Co roku wraz z pierwszym opadem śniegu służby porządkowe, właściciele budynków i zwykli mieszkańcy miast przeklinają nadchodzącą zimę. Oznacza ona bowiem kilka miesięcy syzyfowej pracy - odśnieżanie, zbijanie wiecznie powracających sopli i kombinowanie, co zrobić z nadmiarem śniegu. Część administracji wychodzi z założenia, że skoro praca jest syzyfowa, to nie warto się do niej w ogóle zabierać. Kończy się to tak, że dla osób starszych, inwalidów czy matek z wózkami dla dzieci wiele bielskich chodników jest po prostu niedostępnych.

Obecnie w całym mieście zalegają brudne hałdy czegoś, co jeszcze tydzień temu było śniegiem. - Jest kilka punktów, z których śnieg - w przypadku intensywnych opadów - usuwamy na bieżąco. W każdym innym przypadku czekamy na sygnał z Ratusza - mówi Marek Zborowski z SITA ZOM.
 
Ulice trzeciej kategorii

Naczelnik wydziału gospodarki miejskiej bielskiego magistratu, Adam Grzywacz tłumaczy, że koszt wywozu śniegu jest bardzo duży. Dlatego teren miasta został podzielony na trzy kategorie. - Z obszarów należących do kategorii pierwszej śnieg wywożony jest z pierwszej kolejności, ale dopiero wtedy, kiedy uznamy, że jest go już za dużo. Następnie oczyszczane są tereny zaliczone do kategorii drugiej i trzeciej.

Do kategorii pierwszej należą m.in. przystanki autobusowe (3 Maja, Warszawska, Piastowska, itd.), place Chrobrego i Ratuszowy, ulice 11 Listopada, Cechowa, itd. Kategoria druga: ulice Broniewskiego, Komorowicka, PCK, pl. Wolności, itd. Kategoria trzecia: ulice Budowlanych, Cyniarska, skrzyżowanie Krakowskiej z Lwowską, itd.
 
Obarczanie bielskich władz winą za zaleganie śniegu na terenie całego miasta jest znacznym nadużyciem. Za utrzymanie wielu chodników odpowiedzialni są bowiem właściciele lub zarządcy budynków. Ci natomiast do tworzących się hałd śniegu się nie przyznają. Są też tacy, którzy śnieg z zasp wysypują... na jezdnię. Kiedy niedawno byliśmy świadkami takiego zdarzenia i zwróciliśmy uwagę dozorcy, że tak nie wolno, ten odparł, że "auta rozjeżdżą".
 
Chodnikowy tor przeszkód

Obowiązkiem właścicieli lub zarządców jest odśnieżanie chodników i usuwanie sopli oraz nawisów śnieżnych. Sople lodu zwisające z gzymsów stwarzają ogromne zagrożenie dla przechodniów, a administratorom lekceważącym obowiązek usuwania zagrożenia grożą kary pieniężne. Ale widać są zbyt niskie. Idąc bielskimi chodnikami można odnieść wrażenie, że nikt nad tym zjawiskiem nie czuwa. Trzeba uważać, żeby nie poślizgnąć się na czymś, co kilka dni temu było zbitym śniegiem, a teraz jest lodową pułapką. Przechodnie muszą mieć nadzieję, że zamiast kolejnej kropli, tym razem z dachu nie spadnie im na głowę sopel lub kawał zlodowaciałego śniegu.
 
 - Dwa dni temu szłam wieczorem ulicą Sixta - opowiada z oburzeniem bielszczanka mieszkająca przy ul. Mickiewicza. - Nagle usłyszałam ogromny huk. Sądziłam, że dwa samochody czołowo się zderzyły na 3 Maja. Tymczasem kiedy się obróciłam, ujrzałam wielki kawał zbitej bryły śnieżnej, która wylądowała na masce auta zaparkowanego przed bankiem.
 
Gdyby w miejscu samochodu stało małe dziecko... Strach pomyśleć! A takie właśnie pułapki czyhają na nas w wielu miejscach. Niektóre z nich zostały otaśmowane lub zagrodzone deską z kartką informującą, że z góry mogą spadać sople.
 
Zimowe patrole

Komendant bielskiej Straży Miejskiej, Mirosław Tronkowski tłumaczy, że każdy sposób zabezpieczenia niebezpiecznego miejsca jest dopuszczalny. Zapewnia także, że po mieście cały czas chodzą patrole, które prowadzą działania związane z "Akcją zima". - Wystawiliśmy już sporo mandatów, wiele osób pouczyliśmy, skierowaliśmy nawet kilka spraw do sądu.

Ale wygląd bielskich chodników zdaje się świadczyć, że mandat w wysokości 500 zł nie jest dla niektórych właścicieli budynków dotkliwą karą finansową. - Byłem świadkiem sytuacji, kiedy strażnicy weszli do sklepu i pouczyli właściciela, że powinien odśnieżyć chodnik. Ten zaś powiedział im, że łopaty są na zapleczu i żeby sami odśnieżyli... - relacjonuje nasz Czytelnik.
 
Miejsce śniegu jest na dachu

Innym zimowym koszmarem jest zalegający na dachach śnieg. W Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego ostrzegają jednak przed paniką. Tłumaczą, że wszystkie budynki muszą spełniać szereg norm, w tym dotyczących obciążenia dachu przez śnieg. Z uwagi na wysoką średnią opadów w naszym mieście i podgórskie położenie Bielska-Białej, norma ta jest u nas znacznie wyższa.
 
W PINB zapewniono nas, że na skutek tegorocznych opadów normy obciążenia nie zostały przekroczone. Usłyszeliśmy też, że miejsce śniegu jest właśnie na dachu i w dopuszczalnych ilościach nie może on zagrozić jakiemukolwiek sprawnemu technicznie budynkowi.
 
Magdalena Dydo