Pechowy snajper
Miniony rok był dla Adama Cieślińskiego jednym z bardziej udanych w karierze piłkarskiej. Został obsypany nagrodami, m.in. przez prestiżowy tygodnik „Piłka Nożna”, który ogłosił go najlepszym pierwszoligowcem 2010 roku. Snajper Podbeskidzia tryumfował także w plebiscycie naszego portalu na najlepszego sportowca Bielska-Białej.
Cieśliński ostatnio chorował. Na obozie w Kleszczowie zmagał się z przeziębieniem. Niedawno powrócił do treningów i wystąpił już w kilku sparingach. Pech i kłopoty ze zdrowiem często hamowały rozwój jego kariery.
- O zwycięstwie w plebiscycie dowiedziałem się od trenera Kasperczyka w Kleszczowie - opowiada napastnik Podbeskidzia. - Po półrocznym pobycie w Bielsku-Białej nie wierzyłem, że na tyle spodobałem się kibicom, by wybrali mnie najlepszym sportowcem w mieście.
Sinusoida szczęścia
Urodził się w Chełmnie, a rzemiosła piłkarskiego uczył się w miejscowym klubie pod okiem swojego taty. Jako nastolatek wylądował w czwartoligowym Kasztelanie Papowo Biskupie, by strzelić dla niego aż 17 goli. Znakomita postawa Adama nie umknęła uwadze trenera kadry juniorów Michała Globisza, który zaprosił go na konsultacje. Niedługo potem utalentowany młodzieniec trafił do rezerw Legii prowadzonych przez Dariusza Kubickiego. Na trzecioligowym froncie znów błysnął skutecznością i szybko znalazł się w pierwszej drużynie „Wojskowych”.
Kariera Cieślińskiego rozwijała się wzorcowo i wydawało się, że młody zawodnik niedługo stanie się ważnym ogniwem wielkiej Legii. Pech chciał, że na treningu, w starciu z Dicksonem Choto, doznał poważnej kontuzji kolana. Gdy wyzdrowiał, wypożyczono go do Stomilu Olsztyn i tam znów pokazał, że ma żyłkę do zdobywania goli. Niestety, przy Łazienkowskiej Cieśliński nie zrobił kariery. W 2004 roku zakotwiczył w Elanie Toruń, gdzie znów spisywał się doskonale.
Wieści o jego dobrej formie szybko dotarły do ekstraklasowego ŁKS Łódź. Wydawało się, że młody napastnik tym razem na dłużej znajdzie miejsce w elicie, lecz znów dopadł go pech. – W Łodzi rozegrałem tylko 10 meczów i nie strzeliłem w nich goli, ale pokazałem się z dobrej strony. Złamałem sobie jednak dwukrotnie rękę w tym samym miejscu. To był mój koniec występów w ŁKS - wspomina gracz Podbeskidzia.
Rycerski snajper
W czasie pobytu w łódzkim klubie o Cieślińskim zrobiło się głośno, lecz przyczyną szumu medialnego nie była jego forma sportowa. Po jednym z meczów, bohater naszego artykułu udał się do kasyna wraz z grupą kolegów, gdzie stanął w obronie koleżanki, wobec której zachowywał się agresywnie klient lokalu. Doszło do przepychanek, musiała interweniować policja, a piłkarz trafił do szpitala z uszkodzoną szczęką. - Dziś zachowałbym się tak samo, zresztą chyba jak każdy mężczyzna - mówi snajper „Górali”. - Pech chciał, że stało się to w nieodpowiednim miejscu i o nieodpowiedniej porze. Moja postawa nie spodobała się trenerom i działaczom łódzkiego klubu.
Później los rzucił rycerskiego piłkarza ponownie do Torunia, a następnie do KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, gdzie trafił pod skrzydła dzisiejszego trenera bielszczan, Roberta Kasperczyka. Gdy szkoleniowiec przeniósł się do bardziej stabilnego Podbeskidzia, przypomniał sobie o strzeleckich umiejętnościach Adama i latem sprowadził go do swojego nowego klubu. Cieśliński szybko odwdzięczył się Kasperczykowi, zdobywając w rundzie jesiennej aż 10 bramek dla bielskiej drużyny. Dzięki jego skuteczności kibice Podbeskidzia mogą coraz śmielej myśleć o awansie „Górali” do ekstraklasy.
Zwykły chłopak
Po udanej jesieni, Adam Cieśliński stał się łakomym kąskiem dla klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. - Menedżer miał jakieś propozycje - nie ukrywa piłkarz. - Mnie jednak te oferty w ogóle nie obchodziły. Nawet gdybym teraz otrzymał konkretną propozycję z ekstraklasy, to bym z niej nie skorzystał. Nie wycofam się w połowie drogi do ekstraklasy z Podbeskidziem.
Najlepszy piłkarz kraju na pierwszoligowym froncie podkreśla, że bielski klub funkcjonuje znakomicie pod względem organizacyjnym. Zawodnicy dostają regularne wypłaty i mogą skupić się wyłącznie na szlifowaniu formy. Aby awansować do elity, potrzeba jednak czegoś więcej niż stabilnej sytuacji finansowej. - Działacze i trenerzy zdają sobie sprawę, że będzie to ciężka wiosna dla Podbeskidzia - tłumaczy Cieśliński. - Przed tą rundą dołączy do nas jeszcze niejeden zawodnik, bo wzmocnienia w każdej drużynie, nawet tak dobrze funkcjonującej jak nasza, są potrzebne.
W ostatnich tygodniach najlepszy snajper Podbeskidzia musiał zapomnieć o piłce nożnej. Nowy rok przyniósł Cieślińskiemu znakomitą wieść o narodzinach córki. - Maja urodziła się 4 stycznia o godzinie 02:47 - informuje dumny tata. Teraz każdą wolną chwilę poświęca rodzinie. Poza boiskiem, jak sam podkreśla, jest zwykłym chłopakiem. Lubi posurfować w internecie i obejrzeć dobry film. Na razie nie myśli o tym, co będzie robił po zakończeniu kariery.
- Chciałbym jeszcze 4-5 lat pograć na najwyższym poziomie, najlepiej w ekstraklasie - planuje 28-letni piłkarz. - Kontrakt wiąże mnie z bielskim klubem jeszcze przez półtora roku. Przyszłość wiążę z Podbeskidziem i po tym okresie chciałbym przedłużyć kontrakt. Mam nadzieję, że w czerwcu będziemy wspólnie świętować.
Paweł Hetnał
Artykuł wyświetlono 2084 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 4
korkmaz
awans dla LKSu I PIASTA PODBESKIDZIE nie awansuje bedzie wielki lament i placz
!
bielska duma bielska chwała podbeskidzie bielsko biała

Klauzula informacyjna ›