Pierwszy sms wyglądał na zwyczajną pomyłkę. Po nim był jednak następny i kolejne, coraz bardziej wulgarne. Ich autor nie odbierał telefonu i sugerował ofierze, że policja jej nie pomoże. Mimo to, wystraszona pani Ania udała się na komisariat, gdzie usłyszała, że nie ma sensu składać doniesienia, bo sprawa i tak zostanie umorzona. Czy ofiary tzw. stalkingu, czyli uporczywego nękania za pomocą sms-ów, są rzeczywiście bezbronne?
 
 - W minioną środę po południu dostałam sms-a z nieznanego numeru z pytaniem: „po co dzwoniłaś?” - opowiada nasza czytelniczka, Anna (imię zmienione). - Odpisałam więc, że nie kontaktowałam się nigdy z tym numerem. Wtedy się zaczęło. Pani Ania otrzymywała kolejne sms-y, których adresat w bardzo wulgarny sposób nakłaniał ją do odbycia z nim stosunku. Raz nawet zagroził, że jeśli nie zrobi tego po dobroci, to on „zabierze sobie” siłą. W sumie takich wiadomości przyszło na jej skrzynkę kilkadziesiąt.
 
Młoda kobieta przyznaje, że w pierwszej chwili sądziła, że to pomyłka. Ale kiedy nadawca nie reagował na sugestie, że pomylił numery i dalej słał wulgarne wiadomości, zaczęła się bać. Zwłaszcza, że w kolejnych sms-ach przeczytała, że policja jej nie pomoże. Mimo to, po kilku dniach nieustannego nękania niemoralnymi propozycjami, pani Ania udała się na komisariat przy ul. Rychlińskiego.
 
Policjant radzi... przeczekać
 
 - Na policji dowiedziałam się, że ponieważ nikt nie zwraca się do mnie po imieniu czy nazwisku i nie grozi mi utratą życia, to nie jest przestępstwo. Może to być co najwyżej wykroczenie. A ponieważ nie znam właściciela telefonu, z którego otrzymuję sms-y, to sprawa zostanie najprawdopodobniej umorzona, bo z takimi sprawami ludzie zgłaszają się do nich niemal codziennie. Naszej Czytelniczce poradzono, aby przeczekała albo zmieniła numer telefonu. Przy okazji dowiedziała się, że jeżeli będzie próbowała dowiedzieć się, kto jest właścicielem numeru, z którego otrzymuje wulgarne wiadomości, to sama może narazić się na zarzut... naruszenia prawa.
 
Także interwencja u operatora sieci komórkowej nie przyniosła spodziewanego skutku. Pani Ania chciała, żeby zablokowano nękający ją numer. Dowiedziała się jednak, że taka możliwość nie istnieje.
 
Czytelniczka pyta więc: co dalej? Z jednej strony ohydne sms-y mogą wysyłać dzieciaki, które kupiły kartę za parę złotych, wybrały numer na chybił-trafił i bawią się cudzym kosztem. Z drugiej jednak nigdy nie wiadomo, czy nadawca sms-ów zamierza na nich poprzestać. Nasza rozmówczyni nie przypomina sobie, aby miała z kimś szczególnie „na pieńku” albo żeby wśród jej znajomych był ktoś, kto mógłby mieć obsesję na jej punkcie.
 
O komentarz do sprawy poprosiliśmy rzeczniczkę Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. - Ta pani jak najbardziej może, a nawet powinna zgłosić tę sprawę - mówi Elwira Jurasz. - Obecnie jesteśmy w stanie ustalić nawet osobę używającą telefonu pre-paid (czyli „na kartę” - przyp. red.). Jurasz podkreśla jednak, że to nie policja, lecz prokuratura może zadecydować o ustaleniu danych osobowych właściciela danego numeru.
 
Sms-owi zboczeńcy w prokuraturze
 
Rzeczniczka bielskiej policji przyznaje, że jeżeli rzeczywiście w tych wiadomościach nie ma gróźb, to nie można mówić o przestępstwie. Jeśli zaś brak jest znamion czynu karalnego, to nikt nie podejmie decyzji o identyfikacji właściciela numeru. Zdaniem kom. Elwiry Jurasz, przypadki sms-owego nękania nie zdarzają się w Bielsku-Białej często.
 
O tym, że sprawa pani Ani nie jest odosobniona dowiedzieliśmy się także u naczelnika wydziału organizacyjnego Prokuratury Okręgowej. Piotr Borgieł zaznaczył, że z punktu widzenia prawa karnego są to sprawy problematyczne. Przyznał jednak, że zdarzają się takie przypadki. Jakiś czas temu kilkoro bielszczan otrzymywało sms-y z groźbami. Okazało się, że ich autorem był mieszkaniec innego województwa, który swoje ofiary wybrał zupełnie przypadkowo.
 
Szansa na walkę ze stalkingiem
 
Działania przez nas opisane są na świecie definiowane jako stalking. Jest to uporczywe nękanie, złośliwe, powtarzające się dręczenie ofiary, które wywołuje poczucie zagrożenia, strach o siebie i swoich bliskich. Niestety, polskie prawo nie jest przygotowane do ścigania sprawców telefonicznego dręczenia innych osób.
 
O zmianach, jakie w tym zakresie mają być wprowadzone w Kodeksie karnym mówi się od lipca zeszłego roku. Gdyby ustawodawca zdecydował się dostosować nasze przepisy karne do wyzwań związanych z postępem technicznym, stalking byłby ścigany jako przestępstwo. Ale i wtedy prawnicy mieliby kłopot z ustaleniem momentu, od którego mamy do czynienia z nękaniem? Czy 20 sms-ów wystarczy czy musi ich być np. 200?
 
Według nowych przepisów, stalkerowi groziłaby kara od miesiąca do trzech lat pozbawienia wolności. Wiele na to wskazuje, że zmiany w prawie powinny wejść w życie w połowie bieżącego roku. A co do tego czasu? Zgodnie z sugestią oficera dyżurnego, pani Ania postanowiła nie zgłaszać sprawy. Przecież sms-ów jest teraz mniej i trochę się już do nich przyzwyczaiła.
 
Magdalena Dydo