Ponad dwustu byłych pracowników Befamy w stanie likwidacji nie otrzymało nadal wypłat za 2008 rok i nie wiadomo kiedy to nastąpi. Jedni biernie czekają na zaległe pobory, a inni postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Wykupili znak towarowy firmy oraz myśl techniczną i założyli... nową Befamę. Czy mała spółka będąca spadkobiercą przedsiębiorstwa zatrudniającego w przeszłości nawet 5 tys. osób pomoże Feniksowi odrodzić się z popiołów?
 
Swego czasu BEFAMA była dumą miasta. Zatrudniała prawie 5 tys. osób i współpracowała z wieloma kontrahentami zagranicznymi. Niestety, w pewnym momencie firma zaczęła mieć problemy finansowe. W 1995 roku przedsiębiorstwo państwowe Bielska Fabryka Maszyn Włókienniczych w Bielsku-Białej zostało przekształcone w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, a po czterech latach większościowy pakiet akcji otrzymał NFI ”Piast”. 25-procentowy pakiet pozostał jednak własnością Skarbu Państwa.
 
„Spółka kilka lat z rzędu ponosiła stratę, uzyskując ujemne wyniki na swojej podstawowej działalności” - czytamy w piśmie ministra skarbu Aleksandra Grada, który był odpowiedzią na zapytanie posłanki Bożeny Kotkowskiej. Dlatego w lipcu 2001 r. NFI „Piast” sprzedał swoje akcje firmie z Katowic. Potem Befama toczyła się po równi pochyłej, aby w 2004 roku upaść. Na jej miejsce powstała spółka z o.o. o nazwie „Zakład Produkcyjny Befama”, która ogłosiła upadłość w marcu 2009 roku.
 
Nie wypłacono 775 tys. zł
 
Osoby zatrudnione w ZP Befama do dzisiaj nie odzyskały pieniędzy z tytułu niewypłaconych pensji, nie wspominając o nieodprowadzonych składkach ZUS.Rozmawialiśmy z kilkoma wierzycielami. Dług firmy wobec jej b. pracowników wynosi łącznie ponad 775 tys. zł. Tadeusz Byrt (nazwisko zmienione) nadal nie otrzymał ponad 7 tys. zł. Na podobną kwotę wciąż czeka Zofia Czyż (nazwisko zmienione).
 
 - Od sierpnia 2008 roku przestano wypłacać nam wynagrodzenie. Przez kolejne pół roku pracowaliśmy więc za darmo. Kiedy przyszliśmy do pracy w styczniu 2009 r., zastaliśmy zamknięte drzwi - opowiada pan Tadeusz. Wtedy rozpoczęła się walka o należne wynagrodzenia. Po interwencjach Państwowej Inspekcji Pracy i wyznaczeniu syndyka masy upadłościowej, do dziś udało się odzyskać wypłaty za 2009 rok . Natomiast wciąż nie wypłacono 73 proc. wynagrodzeń za rok 2008.
 
Obecnie pojawił się problem z dalszą wypłatą zaległych pensji, gdyż część majątku firmy została już wyprzedana, a kolejne przetargi nie powiodły się z powodu braku ofert. Z pisma Ministerstwa Sprawiedliwości w tej sprawie dowiedzieliśmy się, że syndyk zastał „przedsiębiorstwo w całkowitym rozkładzie organizacyjnym”. Zadłużenie upadłej Befamy wynosiło ponad 12 mln zł, a majątek masy upadłościowej oszacowano na 2,6 mln zł. Dlatego syndyk musiał wystąpić do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych o pożyczkę na wypłatę zaległych wynagrodzeń. Właśnie dzięki niej zapłacono pracownikom zaległości za 2009 rok.
 
Czekają na całkowity upadek
 
Do spieniężenia pozostał jeszcze majątek o wartości ok. 1,2 mln zł. Jego sprzedaż ma pozwolić m.in. na dalsze wypłaty zaległych pensji. Kluczowe dla tej sprawy jest rozpatrzenie przez Wojewodę Śląskiego wniosku syndyka o stwierdzenie nabycia prawa wieczystego użytkowania działki w Lipniku. Uzyskanie tego prawa w stosunku do połowy wspomnianego gruntu, a następnie jego sprzedaż, prawdopodobnie pozwoliłaby na spłatę pozostałych wierzytelności oraz zakończenie postępowania upadłościowego, które - zgodnie z informacjami pochodzącymi z wydziału gospodarczego Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej - powinno nastąpić pod koniec pierwszego kwartału br.
 
Byli pracownicy Befamy czekają na ten moment z niecierpliwością i nadzieją, że pieniądze trafią do nich, a nie do „większych” wierzycieli. Nie ukrywają rozgoryczenia. - Główne założenie NFI było takie, że inwestorzy strategiczni mieli ratować firmę. Natomiast tutaj w okresie dwóch lat firma została doprowadzona do upadku. Wtedy była to spółka z udziałem Skarbu Państwa, więc gdzie był nadzór państwowy? - pyta Byrt.
 
Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w piśmie ministra skarbu państwa, Aleksandra Grada. Szef resortu odpowiedzialnego za Befamę podkreśla, że ówczesne przepisy prawa nie wyposażały ministra skarbu w szczególne instrumenty nadzoru nad spółkami z Programu NFI. Skarb Państwa, będąc jednym z mniejszościowych akcjonariuszy, nie miał prawa wpływać na decyzje dotyczące wyboru inwestora ani na warunki zawieranych przez nie umów sprzedaży.
 
Befama - reaktywacja
 
Upadłość Befamy była dramatem dla wielu bielskich rodzin. Nasi rozmówcy z nostalgią wspominają najlepsze lata przedsiębiorstwa, które przez 160 lat dawało bielszczanom pracę. Okazuje się jednak, że firma o tej nazwie jest znów obecna na rynku. Grupa byłych pracowników Befamy wygrała przetarg, dzięki czemu wykupiła znak towarowy oraz myśl techniczną swojego dawnego miejsca pracy i założyła firmę pod nazwą Befama sp. z o.o. 
 
 - Chcemy zachować dokładnie taki sam profil, jak stara Befama - powiedział nam Marek Janoszek, kierownik działu handlu w likwidowanej firmie. Przyznaje, że łatwo na pewno nie będzie, choćby z powodu braku maszyn. Ma jednak nadzieję, że razem z pozostałymi współwłaścicielami uda się przywrócić nazwie BEFAMA dawną chwałę. Niewykluczone, że w przyszłości miejsce pracy znajdą u nich byli współpracownicy. - Pierwsze zapytania od potencjalnych kontrahentów już mamy, więc perspektywy są.
 
Marek Janoszek jest w gronie szczęśliwców, którym były pracodawca nie jest winien znacznych kwot, gdyż zwolnił się jeszcze przed ogłoszeniem upadłości. W ZP Befama pracował pięć lat, czyli znacznie krócej niż prezes obecnej Befamy sp. z o.o., Czesław Krupa - były konsultant działu konstrukcyjnego. Pan Czesław pamięta moment prywatyzowania firmy, lecz na ten temat - podobnie jak wszyscy byli pracownicy - wypowiada się bardzo ostrożnie. Przyznaje, że firma miała pewne problemy finansowe, ale oddanie jej NFI było wyrazem ówczesnej tendencji do prywatyzacji. Zamiast o przeszłości, woli jednak mówić o przyszłości i myśli o niej z nadzieją.
 
Magdalena Dydo