Bielski zespół Akurat jest jedną z popularniejszych formacji sceny alternatywnej w Polsce. Funkcjonuje od 1994 roku, ale dopiero po czterech latach zagrał pierwszy poważny koncert na Przystanku Woodstock. Jego muzyka zawiera elementy takich nurtów, jak punk, reggae, ska i rock. Grupa nagrała dotąd pięć albumów.
 
Rozmowa z jednym z liderów bielskiej grupy muzycznej Akurat, Wojciechem Żółtym
 
Jak scharakteryzowałbyś publiczność zespołu Akurat? Kto Was najchętniej słucha?
 
 - Kiedyś wyglądało to tak, że słuchała nas głównie społeczność studencka. To była przeważająca część miłośników naszej muzyki. Ta młodzież dojrzała i ma kilkanaście lat więcej. Doszły też osoby, które są bywalcami imprez typu „dni miast”. Jest to teraz publiczność bardziej „masowa”. Nie świadczy to o tym, że nasza publiczność straciła swój wcześniejszy charakter. Po prostu nasza popularność wzrosła.
 
Koledzy Nohavicy
 
Po odejściu waszego wokalisty, Tomka Kłaptocza, wielu krytyków twierdziło, że bez niego obniżycie loty. Dwoma ostatnimi płytami chyba zamknęliście im usta…
 
 - Szczególnie „Człowiek” - ostatnia nasza płyta - wypadła bardzo dobrze. Po prostu robimy to, co lubimy. Z Tomkiem rozstaliśmy się, bo taka była naturalna kolej rzeczy. Myślę, że się rozwijamy i to jest najważniejsze.
 
Często koncertujecie w Czechach i na Słowacji. Na Waszej ostatniej płycie znalazł się także utwór czeskiego barda, Jaromira Nohavicy - „Danse Macabre”. Skąd ta fascynacja naszymi południowymi sąsiadami?
 
 - Myślę, że zamiłowaniem nazwać tego nie można, nie mitologizujmy tego za bardzo. Jeśli chodzi o Nohavicę, to kiedyś pojawił się projekt nagrania jego piosenek przez polskich artystów. Dostaliśmy propozycję dołączenia się do tej akcji. Niestety, płyta nigdy nie została wydana. Opracowany utwór jednak nam pozostał i uznaliśmy, że włączymy go do naszego ostatniego albumu. Przy okazji mieliśmy sposobność poznać tego znakomitego artystę. Jaromir umieścił link do naszej piosenki na swojej stronie internetowej, więc chyba mu się podoba. Gdy gramy ten kawałek w Czechach, to śpiewamy w ich języku. Generalnie bardzo dobrze nam się koncertuje u naszych południowych sąsiadów. Czesi bardzo fajnie bawią się przy tym rodzaju muzyki, jaki prezentujemy.
 
Urzędnicy kupują sprawdzone marki
 
Potraficie utrzymać się z grania koncertów?
 
 - W naszym polskim „paszołbiznesie” - jak zwykł mawiać niegdyś Czesław Niemen - koniunktura koncertowa troszeczkę przygasła. Bessa w gospodarce dotknęła z opóźnieniem także branżę koncertową. Mamy teraz nieco chudszy okres, no i czasami za pracą trzeba się porozglądać, by móc spokojnie robić to, co się lubi.
 
W którymś z wywiadów z Piotrem Wróblem wyczytałem, że jesteście niezadowoleni z tego, że Waszych sukcesów nie dostrzega bielski samorząd. Skąd te chłodne relacje?
 
 - Jest jak jest. Wszyscy widzą, jak wygląda sytuacja. Przed laty w Bielsku-Białej odbywały się przeglądy zespołów rockowych „Rockosz”. Więcej było przeglądów dla młodych muzyków i okazji do rozwoju talentu. Teraz nie zauważam, aby jakieś inicjatywy wypływały ze strony miasta. Nasze władze nie są zainteresowane rozwojem rodzimych artystów, a „kupują” sprawdzone marki, jak Maryla Rodowicz czy Doda. Ściąganie takich gwiazd jest zawsze bezpieczne i nikomu nie można nic zarzucić, bo przecież są to popularni artyści. Nowe zespoły z Bielska-Białej mają ciężki start. Czasami takim kapelom trzeba dofinansować np. druk plakatów lub nagranie płyty. Środki w budżecie miasta należy podzielić tak, by dopomóc w rozwoju lokalnej kultury i szeroko rozumianej muzyki rockowej.
 
Myśleliście o napisaniu piosenki o naszym mieście albo wtrącenie jakiegoś lokalnego akcentu do swoich tekstów, jak to zrobiła grupa Psio Crew?
 
 - Jeżeli zrodzi się taka naturalna myśl, to pewnie napiszemy. Szczerze mówiąc, nie mam aktualnie potrzeby manifestacji tego, że żyję w tym miejscu Polski, wśród gór i lasów. Inne miejsca w kraju też są piękne.
 
Odklikiwanie poezji
 
Jak wygląda w Twoim przypadku proces twórczy? Skąd czerpiesz inspiracje?
 
 - Inspiracją może być cokolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek. Czasami nawet fragment związku frazeologicznego czy jedno dobrze brzmiące słowo może być impulsem do napisania tekstu piosenki. Jest to też często myśl zalegająca gdzieś z „tyłu głowy”, która nie daje spokoju i wokół tej myśli buduje się kolejne słowa. Niekiedy trzeba się z taką myślą „przespać”, a zdarza się też, że tekst rodzi się dosłownie w kilkanaście minut.
 
Sięgniecie jeszcze do twórczości Juliana Tuwima, jak to miało miejsce w przypadku utworu „Do prostego człowieka”? To ciekawa forma popularyzacji poezji.
 
 - Poezja w dobie internetu jest do „odkliknięcia” niemal dla każdego, więc nie ma większych problemów z dostępem do niej. My jako zespół w Tuwimie nigdy specjalnie się nie rozkochiwaliśmy. Choć dla mnie jest to mistrz słowa. Wiesz, kto jest autorem słów do piosenki pt „Miłość ci wszystko wybaczy”? Warto sprawdzić. Mieliśmy też teksty Kazimierza Wierzyńskiego czy Nohavicy. Na każdej naszej płycie pojawia się taki „rodzynek” z tekstem innego autora. Na najnowszej, zatytułowanej „Człowiek”, jest wiersz Rilkego.
 
Jakie plany na przyszłość?
 
 - Na marzec planujemy trasę wiosenną po klubach. Poza tym musimy przysiąść i zabrać się za robienie nowego materiału na szóstą płytę.
 
Dziękuję za rozmowę.
 
Rozmawiał: Paweł Hetnał
 
xxx
 
Swój pierwszy album (Pomarańcza) wydali w 2001 roku. Ich najsilniejszą stroną są niebanalne teksty. Koncertowali m.in. w Czechach, Słowacji, Szkocji, Niemczech, Norwegii i Danii. Obecnie w zespole występują: Piotr Wróbel i Wojciech „Yellow” Żółty (wokale, gitary), Przemysław „Pastuch” Zwias (saksofon, flet), Ireneusz Wojnar (bas) oraz Krzysztof „Flipper” Krupa (perkusja).