Niezłomni zostają ?na swoim?
Gdy ktoś nie ma dachu nad głową to nie myśli o przygotowaniach do świąt, tylko o tym, żeby przetrwać kolejny dzień.
Peryferie Bielska-Białej, za lasem zaczyna się Bestwina. Radiowóz wtacza się na górkę po wąskiej i krętej drodze. Ale droga się kończy, a celu naszej podróży nie widać. Samochód dalej nie pojedzie. Wysiadamy. Idziemy po kolana w śniegu. Ciemna noc. Kompletny wygwizdów. Słychać szczekanie psa. Z daleka, bo w pobliżu nie ma żadnych domów. Idziemy tak jakieś dwieście metrów. Wreszcie znajdujemy na śniegu świeże ślady. W oddali widać blaszaną budę. Podchodzimy. Policjanci przyświecają latarkami.
- Dobry wieczór, panie Jacku - mówi Dawid Kruczek, pracownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bielsku-Białej. Opatulony szczelnie bezdomny powoli podnosi się ze swojego legowiska. Dawid pyta, dlaczego nie przyszedł do noclegowni. Czasami przychodzi, w największe mrozy. Ale generalnie woli spędzać czas tutaj, w tej małej blaszanej budzie na końcu świata. Pan Jacek ma tę zaletę, że nie pije. Poza tym obiecuje, że jutro zgłosi się do MOPS-u, a kiedy pan Jacek coś obiecuje, to można się spodziewać, że dotrzyma słowa, tak mówią Dawid Kruczek i Emil Kosiec, też pracownik MOPS-u.
Nawiązać kontakt
Dawid Kruczek pomaga bezdomnym od czterech lat. Emil Kosiec od ponad roku. Korzystając z pomocy policji lub straży miejskiej odwiedzają bezdomnych i proponują im przeniesienie się do noclegowni. Latem takie patrole odbywają się raz w miesiącu, zimą częściej, po kilka razy. Wiedzą, gdzie przebywają bezdomni, mają zgłoszenia od ludzi albo od policji. Znają większość z tych, których los skazał na bezdomność. Niektórzy, choć zdarza się to znacznie rzadziej, sami taki los wybrali. Emil i Dawid zwracają się do nich bardzo uprzejmie, per pan, żadnego pouczania. Bo kluczem do sukcesu jest nawiązanie kontaktu. Żeby zdobyć zaufanie osoby bezdomnej.
Osiedle
Bielskie osiedle Karpackie. Mała murowana altanka stoi sobie w polu, na którym jeszcze nie wybudowano bloków. Pukanie do drzwi początkowo nie przynosi efektu. Odpowiedzi brak. - Otwierać, policja! - krzyczy funkcjonariusz. Podziałało. Mężczyzna otwiera drzwi i zaprasza do środka. To pan Janusz. Wysłannicy z MOPS-u go znają. W środku jest jeszcze pan Andrzej, który leży na materacu przykryty śpiworem i kilkoma kocami.
Ale tutaj niespodziewanie jest ciepło. To zasługa małego pieca, który stoi w rogu pomieszczenia. Za to przeraźliwy smród. Socjalni weszli tu kiedyś ze strażnikami miejskimi. Jeden nie wytrzymał. Został przy drzwiach. Policjanci oświetlają wnętrze latarkami. Całe okopcone od tego pieca. Gospodarze wyglądają na podchmielonych. Twierdzą, że wypili po jednym piwie. - A co, nie można? - pyta policjantów pan Andrzej, który najwyraźniej nie jest zadowolony, że ktoś przerwał mu sen. Ani myślą przenosić się do noclegowni, tu jest im dobrze i, jak mówią, niczego im nie brakuje.
Faktycznie, nieźle się tu urządzili. Mają zapasy jedzenia, budzik, radio, a nawet obraz z morskim pejzażem. Dziś są we dwójkę, ale Emil Kosiec mówi, że zwykle urzęduje tu większa grupa. Są dobrze zorganizowani i nie przyjmują do swojego grona nowych członków. A chętni na pewno by się znaleźli.
Inny świat
Nie wszyscy, którzy zostają bezdomnymi, pochodzą z biedy i patologii. Oczywiście, często tak jest, dużo dziedziczy się z domu, bieda rodzi biedę. No i alkohol. - Ile pan wypił? - Piwo. - A ile tego piwa? - Jedno. Każdy odpowiada tak samo. Musiało to być bardzo duże piwo. Alkohol jest problemem wielu z tych bezdomnych, którzy nie decydują się na noclegownię. Tam nie mogliby się napić. Taka jest zasada i tej zasady się przestrzega. Więc wolą mieszkać w budach, kanałach albo pod mostem, ale za to móc się napić.
Pracownicy socjalni znają też przypadki ludzi, którzy do pewnego czasu wiedli normalne życie. A potem wybrali tak, jak wybrali, choć ciężko to zrozumieć. I żyją już w innym świecie. Dla bezdomnych czasami najprostsza czynność to problem, na przykład zarejestrowanie się w urzędzie. I nie chodzi o to, że nie chcą, przynajmniej nie wszyscy, tylko że to problem, który wydaje się im nie do przeskoczenia.
Starówka
Centrum Bielska-Białej, opuszczone zabudowania nieopodal starówki. Niedawny pożar strawił część dachu. Od środka wygląda to tak, jakby strop miał się za chwilę zawalić. Strach tu wchodzić, tymczasem pan Jan śpi w najlepsze. Nie ma zamiaru iść do noclegowni. Twierdzi, że wypił jedno piwo, ale nikt mu nie wierzy. Zostawić go tu nie można, to niebezpieczne. Brać do noclegowni nie ma sensu, bo skoro jest „wypity”, to go nie przyjmą.
Zostaje izba wytrzeźwień. Ale pan Jan nie ma ochoty się tam udawać, zwłaszcza że upiera się, iż było tylko jedno piwo. Ustępuje dopiero, kiedy policjanci grożą, że wezmą go siłą. W izbie pan Jan wydmuchał półtora promila. Okazuje się, że już tu bywał, dokładnie czternaście razy. Ale to jeszcze nic, rekordzista ma na koncie ponad czterysta wizyt. Kiedy pan Jan się rozbiera (do majtek) lekarz pyta o rodzinę, czy się nią interesuje. - A czy ona się mną interesuje? - odpowiada pytaniem na pytanie.
Gdy bezdomny umrze, Emil Kosiec i Dawid Kruczek szukają jego rodziny. Niedawno umarł pewien bezdomny mężczyzna. Dotarli do jego syna, który nie widział się z ojcem od dwudziestu lat. Zapytali, czy urządzi mu pogrzeb. Poprosił o dzień namysłu. W końcu zrobił ten pogrzeb...
Tekst i foto: Wojciech Małysz (Kronika Beskidzka)
.jpg)
Artykuł wyświetlono 2833 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 7
Iza
Dawid tak trzymaj - Iza, czasami jednak tacy ludzie jak bezdomni zaślepiaja nam oczy, dostaja bułke a pare dni pozniej karmia nia gołebie :/
myszka
Biedny i może nie zaradny ,ale honorowy .Ludzie którzy dotrzymują słowa są dla mnie de.bez.i można, tak bez wódki żyć!!Bo jeśli biedny i do tego biedak przez swoją głupotę ,nie żałuję takiego delikwenta.

Klauzula informacyjna ›