Siatkarka zmienną jest
Podobnie jak w latach ubiegłych, także w tym roku drużyna BKS Aluprof walczy o najwyższe laury. Kierownictwo klubu postawiło przed siatkarkami i ich szkoleniowcem kilka celów. Międzynarodowy został już osiągnięty - awans do „12” najlepszych klubowych zespołów siatkarskich w Europie. Teraz trzeba zdobyć medal mistrzostw kraju oraz znaleźć się w finale rozgrywek o Pucharu Polski. Tymczasem na parkiecie w hali pod Dębowcem o sukcesy jest najtrudniej.
Sekcja piłki siatkowej kobiet powstała w BKS Stal w 1951r., lecz dopiero po ćwierćwieczu bialskim siatkarkom udało się awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej. Pierwszy duży triumf zespół odniósł w roku 1955, gdy zdobył Puchar Polski (wtedy Puchar GKKF). W turnieju finałowym drużyna z Bielska-Białej pokonała wówczas Spartę Przeworsk, Budowlanych Wrocław, AZS Gdańsk i Stal Grudziądz. Od tamtej pory siatkarki BKS zwyciężały w tych rozgrywkach jeszcze siedem razy, a dziesięciokrotnie występowały w finałach Pucharu Polski. Osiem razy zdobyły mistrzostwo kraju i dwukrotnie Superpuchar Polski.
Mogą wygrać z każdym
Kierownictwo klubu obiecuje, że także w tym roku drużyna BKS Aluprof będzie walczyła o najwyższe laury. Trudno jednak wymagać od siatkarek, aby grając co kilka dni, w każdym meczu wykorzystywały wszystkie swoje możliwości. Tym bardziej, że obecnie bialanki występują zarówno na parkietach krajowych, jak i zagranicznych. Trener Grzegorz Wagner jest przekonany, że kierownictwo drużyny walczącej na kilku frontach powinno zdefiniować priorytety. Dla bielskiego szkoleniowca najważniejsza jest dziś Liga Mistrzyń. Aby przejść do kolejnej rundy tych rozgrywek, w meczu z VakifGunesTTelekom Istanbuł cały zespół musi zagrać na co najmniej 80 proc. swoich możliwości.
- W Europie jest sporo klubów bogatszych i lepiej zorganizowanych niż BKS. Ale w żeńskiej siatkówce możliwy jest każdy wynik. Jeśli będziemy walczyć, to możemy wygrać z każdym - deklaruje szkoleniowiec.
Po meczu z Rabitą w Baku, gdzie bialanki zostały zdeprymowane fanatycznym dopingiem w większości męskiej publiczności, nasze siatkarki nie powinny już obawiać się szowinizmu na widowni w Turcji. - Tendencyjne decyzje sędziów są coraz rzadszym zjawiskiem, a pomyłki będą zawsze. Trener uchyla się od odpowiedzi na pytanie o szanse udziału bialanek w tegorocznym turnieju Final Four. - Szanse są. Oceniam je na... 25 proc. - żartuje Wagner.
Mogą przegrać z każdym?
Na naszą prośbę trener tłumaczy kulisy największego - obok sobotniej porażki z wrocławską Gwardią - szoku tego sezonu: przegranego meczu z Ponarem w Białymstoku, dokąd jego drużyna jechała w roli faworyta. - Myślę, że w zespole nastąpiło rozprężenie po historycznym awansie do rundy play-off w Lidze Mistrzyń. Dziewczyny żyły ostatnio ciągle na walizkach, w napięciu.
Wagner nie ukrywa też, że drużyna zlekceważyła rywala. Jechała do Białegostoku z przekonaniem, że wygra mecz zanim wyjdzie na parkiet. Tymczasem ich porażka była wypadkową gorszej niż zwykle gry w kilku elementach siatkarskiego rzemiosła. Szkoleniowiec przekonuje, że białostocka przygodę traktować trzeba jak wypadek przy pracy. Pytany o przyczyny sobotniej porażki z wrocławską Gwardią mówi: - Trudno powiedzieć. Na dzień dzisiejszy nie mam racjonalnej odpowiedzi. Muszę porozmawiać z dziewczynami co one o tym wszystkim myślą.
Niedawna porażka Muszynianki z Treflem w Sopocie była kolejnym dowodem na to, że w tym sezonie polska liga jest bardzo wyrównana. Wszystkie zespoły - poza Sandeco EC Wybrzeże TPS Rumia - wzmocniły się kadrowo i do końca rozgrywek prawdopodobnie będziemy świadkami niejednej niespodzianki. Tymczasem bialanki grają w osłabieniu. Trener dysponuje tylko dziesięcioma zawodniczkami. Brakuje dwóch, w tym jednej o podstawowym znaczeniu na parkiecie.
Ważna jest motywacja
- Przed sezonem nasz zespół zasiliły młode siatkarki. Nie są one jeszcze w stanie w pełni zastąpić tych, które odeszły, ale w kolejnym sezonie wraz z doświadczeniem staną się filarami drużyny. Ze względów finansowych nie mogliśmy sobie teraz pozwolić na duże wzmocnienia.
Ale na parkiecie równie ważna jak sprawy finansowe jest motywacja sportowa. Do meczu o Superpuchar bialanki przystąpiły tuż po powrocie z ciężkiego spotkania w Lidze Mistrzyń. Trener potrafił zmobilizować je do wielkiego wysiłku, aby sięgnąć po trofeum, które wcześniej BKS zdobył tylko raz.
Grzegorz Wagner nie wątpi w końcowy sukces swego zespołu. Zatrudniając go, kierownictwo klubu postawiło przed drużyną siatkarek kilka ważnych celów. Międzynarodowy został już osiągnięty - awans do „12” najlepszych klubowych zespołów siatkarskich w Europie. Teraz trzeba zdobyć medal mistrzostw kraju oraz znaleźć się w finale rozgrywek o Pucharu Polski.
Trzon drużyny jest stabilny. Im dłużej zespół gra w tym samym składzie, tym pewniej czuje się na parkiecie. Dlatego trener chciałby zatrzymać w klubie Annę Werblińską, której w tym roku kończy się kontrakt z BKS.
Bielski szkoleniowiec polemizuje z poglądem jakoby BKS potrzebne są wzmocnienia zawodniczkami zagranicznymi. Argumentuje, że w aktualnej drużynie mistrzyń Polski występują siatkarki doświadczone w rozgrywkach Grand Prix i o mistrzostwo Europy. Niektóre rozegrały ponad 200 meczów w reprezentacji Polski. To błędne przekonanie o wyższości zaciągu międzynarodowego odbija się na aktualnej postawie zespołu Trefla Sopot, który niedawno przegrał z BKS do zera. Kierownictwo tego klubu wydało poważne kwoty na gwiazdy krajowe i zagraniczne. Tymczasem o wynikach na parkiecie decyduje postawa całego zespołu.
Wyprowadzka spod Dębowca
- Troszkę zazdroszczę Treflowi stabilności finansowej - przyznaje Wagner. - Jako podatnik uważam jednak, że spółka skarbu państwa nie powinna wydawać naszych pieniędzy na kaprysy rzekomych gwiazd. Czy to moralne, gdy klub za pieniądze wykupuje możliwość gry w lidze kosztem biedniejszego zespołu?
Zdaniem Grzegorza Wagnera, najsilniejszymi składami w polskiej lidze dysponują obecnie Muszynianka i BKS Aluprof. Nikt jednak na ma papierów na wygrywanie i w długim sezonie mogą zdarzać się różne niespodzianki. Trener przestrzega przed lekceważeniem zespołów z Dąbrowy Górniczej i Łodzi, które po ustabilizowaniu formy będą mogły pokonać każdego rywala. - Złoty medal mistrzostw Polski można zdobyć nawet z ósmego miejsca w lidze. Najważniejsza jest faza play-off.
Aby przybliżyć sukces na parkiecie, niezbędny jest żywiołowy doping własnej publiczności. Z umowy z BBOSiR wynika, że spotkanie ze Scavolini Pesaro było ostatnimi zawodami z udziałem siatkarek BKS na parkiecie pod Dębowcem. Trener cieszy się z tej przeprowadzki, gdyż uważa, że nowa hala - wybudowana w istocie jako wystawiennicza - nie jest dobrym miejscem na widowisko sportowe. Jego zdaniem, odpowiedni klimat zapewnia tylko stara hala przy ul. Rychlińskiego.
Robert Kowal
Artykuł wyświetlono 2208 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 6
Andrzej
Jedna uwaga do pierwszego wpisu. Pierwsze wielkie sukcesy siatkarek BKS-u w połowie lat osiemdziesiątych oglądaliśmy w niewielkiej hali przy ulicy Leszczyńskiej. Tak więc obecna hala nie była od 50 lat świadkiem historycznych momentów naszego klubu. Ale to tylko tak gwoli ścisłości. Z całą resztą wpisu się zgadzam
100% BB
Licza sie umiejętności i forma sportowa, a nie jeden czy drugi obiekt sportowy czy atmosfera na meczach! Hala BKS-u od ponad 50 lat była "świadkiem" różnych wielkich i historycznych momentów, ale także i tych złych niedobrych i kompromitujących tą sekcje i ten klub jak to było w sobotę! Nie obiekt jest odpowiedzialny za wyniki czy ten cały doping, ale prezesi klubu, sztab trenerski oraz zawodniczki!!!!!Natomiast jeszcze raz powtarzam, za chwile z furtki podobnej do Sopotu, ze mamy kasę, może skorzystac inny klub który ma kasę i nie ważne w której będzie lidze, ale bez sporotwych awansów może wykupic miejsce w ekstraklasie jak to zrobili działacze z Sopotu, kosztem innego klubu. Awas uzyskuje sie tylko poprzez zajecie odpowiedniego miejsca premiowanego awansem do wyższej klasy rozgrywkowej w przypadku siatkówki kobiet Sopot miał 2 szanse aby awansować o obie te szanse zmarnował! Tak wiec awans się im na ten rok nie należał!!! Gdyby PZPS chciał to w tym roku ekstraklasa miałaby 9 zespołow a 1 liga 12! Skoro Piła nie dawała sobie rady z uzyskaniem licencji. Chociaz jak widzę "biedna" Piła po 13 kolejkach jest na czele 1 ligi. Czyli co za pieniądze Sopotu powrót do ekstraklasy, cwanictwo i kombinatorzy z kasą PGE!
xcz
Akurat z jednym się zgadzam: ta hala, to hala wystawiennicza a nie sportowa.
mr
W sporcie zawodowym liczy sie kasa.Piła kasy nie miała i dlatego w lidze gra Trefl.trener Wagner jest zawodowcem i powinien wiedziec że przy kasie sentymentów nie ma.inna sprawa ze w żeńskiej siatkowce kiepsko sprawdzaja sie zasady znane trenerowi z czasów gdy pracował z facetami.dlatego dwie kompromitujace porazki z rzędu
bb:)
"Czy to moralne, gdy klub za pieniądze wykupuje możliwość gry w lidze"?"Nikt jednak na ma papierów na wygrywanie"?
"Trener przestrzega przed lekceważeniem zespołów z Dąbrowy Górniczej i Łodzi, które po ustabilizowaniu formy będą mogły pokonać każdego rywala."
"Ale w żeńskiej siatkówce możliwy jest każdy wynik. Jeśli będziemy walczyć, to możemy wygrać z każdym"
ALE O CO CHODZI ????????????????????????????
jakubo
To nie odpowiada, Hala się nie podoba - wiadomo, że złej baletnicy to i rąbek spódnicy przeszkadza...

Klauzula informacyjna ›