Baśń o ludziach - robakach
Behemot paraduje po scenie w lateksowych stringach, kierownikowi literackiemu teatru obcina się głowę, a widownia zamiera z przerażenia. W tę sobotę w bielskim Teatrze Polskim odbyła się długo oczekiwana premiera przedstawienia pt. „Mistrz&Małgorzata story”.
"Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa jest jedną z najczęściej inscenizowanych powieści. Krążą wokół niej legendy. Każdy, kto po nią sięgnie, jest natychmiast poddawany surowej ocenie krytyków. Powieść rosyjskiego pisarza powstawała przez wiele lat. Autor dokonywał korekt i poprawiał utwór aż do swojej śmierci w 1940 roku.
Powieść w powieści
Gdy w 1967 roku powieść została po raz pierwszy opublikowana w miesięczniku "Moskwa", niektórzy uznali ją za bluźnierstwo ze względu na wątek o Jeszui. Również z powodów politycznych pierwsze wydania były ocenzurowane. Pełna wersja tego utworu została wydana w 1973 roku, a pierwsze polskie wydanie - w przekładzie Witolda Dąbrowskiego i Ireny Lewandowskiej - ukazało się w 1969.
W esemesowym skrócie fabuła "Mistrza i Małgorzaty” opiera się na trzech głównych wątkach: pobycie Szatana-Wolanda w Moskwie, który chce zorganizować wiosenny bal przy pełni księżyca, zakazanej miłości Mistrza, autora powieści o Poncjuszu Piłacie i Małgorzaty oraz spotkaniu Piłata z Jeszuą. Historie te przeplatają się ze sobą i łączą, tworząc nierozerwalną całość. Wątek Poncjusza Piłata jest powieścią w powieści. Książka Bułhakowa demaskuje zło totalitarnej Rosji i stała się jednym z najważniejszych dzieł w historii literatury.
Deski Teatru Polskiego gościły już Wolanda ze świtą. W 1998 roku w Bielsku-Białej wystawiono spektakl w reżyserii Andrzeja Marczewskiego, który wprowadził "Mistrza i Małgorzatę” na polskie sceny. W tej inscenizacji w rolę Mistrza wcielił się Kuba Abrahamowicz, a Wolanda i jednocześnie Piłata zagrał ówczesny dyrektor teatru, Henryk Talar. Przedstawienie stało się legendą, było wystawiane ponad sto razy.
Robert Talarczyk, reżyser i autora scenariusza "Mistrz&Małgorzata story” jeszcze przed sobotnią premierą zastrzegał, że nie ma zamiaru rywalizować z poprzednimi inscenizacjami. Dla niego powieść Bułhakowa jest jedynie elementem, a nawet bohaterem widowiska: - To przedstawienie nie będzie kolejną adaptacją "Mistrza i Małgorzaty”. Najlepszym na to dowodem jest tytuł i podtytuł sztuki, który brzmi „Bułhakow is dead”.
Program w technice 3D
Pisząc do Michała Urbana podczas pracy nad scenariuszem przedstawienia, Robert Talarczyk akcentował własną analizę współczesnej postaci zła: - Ja już wiem, o czym chcę opowiedzieć tę okrutną i przejmującą baśń (…). O ludziach-robakach i wielkiej miłości, na którą już nas nie stać, bo świat skarłowaciał. I że tylko szatan nas może wyzwolić (…). Musi przyjść wojna, żeby wywiał nam wiatr z oczu.
Reżyser dotrzymał słowa. Anglicyzmy w tytule i podtytule oraz awangardowy plakat zapowiadały nowatorskie podejście do powieści Michaiła Bułhakowa. Widzów, którzy przyszli na premierę od progu spotkała niespodzianka. Program spektaklu wydrukowano z fotografiami w technice 3D i dołączono do niego specjalne okulary. Na dodatek tytuły kolejnych rozdziałów programu zostały zaczerpnięte z nazw klawiszy komputerowych. Od samego początku było więc wiadomo, że będzie nowocześnie.
Oto zaczyna się przedstawienie. Siedzimy sobie mniej lub bardziej wygodnie w teatralnych fotelach, a na scenie ukazuje się widownia, która składa się ze zniszczonych, drewnianych krzeseł. W ten sposób zostaje zatarta przestrzeń sceniczna. Nie wiadomo kto gra, a kto jest widownią naprawdę. Taki zabieg sprawia, że widz czuje się bohaterem opowieści. Surowa scenografia Michała Urbana przypomina zgliszcza zawalonej, metalowej konstrukcji. Robi ogromne wrażenie i doskonale współgra z przesłaniem spektaklu.
Talarczyk najpierw robi z bułhakowskiego Mistrza bohatera o imieniu Iwan, który pisze scenariusze filmowe (w tym również do tandetnego serialu pt. "Mistrz i Małgorzata”), a potem posyła go na wojnę w Czeczenii. Główny bohater staje się żołnierzem, który pod mundurem nosi stary, zniszczony egzemplarz "Mistrza i Małgorzaty”. Tęsknią za nim rodzice, którzy już jednego syna stracili na wojnie i ukochana. Wątek historii Mistrza i Małgorzaty rozgrywa się równolegle do wątku Iwana. Tak, jak historia Jeszui i Piłata toczy się jednocześnie z innymi wątkami powieści Bułhakowa.
Świetna muzyka
Bohaterowie "Mistrz&Małgorzata story” żyją głównie kulturą popularną. Nie czytają książek, nie wierzą w Boga, nie słyszeli o Bułhakowie. Niektórzy z nich widzieli serial pt. "Mistrz i Małgorzata” i to tylko dlatego, że występuje w nim sławna celebrytka, Natasza, będącą ukochaną Iwana.
Historia Jeszui i Piłata jest u Talarczyka w zasadzie drugoplanowa. W przeciwieństwie do innych twórców, bielski reżyser nie czyni Piłata głównym bohaterem swojej opowieści. Najbardziej zaskakujące jest to, że Jeszua jest Czeczenem, torturowanym i zabitym przez oddział Iwana-Mistrza. Jego postać staje się więc uniwersalnym symbolem cierpienia i ofiary człowieka, niezależnie od wyznania i pochodzenia.
Spektakl zrobiono z wielkim rozmachem. Ogromne wrażenie robi muzyka, która została starannie dobrana ze współczesnych, rosyjskich utworów reprezentujących różne gatunki - od rocka począwszy, na balladach ludowych skończywszy. Oryginalne są również kostiumy autorstwa Michała Urbana: kot Behemot paraduje w lateksowym stroju rodem z Love Parade, a żołnierze Piłata wyglądający jak tajni agenci.
Bal w piekle przypomina teledysk w MTV. Tłumy postaci piętrzą się na scenie w histeryczno-erotycznym tańcu. Towarzyszy im gra świateł, wśród których dominuje kolor czerwony i biało-czarne projekcje emitowane na telebimie. Czerwień jest symbolem krwi i męczeństwa, ale także zła i komunizmu. Biel i czerń można odczytać jako kontrast dobra ze złem.
Czerwień bije po oczach
W pamięci widzów na pewno zostanie scena pobytu Wolanda w teatrze. Tutaj dzwonek ogłaszający koniec przerwy był prawdziwy. Realizmu dodał jej także fakt, że zagrał w tej scenie kierownik literacki Teatru Polskiego ubrany w błyszczący garnitur. Janusz Legoń jak zwykle mówił do widzów „Drodzy bielszczanie”, lecz nie powiedział wiele, gdyż siedząca na scenicznej widowni świta Wolanda obcięła mu głowę.
W innym fragmencie tej sceny niespodziewanie wkraczają terroryści, którzy strzelają do widowni. Niejednemu obserwatorowi widowiska serce zabiło wtedy szybciej. Jedna z siedzących obok mnie kobiet krzyknęła: "O Jezu!”. Tak, jakby w strachu chciała przywołać Boga, aby uratował ludzkość w świecie zdominowanym przez zło.
Widowisko w Teatrze Polskim gra na żywych emocjach odbiorcy: jest w nim strach, smutek, współczucie, ale także adrenalina i erotyzm. Książka Mistrza płonie naprawdę, a czerwień światła bije po oczach.
Twórcy spektaklu pytają: jak zmienił się świat od czasów Bułhakowa? Co by się stało, gdyby Woland ze swoją świtą pojawił się teraz wśród nas? W sztuce odnajdujemy wątek wojen, zamachu terrorystycznego w moskiewskim teatrze na Dubrowce i postać doktora Mengele. Okazuje się, że w ciągu tych 70 lat, które minęły od powstania powieści Bułhakowa, zło zbiera jeszcze większe żniwo.
Woland dla celebrytów
Talarczyk udowadnia, że żyjemy w świecie ateistycznym, laickim. Czujemy się panami swojego życia, którzy nie muszą bać się nieistniejącego Boga. Z tego wszystkiego korzysta uosobienie zła, Woland, który krzyczy: "Jestem w Waszych komputerach, telewizorach, literach Waszych głupich gazet!”. Znamy diabła z komiksów, filmów typu "Hellboy” czy bożonarodzeniowych jasełek. Wiemy, że ma różki i kopytka, ale często nie potrafimy utożsamiać go ze złem, które nas otacza.
"Mistrz&Małgorzata story” jest więc spektaklem wielowymiarowym dosłownie i metaforycznie. Historię ukazuje dobrze dobrany, różnorodny zespół aktorski. Obok znanych bielskim widzom Sławomira Miski (grającego Iwana-Mistrza), Kuby Abrahamowicza (Woland) czy Roberta Talarczyka (Piłat), gościnnie na scenie pojawili się m.in. znakomity Mateusz Znaniecki (Iwan Bezdomny) i Anna Iberszer (Natasza-Małgorzata). W przedstawieniu zadebiutował syn znanej aktorki Teatru Polskiego, Piotr Bułka. Wszyscy zagrali doskonale, tworząc wielowymiarowe widowisko. Zniechęca jedynie dykcja i barwa głosu Anny Iberszer, która być może w miarę zdobywania scenicznego doświadczenia pozbędzie się wyuczonej, aktorskiej maniery.
Z pewnością jest to przełomowa rola w karierze Sławomira Miski, który sprawdził się w roli Iwana i jednocześnie Mistrza. - Dla mnie szczególnie ważne są dwie sceny, które gram z Kubą Abrahamowiczem - mówi aktor. - W jednej z nich nawet nie mamy ze sobą kontaktu wzrokowego, ale ja wiem, że on za mną stoi. Abrahamowicz tym razem gra samego Wolanda, który w nowoczesnym wcieleniu może być dj-em i uczestnikiem imprezy dla celebrytów. Aktor swoją niezwykłą grą sprawił, że jest to jedna z najważniejszych postaci tego widowiska.
Agnieszka Pollak-Olszowska
Artykuł wyświetlono 5404 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 53
gargamel
mają dosyć...? i pewnie przypadkiem teatr dostał najwięcej nominacji do złotych masek? bo chyba Ci to, Klakierku, umknęło. oby przejął któryś teatr na śląsku, bo większość tam prezentuje żenujący poziom i potrzebuje pilnego ratunku. a do Bielska wtedy wróci mieszczańska farsowa sielanka. fuj, Klakierze, fuj...
Klakier
Wiesz dlaczego nie grają Rewizora,a dlatego ze Talarczyk to piekielnie zazdrosny gosc. Do Katowic juz dawno dotarły informacje jaki jest naprawdę.Oby nie potwierdzily się plotki,ze chce objac koleny teatr na Sląsku.W Bielsku mają go juz dosyć
borys
Fenomenalne przedstawienie. Wali po głowie kosmicznie. Idę jeszcze raz
absolwent
A ja widziałem spektakl i wybieram się ponownie. Przyjeżdżam specjalnie z Katowic! Przeczytałem kilka postów i nie wszystkie reakcje widzów rozumiem - z pewnościa nie jest to teatr takiej miary jak niektóre ze spektakli Jarzyny czy Warlikowskiego - widziałem wiele z ich przedstawień, oglądałem również wiele przedstawień kobiecej czołówki teatralnej Polski - Pani Olsten, Wysockiej, Kleczewskiej, wymienianej tu w postach Strzępki - formalnie, ekspresyjnie to teatr trochę sprzed dekady! Ale jednak osobisty i chwała za to Panu Talarczykowi, że nie ukrył się za już utartymi, sprawdzonymi kluczami inscenizacyjnymi - czuje i jestem przekonany, że to bardzo własna i osobista wypowiedź reżyserska. Choć pewnie nie tak błyskotliwa jak teatralne wystąpienia chociażby Strzępki, którą nawiasem bardzo lubię i cenię! I wspominając jeszcze jeden spektakl realizowany na bazie Mistrza i... - sprzed paru lat i to całkiem niedaleko bo w Teatrze Rozrywki w Chorzowie - muszę z przekonaniem stwierdzić, że to teatr dużo lepszy, refleksyjny i poważny. Chociaż w jednym nie jestem pewien - scenografię w tamtym spektaklu stworzył ten sam scenograf, co i w tej wersji przedstawienia - ten sam który zresztą jest autorem scenografii i kostiumów do kilku innych spektakli Talarczyka i Czuja - właśnie reżysera spektaklu w Chorzowie i najlepszego chyba spektaklu w Bielsku (dla mnie jest to z pewnością Rewizor - ciągle dziwię się, że nie jest grany, ja widziałem go na pokazie festiwalowym w Katowicach!) - nie jestem pewien, bo mimo, że plastyka w tym spektaklu wydaje się najmocniejszą stroną tego widowiska, to wspominam tamtą z Chorzowa, którą uważam za jedną z najlepszych plastycznych wizji jakie kiedykolwiek widziałem w Polsce! Z innej strony spektakle Bielskie firmowane jego nazwiskiem są naprawdę najciekawsze w bielskim repertuarze - są jakby osobną klasą. I myślę tu i o Żydzie, oczywiście Rewizorze z fantastycznymi "litewskimi" kostiumami, a nawet widowiskowym Szwejku, chociaż reżysersko i inscenizacyjnie to pewnie jednak jeden z gorszych spektakli. Ten spektakl czyli "Mistrz i Małgorzata story" to dla mnie nowe odkrycie plastyki w teatrze, myślenie bardzo nowoczesne, ekspresyjne i czasami mówiące więcej niż niezborne działania reżyserskie, wszystko niszczy zupełnie niepotrzebna narracja telebimowa na tylniej ścianie sceny! Szkoda, tu Pan Urban się nie popisał, ale i tak jestem ciekawy jego następnego spektaklu w Bielsku. A tak na zakończenie - już tylko z relacji mojego taty; ten sam scenograf, Pan Urban realizował ponoć genialna scenografię do spektaklu Pana Talarczyka w Chorzowie - bardzo wiele lat temu - spektakl zatytułowany był Ptasiek!
@ela
Obserwuję teatr w bielsku ze śląska i musze powiedzieć, że repertuar teatru śląskiego albo teatru zagłębia nie umywa się do teatru w bielsku. To bez wątpienia najciekawszy teatr w okolicy, o którym się sporo mówi i pisze w Polsce. Szkoda, że nie mamy takiego teatru w Katowicach
tess
@ela - fajnie że taki post się tu pojawił! na pewno łatwiej zrozumieć Mistrza jak zna się te wczesniejsze spektakle. z drugiej strony - trudno kogoś zmuszać żeby poznawał całą ścieżkę artystyczną reżysera zanim pójdzie na nową sztukę (choć tu warto poznać tę drogę, serio). ale wracając do m&m story, to kawał bardzo udanego współczesnego teatru, którego inne teatry mogą teatrowi polskiemu zazdroscic. i mam nadzieje, ze zazdroszczą :P.
ela@
"Krzyk", "Cholonek", "Ballady kochanków i morderców", "Żyd", "Niezidentyfikowane szczątki ludzkie", "Kometa", "Testament Teodora Sixta", "Popcorn", "2", "Szwejk" i oczywiście "Mistrz & Małgorzata Story" to spektakle Talarczyka, które z całą pewnością są intrygującą wypowiedzią autorską człowieka, który wie co chce powiedzieć i jego wypowiedź nie pozostawia obojętnym. Ja znam twórczość Talarczyka od wielu lat i mam wrażenie, że ludzie którzy tutaj piszą niewiele widzieli jego spektakli, lub wcale. "Mistrz & Małgorzata Story" jest konsekwentną wizją będącą kontynuacją drogi twórczej tego reżysera. Każdy ma prawo do swojego zdania. Moim zdaniem to wybitne przedstawienie i kropka. Namawiam na spojrzenie na twórczość Talarczyka z szerszej perspektywy.
nata
@hoga - jak widać każdy ma prawo do swojego zdania, ja nie poleciłabym nikomu tego spektaklu, a Ty wręcz odwrotnie. Dla mnie Anna Iberszer była wyrwaniem z nudnego klimatu, jaką po kolei kreuje Pan Talarczyk od Szejka i Drzewka Pomarańczowego i który po prostu staje się już coraz mniej strawny, przynajmniej dla mnie. Zobaczymy jak długo sztuka utrzyma się na afiszu.
Piotr C
Widziałem!Story na podstawie, na luźnych motywach Mistrza i Małgorzaty w Teatrze Polskim.
No, cóż. Jak każdy fan Powieści, szedłem (mimo, że wiedziałem, że będzie coś innego) z nadzieją na odnalezienie ulubionych bohaterów na scenie.
Wiem, że zamiarem reżysera było pokazanie w kontekście odwiecznej walki dobra ze złem, jakiegoś wycinka najnowszej historii Rosji, a nawet szerzej. Z perspektywy kilku dni odnajduję coraz więcej zainteresowania w sobie tym przedstawieniem, ale nadal nie mogę znaleźć uzasadnienia dla takiej ilości perwersji i wyuzdania, jakie tam zobaczyłem. Wiem - taki jest świat i nie ucieknę od tego. Albo- przecież to świta szatana, dlatego nie mogą być grzeczni. Pewnie, widziałem, że niektórzy aktorzy (M.Gera) wręcz na co dzień przebywają w tej świcie i występ na scenie to nie była gra.
hoga
@nata akurat abrahamowicz i talarczyk naprawdę świetni byli w swoich rolach, obaj wielowymiarowi i niepokojący. na moje oko panna iberszer na tle bielskiego zespołu raczej się nie wybija - skąd twoje zachwyty? a wątki się trzymają jeden drugiego. jak komuś się w odbiorze rwie fabuła to najwyraźniej nie wychwytuje tych pochowanych odniesień, dzięki którym sztuka nabiera wartości. nota bene, dyskusja tutaj umarła tak nagle jak się urodziła, a spektakl ma się świetnie... :-D oby tak dalej!
nata
Ja niestety muszę stwierdzić, że niesamowicie się wynudziłam. Pan Talarczyk, co znów się potwierdziło, nie powinien brać się za reżyserowanie, a jego gra w tym przedstawieniu też nie należała do zbyt porywających. Kuba Abrahamowicz także bardzo mnie zawiódł. Pan Talarczyk próbuje ciągnąć 10 watków na raz, a niekoniecznie schodzą mu się potem w jedną całość, Jedynymi pozytywnymi aspektami tej sztuki była zdecydowanie Anna Iberszer i jej przygotowania do balu u Wolanda, oraz niezwyły Behemot(zdolności aktorskie tego Pana powinny być wzorem dla reszty, która się raczej nie wysiliła). Reszta raczej nie jest warta 50 złotych, juz lepiej zainwestować w Nowe Wyzwolenie, które przynajmniej dawało do myślenia i nie zadręczało człowieka ciągłą i nachalną interpretacją płynącą ze sceny, jakby widownia była przygłupia.
panda
A kto to jest Guzik? Jakos nie można zauważyć na przedstawieniach z udziałem tej pani tłumów. Sredniej klasy aktorka
gzzz
No tak, stary pomysł: jeśli fakty nie pasują do tezy, tym gorzej dla faktów. @janek: jesteś z pisu?
gzzzzzz
@KasiaWe wczorajszym wpisie przypisałaś "Rewizora" Talarczykowi. A reżyserem przedstawienia był Łukasz Czuj. Co prawda scenograf ten sam, więc może te "wijące się" są obsesją scenografa... Ale która się tam wiła?
Swoją drogą TP w całej swojej dotychczasowej historii nie miał tylu nagród i sukcesów na festiwalach jak teraz.

Klauzula informacyjna ›