W województwie śląskim wydano dotąd ponad 20 tys. licencji pracownika ochrony fizycznej. Ich właściciele zatrudnieni są m.in. w 140 firmach, które dysponują orężem w postaci ponad 1,2 tys. jednostek broni palnej. Zgodnie z przepisami, każdy ochroniarz musi umieć posługiwać się bronią palną. Odchodząc z pracy w agencji, staje się więc łakomym kąskiem dla zorganizowanych grup przestępczych. Przy mokrej robocie wolno myślący „mięśniak z klamką” zawsze się przyda.
 
W niedalekiej przeszłości, gdy znaczna część polskiej młodzieży odbywała zasadniczą służbę wojskową, grupy przestępcze nie miały dużych problemów z rekrutacją narybku potrafiącego obsługiwać broń palną. Sytuacja zmieniła się wraz z uzawodowieniem armii. Dziś jednym z nielicznych miejsc, w którym młody człowiek może oficjalnie doskonalić umiejętności strzeleckie jest agencja ochrony mienia i osób.
 
Arsenał na wyposażeniu pracodawcy
 
Skalę problemu ilustrują statystyki. W ciągu ostatnich 10 lat komendant wojewódzki policji w Katowicach wydał ponad 21 tys. licencji pracownika ochrony fizycznej. Podczas kursu przygotowawczego kandydat na ochroniarza doskonali swoją sprawność w zakresie stosowania tzw. środków przymusu bezpośredniego, czyli m.in. chwytów obezwładniających, kajdanków, pałek, psów obronnych, paralizatorów elektrycznych i ręcznych miotaczy gazu. Odbywa też zajęcia z bronią palną, które kończą się egzaminem.
 
Obecnie w województwie śląskim zarejestrowanych jest łącznie 140 firm, które posiadają pozwolenie na tzw. broń obiektową. Jest w tej liczbie 120 firm działających w oparciu o koncesje wydane przez MSWiA oraz 20 jednostek ochrony wewnętrznej różnych instytucji. Te ostatnie funkcjonują na podstawie decyzji komendanta wojewódzkiego policji. Zgodnie z przepisami, ochroniarz nie dysponuje indywidualną bronią osobistą, lecz musi korzystać z arsenału będącego na wyposażeniu pracodawcy. Śląskie agencje posiadają łącznie 1236 jednostek broni ręcznej, tj. w przybliżeniu tyle, ile ma na tzw. stanie pułk wojska.
 
Jak poinformowano nas w Wydziale Postępowań Administracyjnych KWP w Katowicach, Bielsko-Biała jest siedzibą ośmiu agencji z pozwoleniem na broń palną, które mają 224 jednostek broni, w tym broń maszynową, gładkolufową i gazową. Komenda wojewódzka nie dysponuje precyzyjnymi statystykami dotyczącymi aktualnej liczby ochroniarzy pracujących w naszym mieście. Trudność polega na tym, że niektóre instytucje korzystają z usług agencji zarejestrowanych w innych miejscowościach, a część pracowników jest zatrudniona w kilku agencjach ze względu na stosunkowo niskie wynagrodzenia w tej branży.
 
Łakomy kąsek dla gangów
 
Wiadomo natomiast, że bielskich ochroniarzy jest coraz mniej, gdyż obecnie więcej się licencji zabiera niż wydaje. Np. w ub.r. komendant wojewódzki zezwolił 82 osobom na pracę w ochronie, ale jednocześnie anulował 91 wcześniejszych decyzji o wydaniu licencji. Personel agencji ochrony obowiązują restrykcyjne przepisy. Wystarczy, że po służbie zostaną zatrzymani przez policję za jazdę w stanie nietrzeźwym i licencja jest zawieszana. Odzyskanie uprawnień jest możliwe po uprawomocnieniu się wyroku uniewinniającego.
 
 - Obecnie czterech moich pracowników ma zawieszone licencje - opowiada współwłaściciel bielskiej spółki „S”. - Sprawa jednego z nich, który odpowiada za pobicie, ciągnie się już piąty rok. W naszej agencji nie ma w ogóle broni palnej. Ochraniamy lokale gastronomiczne, a do dyskoteki nie wolno wnosić broni.
 
Pracownicy, wobec których wszczęto postępowanie karne o przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu i mieniu są zwalniani z agencji lub przenoszeni na stanowiska pomocnicze, gdzie tracą na zarobkach. Niezadowoleni stają się wówczas łakomym kąskiem dla lokalnych grup przestępczych, które wykorzystują ich przeszkolenie w zakresie stosowania środków przymusu bezpośredniego oraz obsługi broni palnej.
 
Ale prezes spółki „S” bagatelizuje problem. - Mięśniak z klamką nie jest dla praworządności tak groźny, jak były pracownik zabezpieczenia technicznego agencji, który po przejściu „na drugą stronę” wykorzystuje wiedzę na temat zabezpieczeń drzwi, zamków, instalacji alarmowych czy sejfów.
 
Pranie brudów w sądzie
 
Bielska firma „K” wykonuje usługi przewożenia pieniędzy i inkasa. Z tego tytułu posiada na wyposażeniu broń palną, lecz pracownik oddelegowany do kontaktów z mediami odmawia odpowiedzi na pytanie o wielkość zakładowego arsenału. Podkreśla, że w ostatnich latach zaledwie kilku pracowników spółki utraciło licencję.
 
 - Zatrudniamy najlepszych z najlepszych - zachwala nasz rozmówca. - Jeśli ktoś chce nauczyć się sprawnie obsługiwać broń, to nie musi pracować w agencji. Są strzelnice, na których można doskonalić umiejętności strzeleckie, nie posiadając stosownych uprawnień.
 
W przyszłym tygodniu na ławie oskarżonych w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej zasiądą trzej faktyczni współwłaściciele jednej z bielskich agencji ochrony, którym zarzucono podżeganie do pobicia konkurenta przy pomocy kijów bejsbolowych. Pobicie to miało w konsekwencji skutkować powstaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a nawet śmiercią ofiary (o tej sprawie pisaliśmy w artykule Było zlecenie: zatłuc gnoja!).
 
W każdym środowisku bywają ludzie zepsuci, bezwzględnie dążący do realizacji celów niekiedy sprzecznych z prawem. Działalność takich osób jest jednak groźniejsza dla społeczeństwa, jeśli zostały one specjalnie wyszkolone i nadzwyczajnie wyposażone. Podczas tego procesu prane będą brudy, których zazwyczaj nie wynosi się z miejsca pracy. Na sali sądowej nikt nie powinien się więc nudzić.
 
Robert Kowal