Statystyki mówią, że Polacy coraz częściej odżywiają się niezdrowo, przez co coraz częściej cierpią na choroby układu krążenia i otyłość. Dietetycy ze zgrozą obserwują rosnącą popularność wszelkiego rodzaju fast foodów. Postanowiliśmy zajrzeć do kilku z nich, aby sprawdzić, czym karmią bielszczan.
 
Z badań dotyczących zwyczajów żywieniowych Polaków, przeprowadzonych na zlecenie Koalicji na rzecz Zdrowego Serca wynika, że aż 70 proc. osób ankietowanych przynajmniej raz w miesiącu sięga po żywność typu fast food, a 24 proc. respondentów konsumuje ją co najmniej raz w tygodniu. Dane te potwierdzają, że jeżeli Polacy już zdecydują się zjeść na mieście, to na ogół wybierają bary szybkiej obsługi.
 
Zabójcze tłuszcze
 
Jak tego rodzaju dieta wpływa na nasze zdrowie? - Dania typu fast food są wysoko kaloryczne, a to głównie za sprawą dużej zawartości tłuszczu w tych produktach - tłumaczy dietetyk Kamila Nowicka - Olma. - Są to w przeważającej części tzw. tłuszcze trans, czyli takie, które mają najgorszy wpływ na nasz organizm. Zwiększają prawdopodobieństwo wystąpienia różnych chorób związanych m.in. z układem krążenia. Np. hamburger zawiera węglowodany oczyszczone. Takie połączenie tłuszczu i węglowodanów jest najgorsze, bo sprzyja odkładaniu się tkanki tłuszczowej. Jest też wprawdzie spora porcja białka, ale w tej kombinacji nie jest ona zbyt korzystna.
 
W Bielsku-Białej nie brak miejsc, gdzie można zjeść szybko i tanio. Prawdziwym zagłębiem punktów gastronomicznych z takiego typu jedzeniem jest dworzec główny PKP i PKS. Na każdym kroku możemy tam natknąć się na dobiegający z różnych zakątków zapach fast foodów. Poza standardowymi pozycjami menu, jak hamburger, kebab czy hot-dog, spotykamy kulinarne perełki, które - jak się okazuje - cieszą się największą popularnością wśród bielszczan.
 
Rosną, jak grzyby po deszczu
 
Na tle przydworcowych lokali fenomenem jest maleńka budka o nazwie „Grzybek”. Prowadzi ją od dwudziestu lat ta sama osoba, pani Zofia. Specjalnością jej lokalu była od początku bułka z pieczarkami. - To mój autorski pomysł - chwali się gospodyni. Pieczarki do jej bułek są przygotowywane w profesjonalnej stołówce. Na miejscu natomiast właścicielka punktu przyprawia grzyby, po czym odgrzewa je w rondelku.
 
Przyjemna chrupkość bułek jest rezultatem podgrzewania pieczywa w opiekaczu. Na życzenie klienta pani Zofia podaje bułkę z pieczarkami lub parówką. Do tego są różnego rodzaju sosy i prażona cebulka na szczyt całej konstrukcji. Interes kręci się nieźle mimo, że w bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się dwa podobne stanowiska. Gdy w godzinach popołudniowych rozmawialiśmy z właścicielką „Grzybka”, co rusz pojawiał się klient. - Godziny szczytu przypadają na porę, gdy dzieci kończą szkołę, a dorośli wychodzą z pracy. Aby zjeść chrupiącą bułkę z gorącymi pieczarkami, musimy mieć w kieszeni 4 zł.
 
Od zeszłego roku na dolnej płycie dworca PKS stoi punkt gastronomiczny oferujący zapiekanki z pieca. - Nie powiem, jak się przyrządza te zapiekanki, bo wokół jest spora konkurencja i nie będę zdradzała receptury - mówi właścicielka, pani Maria. - Proszę zobaczyć. Parę metrów dalej też otwierają nowy fast food.
 
Firmowy rarytas pani Marii zawiera ser i pieczarki. Zapiekanka o średnicy 45 cm kosztuje 5 zł. Za dodatkową opłatą w wysokości 50 gr farsz wzbogacany jest szynką lub salami. Gotowe danie może być polane sosami. W zależności od gustu: hamburgerowym, meksykańskim, czosnkowym, chilli bądź keczupem.
 
Sałatki-tak, cola-nie
 
Na płycie głównej dworca PKS jest wiele stanowisk gastronomicznych. Największe kolejki tworzą się jednak w punkcie u wejścia na kładkę nad ulicą Warszawską. Gwoździem menu jest tam duża porcja frytek z posypkami (porcja XXL - 4 zł). - Często tutaj jadam - przyznaje pani Aneta. - Zwykle w drodze z uczelni albo z pracy dla zaspokojenia głodu lub poprawienia sobie nastroju. Wbrew regule dietetyków, pani Aneta jest szczupłą osobą, ale ów stan raczej nie potrwa długo. Studentka przyznaje bowiem, że potrawy z przydworcowych fast foodów są stałą pozycją w jej codziennym jadłospisie.
 
 - Jeżeli już musimy, to zjadajmy je tylko okazjonalnie - apeluje Nowicka - Olma. - Pod żadnym pozorem nie możemy włączać ich do swojego menu jako pozycji stałej. Jeżeli mamy możliwość, to dobierajmy do takiego dania różnego rodzaju sałatki. Unikajmy też napojów chłodzących typu cola, bo jeśli do niezdrowego posiłku dodamy cukier, to obiad staje się bardzo niebezpieczny.
 
Paweł Hetnał