Mimo trzaskającego mrozu i śniegu zalegającego ulice, rozpoczęła się przebudowa zabytkowej studni, jednej z „ozdób” bielskiej starówki. Prace - jak sugerowały władze miasta - miały rozpocząć się znacznie wcześniej. Deklarowano, że jeszcze przed minionymi wakacjami. Jednak kilka przeszkód, w tym trudności ze znalezieniem wykonawcy, który podjąłby się tej roboty, sprawiło, że robotnicy pojawili się na Rynku dopiero teraz.
 
O tym, że studnię trzeba przebudować, mówiono już w chwili, gdy przed kilku laty oddawano do użytku zaprojektowaną przez pracownię architektoniczną Stanisława Lessaera z Gliwic i wykonaną na nowo płytę Rynku. To wtedy okazało się, że projektanci zafundowali bielszczanom kilka architektonicznych „atrakcji”, które od początku budziły zdziwienie, a nawet sprzeciw.
 
Głównie nie podobały się oglądającym betonowe „bunkry”, które wyrosły na Rynku. Kryją resztki budowli stojących niegdyś w tym miejscu. Jest wśród nich stara miejska studnia, odkryta przed kilku laty podczas prac wykopaliskowych przez bielskiego archeologa Bogdana Chorążego. Sama studnia nie jest szczególnie cennym zabytkiem, pochodzi bowiem z dość późnego okresu w historii miasta.
 
Warta obejrzenia jest głównie jej kamienna cembrowina. Stąd też w projekcie przebudowy i nowej aranżacji płyty Rynku zadbano o wyeksponowanie studni. Z tym tylko, iż nie wiedzieć czemu projektant z troską godną co najmniej bezcennej antycznej budowli przykrył ją kokonem z betonu i szkłem. Nie dość, że taki potężny bunkier - jeden z trzech na płycie Rynku - kompletnie nie pasuje do otaczającej go staromiejskiej zabudowy, to jeszcze szyba przykrywająca od góry studnię była zawsze zaparowana tak, iż zobaczenie czegokolwiek, w tym najciekawszej z tego wszystkiego starej cembrowiny, było niemożliwe. Na nic zdała się nawet wymiana urządzeń klimatyzujących wnętrze szczelnie przykrytej studni. Szyba jak pokrywała się parą wcześniej, tak pokrywa się nią nadal.
 
Najpierw po cichu, a potem coraz głośniej zaczęto więc mówić zarówno „na mieście”, jak i w miejskim ratuszu, że studnię warto by odsłonić. Pomysł ten doczekał się właśnie realizacji. Po liftingu, studnia będzie wyglądać całkiem inaczej. Zniknie znad niej betonowo-szklany kokon, właśnie z wielkim mozołem rozbijany. Natomiast odkryta cembrowina zostanie zabezpieczona solidną kutą kratą, tak jak się to zazwyczaj robi przy tego typu zabytkowych obiektach.
 
Z uwagi na to, że korona cembrowiny nie sięga poziomu płyty Rynku, teren wokół niej zostanie nieco przebudowany. W płycie powstanie niewielka niecka, do której będzie można zejść po kilku schodkach, aby spojrzeć przez kratę w głąb ciemnej studziennej czeluści.
Marcin Płużek (Kronika Beskidzka)