Bielska wyprawa do wnętrza Ziemi
Niektóre ciągną się grubo ponad sto metrów pionowo w dół i mają zaledwie kilkadziesiąt centymetrów średnicy. Inne po dwóch metrach wąskiego przesmyku zamieniają się w olbrzymie podziemne sale, których nie sposób ogarnąć światłem latarki i mają wiele różnych korytarzy. Bielscy taternicy jaskiniowi widzieli już wiele jaskiń, a za kilka miesięcy pojadą odkrywać podziemne groty Albanii, do których do dziś nikt nie dotarł!
Klub Taternictwa Jaskiniowego Speleoklub Bielsko-Biała istnieje od ponad 40 lat. Obecnie zrzesza ok. 100 osób w różnym wieku i o różnym statusie społecznym, w tym znane bielskie nazwiska. Członkowie klubu organizują liczne wyprawy turystyczne i odkrywcze. Jedna z nich ma się odbyć w sierpniu. Kilkoro „jaskiniowców” zamierza eksplorować część masywu w górach północnej Albanii zwanych Prokletije. Leżą one na granicy Czarnogóry, Kosowa i Albanii. Nasz portal objął patronat medialny nad tą wyprawą.
Bielscy odkrywcy
- Byłem w tym rejonie w zeszłym roku. Odkryliśmy wtedy grotę, którą nazwaliśmy Jaskinią Nadziei. Nie udało nam się jej dokładnie zbadać, gdyż okazała się bardzo głęboka, a nam zabrakło czasu i sprzętu - wyjaśnia Tomasz Stryczek z bielskiego Speleoklubu. Opowiada, jak razem z kolegą znaleźli otwór w skale. Następnie kolega wszedł przez niewielką szczelinę do środka, gdzie natknął się na coś w rodzaju studni. Aby zbadać jej głębokość, wrzucił do środka kamień. Dźwięk uderzenia o podłoże usłyszał po jakichś 10 sekundach. Tomek asekurowany przez kolegę, zaczął schodzić po linie. Miała 86 metrów, lecz okazała się stanowczo za krótka. Obaj musieli się wycofać, ale obiecali sobie, że wrócą na to miejsce z lepszym sprzętem.
Podczas sierpniowej wyprawy Tomek i jego ekipa mają zamiar dokonać eksploracji odkrytej wtedy jaskini. W tym celu zabiorą ze sobą specjalistyczny sprzęt i długie liny. Bielszczanie zamierzają także odkryć nowe podziemne korytarze.
- Wysłaliśmy już papiery do odpowiedniego albańskiego ministerstwa, aby otrzymać zgodę na eksplorację. Żadna inna zagraniczna ekipa nie działała jeszcze na tym terenie - tłumaczy Stryczek. Przed wyjazdem nie planują specjalnego treningu fizycznego. Wszyscy są czynnymi taternikami jaskiniowymi i ćwiczą na bieżąco. Więcej zachodu wymaga załatwienie różnych zezwoleń czy szukanie sponsorów, którzy pokryliby koszty dość drogiego sprzętu.
Jakub Krajewski, sekretarz klubu: - Jeśli okaże się, że odkryjemy jakąś ogromną jaskinię i nie uda nam się jej zbadać podczas tej wyprawy, będziemy wielokrotnie wracali do Albanii przez kilka najbliższych lat.
Piękne, ale niebezpieczne
Stryczek tłumaczy, że na całym świecie jest wiele rejonów krasowych. Wybierając się w nie jest szansa, że odkryje się jakieś nowe, duże jaskinie. Tym razem bielszczanie wybrali akurat Albanię, ale najbliższa ich wyprawa będzie znacznie krótsza. Celem ekipy jest jaskinia w... Straconce! Jak na Beskidy, jest dość duża - ma 130 m długości i 16 m głębokości (tyle wynosi różnica między otworem i najgłębszym miejscem jaskini). Nasi rozmówcy nie chcą mówić publicznie o jej lokalizacji, żeby nazajutrz nie zaroiło się w tym miejscu od nieodpowiedzialnych poszukiwaczy przygód.
Chodzenie po jaskiniach nie jest zajęciem szczególnie bezpiecznym i nawet wytrawnym „jaskiniowcom” zdarzają się śmiertelne wypadki. Statystycznie w Polsce zdarza się jeden wypadek rocznie. - W historii bielskiego klubu nie mieliśmy na szczęście ofiar śmiertelnych - opowiada Jerzy Ganszer, jeden z seniorów bielskiego Klubu Speleologicznego. Niektóre wyprawy bywają naprawdę trudne, ale nasi rozmówcy podkreślają, że siła fizyczna nie jest najważniejsza. - Liczy się technika i umiejętności, no i oczywiście wzajemne zaufanie poszczególnych członków zespołu - mówi Paweł Kasperkiewicz, prezes klubu.
Osoby uprawiające tę dyscyplinę nie mogą mieć klaustrofobii, gdyż szczeliny w ścianach bywają naprawdę wąskie, a czasem uczestnicy wyprawy przez trzy dni nocują w eksplorowanej przez siebie grocie. Żeby nie tracić czasu na wchodzenie i wychodzenie na powierzchnię, biwaki rozkładane są w tzw. salach w jaskini.
Pod ziemią na golasa
Taternicy jaskiniowi muszą mieć żelazną kondycję fizyczną i zdrowy kręgosłup. W jaskini panuje temperatura kilku stopni powyżej zera. Zdarza się, że trzeba się przeprawić przez podziemne jezioro. - Są wtedy dwa wyjścia - śmieje się Ganszer - Albo idziemy w ubraniu i potem w nim marzniemy, albo ściągamy wszystko, przechodzimy przez wodę na golasa i potem zakładamy suchutkie ubranie. Czasem da się przepłynąć pontonem.
Są dwa rodzaje przeszkód wodnych: syfony i półsyfony. Mówiąc bardzo obrazowo, wyglądają one dokładnie tak, jak urządzenie o tej samej nazwie w ubikacji. Syfony wypełnione są całkowicie wodą i można sforsować je tylko przez nurkowanie. Półsyfony natomiast pokonuje się z głową nad lustrem wody, ale z powrotem bywa rożnie. - W międzyczasie do środka może dostać się woda, np. opadowa, która zapełni syfon i odetnie drogę powrotną - tłumaczy Stryczek.
Niekiedy powrót uniemożliwia zawalisko. Jest to zjawisko potencjalnie niebezpieczne właśnie w Beskidach, gdyż nasze góry zbudowane są z dość „sypkiego” surowca. Wiele jaskiń, które można było zwiedzać jeszcze jakiś czas temu, już nie istnieje. - Kiedy pada deszcz, ziemia nasiąka wodą i jest mniej stabilna - podkreśla Kasperkiewicz.
Ekscytujące, bo nieznane
Ale niebezpieczeństwo wpisane w tę dyscyplinę dodaje jej smaczku. Jedni wolą wyprawy sportowo-turystyczne, kiedy chodzą po jaskiniach już odkrytych i opisanych. Podziwiają wtedy ich wnętrza: nacieki czy podziemne jeziora. - Są takie wielkie podziemne sale, że latarką nie jesteśmy w stanie ich oświetlić. Wydaje się, jakbyśmy znajdowali się w nocy na powierzchni - opowiada Kuba Krajewski.
Z kolei podczas wypraw eksploracyjnych najwspanialsze jest to, że nie wiadomo, co czeka na człowieka pod ziemią. - Zdarzają się jaskinie w formie studni, które biegną nawet kilkaset metrów w dół - mówi Tomek Stryczek. - Są takie, gdzie natrafiamy na wiele szczelin i korytarzy. Zdarza się też, że zjeżdżamy na linie trzy metry w dół i nagle znajdujemy się w wielkiej podziemnej komnacie.
Członkowie bielskiego klubu zachęcają do przyłączenia się do nich i wspólnego odkrywania uroków jaskiń. We wrześniu odbędzie się nowy kurs taternictwa jaskiniowego, który potrwa rok. W tym czasie adepci nauczą się poruszać na linach, wspinać na skałkach i zdobędą wiele innych umiejętności niezbędnych do chodzenia po najtrudniejszych jaskiniach świata.
Magdalena Dydo
Foto: Marcin Freindorf
Artykuł wyświetlono 3695 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 4
FrytkaPunk
Najdłuższa jaskinia w Bielsku biegnie pod ul. Stojałowskiego.
Tadas
Byłem w jaskini na Trzech Kopcach, po prostu super przeżycie.
P.
z tego co słyszałem, podobno w Bielsku jest nawet najdłuższa jaskinia w Polsce ;)

Klauzula informacyjna ›