani szerzej bliźniacy z Żywiecczyzny zostali wielkimi gwiazdami?
 
Łukasz: - Już jako studenci Akademii Muzycznej w Katowicach byliśmy dosyć popularni i rozpoznawalni w kręgach muzycznych. Zanim na rynku pojawiła się Golec uOrkiestra, jako muzycy sesyjni nagraliśmy ponad sześćdziesiąt płyt z różnymi wykonawcami, m.in. Marylą Rodowicz, Kasią Kowalską, Kayah, Pawłem Kukizem, De Mono, Piaskiem, Armią i zespołem Piersi. Współpracowaliśmy też z teatrem Buffo Józefowicza i Stokłosy i z niemal wszystkimi big-bandami w kraju.
 
Skąd Maryla Rodowicz dowiedziała się o istnieniu braci Golec?
 
Łukasz: - Od Krzysztofa Krawczyka i Rysia Rynkowskiego. Graliśmy na ich jubileuszowych benefisach. To nie jest duże środowisko. Jeśli jesteś kreatywny i potrafisz dobrze zagrać różne stylistyki, to sami cię znajdą. Naszą drogę utorował udział w wielu festiwalach i konkursach jazzowych, np. Jazz Juniors w Krakowie, Jazz nad Odrą, Pomorskiej Jesieni Jazzowej, Jazz Jamboree czy Hoelart Jazz Festiwal, na którym razem z naszym zespołem Alchemik Acoustic Jazz Sekstet zdobyliśmy Grand Prix. W tym konkursie startowało 1500 uczestników z całego świata. 
 
Nagrali płytę za oszczędności
 
Golec uOrkiestra ma jazzowe korzenie?
 
Łukasz: - Jazz fascynował nas od najmłodszych lat, ale nie inspirowaliśmy się tylko tym rodzajem muzyki. Piosenki Golec uOrkiestry, to często fuzja różnych gatunków muzyki. Po ukończeniu studiów w Akademii Muzycznej Katowicach, postanowiliśmy stworzyć coś swojego, autorskiego. Pożyczyliśmy od Pawła Kukiza sprzęt do nagrań i domowym sposobem nagraliśmy materiał demo. Były to trzy piosenki, w tym późniejszy przebój „Lornetka”. Z tą płytką obeszliśmy w Warszawie niemal wszystkie firmy fonograficzne, lecz bez powodzenia.
 
Przez lata tkwiliście w szufladzie pod nazwą: jazz. Dlatego Wasz nowy pomysł muzyczny mógł zaskoczyć producentów. Jakim cudem ludzie poznali „Lornetkę”?
 
Łukasz: - Na przełomie 1998/99 zaczęliśmy sporo koncertować z Golec Folk Band, aby za zaoszczędzone pieniądze samodzielnie wydać debiutancką płytę. Zaproponowaliśmy publiczności oryginalny show z elementami muzyki jazzowej, folku i popu. Postawiliśmy na spontaniczność i energetyczny charakter koncertu. Spotkało się to z bardzo pozytywnym, wręcz entuzjastycznym przyjęciem. Piosenki „Lornetka” i „Crazy is my life” musieliśmy wykonywać wręcz po kilka razy. Płytę „Golec uOrkiestra 1” wydaliśmy w sierpniu 1999 w nakładzie 3 tys. egzemplarzy. Następnie założyliśmy Golec Fabrykę - własną wytwórnię płyt i kaset, która wydaje nasze fonogramy do dnia dzisiejszego.
 
Skąd wziął się pomysł na muzyczną twarz braci Golec? Polska młodzież na ogół wstydzi się folkloru. „Nie rób wsi” - mówi się, aby podkreślić, że coś jest w złym gatunku.
 
Łukasz: - Michał Urbaniak - mieszkający przez wiele lat w USA i koncertujący z największymi gwiazdami - powtarza, iż w „ludowszczakach jest wielka siła i ogromny potencjał”. Nie bez powodu wielu wybitnych twórców muzyki klasycznej sięgało do melodii ludowych, choćby Chopin, Moniuszko, Dworzak, Chaczaturian, Szymanowski, Kilar. My zaadaptowaliśmy „tę siłę”do naszych piosenek. Folklor jest ważnym elementem naszej tożsamości narodowej. Nie możemy się wstydzić tego dorobku. Trzeba dbać o te ginące perełki i piękno dziedzictwa. Jeśli chcemy połączyć folklor z elementami muzyki rozrywkowej, to z pewnością muszą to być wykonania, pomysły i rozwiązania ciekawe, ze smakiem i wyczuciem muzycznym.
 
Nie wstydzą się folkloru
 
Paweł Golec: - Do wszystkiego trzeba dorosnąć. Młodość rządzi się swoimi prawami. To czas buntu, ale głównie poszukiwań. A to, czy czegoś się wstydzimy czy nie, w dużej mierze zależy od naszego wychowania. I tu wielki ukłon w stronę naszych rodziców. W moim domu od dziecka mówiło się o historii Polski, o naszych korzeniach, o folklorze, o tradycji. Strój góralski nigdy nie był dla nas przebraniem, lecz ubraniem zakładanym na ważne święta rodzinne czy państwowe. Są państwa na świecie,które szczycą się swoim folklorem, tradycją i z tego są znane, np. Japonia, Szkocja, Irlandia, Niemcy, a w szczególności Bawaria czy kraje bałkańskie.
 
Ile kosztowało wydanie tej pierwszej płyty?
 
Łukasz: - Łącznie wszystkie wydatki wyniosły ok. 25 tys. zł. Około 15 tys. zapłaciliśmy za studio, a reszta, to był koszt tłoczenia i drukarni. Jeszcze z ciepłą płytą poszliśmy do zaprzyjaźnionych, lokalnych stacji radiowych w Katowicach i Bielsku-Białej, które jako pierwsze zaczęły promować nasze utwory. Później zainteresowała się nami Nina Terentiew, wówczas szefowa TVP2, i machina ruszyła pełną parą.
 
Od paru lat dzieci uczą się muzyki dzięki Fundacji Braci Golec.
 
Paweł: - Fundacja Braci Golec istnieje w Milówce od 2003. W tym samym okresie powołane do życia zostało również Ognisko Twórczości Artystycznej. W milowieckim gimnazjum grać i śpiewać uczy się prawie 100 dzieci. Od ponad roku fundacja współdziała też z Gminą Łodygowice, w której kształci się ponad 50 podopiecznych. W niedługim czasie zamierzamy otworzyć filię w Koszarawie. Fundacja zakupiła instrumenty muzyczne i opłaca kilku nauczycieli.
 
Łukasz: - Fundacja wydała już trzy piękne albumy z serii „Stroje ludowe w Karpatach polskich”. Są to „Stroje górali żywieckich”, „Stroje górali śląskich” oraz „Stroje mieszczan żywieckich”. Obecnie kończymy album poświęcony „Strojom górali podhalańskich”, który zamierzamy wydać na wiosnę.
 
Najważniejsi są księgowi i prawnicy
 
Jeden Golec mieszka w Łodygowicach, a drugi w Straconce. W jaki sposób doglądacie swoich interesów, gdy wiadomo, że wielki biznes robi się w Warszawie?
 
Paweł: - W dzisiejszej dobie nie ma z tym większego kłopotu. Są telefony komórkowe, internet, skype, fax, itp. Naszym menedżerem jest starszy brat, Rafał Golec, który jest jednocześnie autorem wielu naszych piosenek, a także pisze teksty.
 
Łukasz: - Siedziba Golec Fabryki mieści się w Milówce, a nasze studio nagrań znajduje się w Łodygowicach. Wszystkie decyzje dotyczące zespołu podejmujemy wspólnie, lecz i tak w tym biznesie najważniejsi są księgowi i prawnicy, których mamy w Bielsku-Białej i w Warszawie.
 
Skąd czerpiecie pomysły artystyczne? Chodzicie po karczmach, aby słuchać wiejskich grajków?
 
Paweł: - W dzisiejszych karczmach nie ma już wiejskich grajków. Grają muzycy, którzy często ukończyli edukację w szkołach czy akademiach muzycznych. Wielu z nich gra na bardzo wysokim poziomie. Szkoda, że w polskim szkolnictwie nie przewidziano kształcenia w zakresie muzyki ludowej. W sąsiednich krajach, takich jak Czechy, Słowacja czy na Węgrzech, istnieją wydziały na akademiach muzycznych poświęcone rodzimej muzyce. Zachwycamy się wirtuozostwem cygańskiej orkiestry z Węgier koncertującej po całym świecie, lecz mało kto wie, że to nie są zwykli grajkowie ludowi, lecz absolwenci konserwatoriów w Bratysławie, Pradze lub Budapeszcie.
 
Łukasz: - Inspiracje do piosenek czerpiemy z życia. Często szukamy w internecie różnych rozwiązań. Kupujemy płyty i dużo słuchamy.
 
Dyrektor dotrzymuje słowa
 
Trzy albumy braci Golec osiągnęły status platynowych płyt. W radio jest mało polskiej muzyki. W jaki sposób zabiegacie o zainteresowanie słuchaczy?
 
Paweł: - Zespół Golec uOrkiestra wydał do tej pory pięć albumów. Ponadto trzy płyty z repertuarem pastorałkowo-kolędowym oraz jeden krążek z muzyką do filmu „Pieniądze to nie wszystko” Juliusza Machulskiego. Obecnie kończymy nagrywać nową płytę, którą planujemy wydać w kwietniu tego roku.
 
Łukasz: - Nasz kraj jest ewenementem w Europie pod względem niedostatecznego promowania rodzimych artystów i ich muzyki. Nie bez przyczyny największe koncerny fonograficzne wyniosły się z Polski np. do Francji czy Czech. Tamtejsze stacje radiowe muszą grać ponad 60 proc. rodzimej muzyki w ciągu dnia. Podobnie jest Niemczech, Holandii, Anglii i na Bałkanach. Tymczasem w Polsce ustawa dopuszcza granie jedynie 30 proc. polskiej muzyki w ciągu całej doby. W tej sytuacji polskie przeboje emitowane są od północy do godz. 5 rano. Przecież to nie anglojęzyczni artyści płacą w Polsce podatki, lecz my, polscy.
 
Paweł: - Z zainteresowaniem słuchaczy nie mamy problemu. Z tego co widzimy na rynku muzycznym, jesteśmy jednym z bardziej zapracowanych zespołów w kraju. Praktycznie od 11 lat w każdy weekend gdzieś koncertujemy: raz w kraju, raz za granicą. Najbliższy koncert gramy w Brukseli. 
 
Kiedy znów wystąpicie w Bielsku-Białej?
 
Łukasz: - Jak dotąd, w Bielsku-Białej wystąpiliśmy na kilku imprezach komercyjnych, organizowanych przez zewnętrzne agencje artystyczne. Od 11 lat ani razu nie koncertowaliśmy na zaproszenie miasta. Pan Władysław Szczotka powiedział nam kiedyś, że dopóki on będzie piastował funkcję dyrektora BCK, to nigdy nie wystąpimy w Bielsku-Białej. Jak widać, dotrzymuje słowa.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Robert Kowal