Do zainteresowania się sprawą wypłacania zasiłków osobom poszkodowanym w wyniku wiosennej powodzi sprowokowała nas krytyczna wypowiedź jednego z prominentnych polityków w Sejmie. Podkreślił on, że rząd nie radzi sobie z tym problemem, przez co ofiary majowych ulew pozbawieni są pomocy. Sprawdziliśmy, jak ta sprawa wygląda w mieście Bielsko-Biała, które pośredniczy w wypłacaniu rządowych zasiłków dla powodzian.
 
Wiosną br. tereny dotknięte powodzią wizytował premier Donald Tusk, który obiecywał, że osoby najbardziej poszkodowane otrzymają z budżetu państwa wysokie zasiłki na odbudowę mieszkań zniszczonych przez żywioł. Nie wiemy, jak w innych częściach kraju wygląda realizacja deklaracji szefa rządu. Okazuje się, że w Bielsku-Białej nie jest wcale źle. Tak przynajmniej zapewnili nas zajmujący się tą sprawą urzędnicy miejscy.
 
Zgodnie z przepisami, pomoc finansowa przysługuje na odbudowę lub remont budynku mieszkalnego (mieszkania), który uległ zniszczeniu w wyniku majowej powodzi. Poszkodowani nie uzyskają jednak zasiłku celowego na pokrycie kosztów odbudowy budynków gospodarczych lub zakupu zdewastowanych przez wodę mebli, artykułów gospodarstwa domowego czy telewizora. Chodzi wyłącznie o odzyskanie dachu nad głową. W tym celu rodziny najbardziej dotknięte przez żywioł mogą otrzymać nawet 100 tys. zł zasiłku.
 
Gdy poszkodowany ubiega się o zasiłek w wysokości do 20 tys. zł, może samodzielnie dokonać wyceny swoich strat, a wypłata następuje na podstawie jego oświadczenia oraz fotografii zniszczonego mienia. Natomiast w przypadku szkód o znacznej wartości potrzebna jest ekspertyza rzeczoznawcy majątkowego. W warunkach bielskich szacowaniem strat zajmują się eksperci powołani przez wydział ochrony środowiska Urzędu Miejskiego, ujęci w wykazach sporządzonych przez wojewodę.
 
 - Nigdy nie robiliśmy poszkodowanym trudności przy potwierdzaniu zgłoszeń o zniszczeniu mienia - tłumaczy naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego UM w Bielsku-Białej Mikołaj Jakimowicz. - Państwo jest odpowiedzialne za budowę i bieżące utrzymanie zapór czy regulację rzek. Jeśli dom został zalany na skutek tego rodzaju zaniedbań, to sprawa jest ewidentna. Koszty likwidacji szkód powinien pokryć budżet państwa.
 
Świadczenia wypłacają miejskie ośrodki pomocy społecznej. Osoby, którym przyznano zasiłki zobowiązane są przedstawić rachunki i faktury potwierdzające poniesione przez nie wydatki związane z odbudową. Postanowienie o przyznaniu tych pieniędzy odbywa się zawsze w drodze decyzji administracyjnej. Po oszacowaniu strat, MOPS w Bielsku-Białej - za pośrednictwem Ratusza - występuje do wojewody śląskiego o przydział określonej kwoty dla konkretnej osoby.
 
Po majowej powodzi, bielski MOPS z różnych źródeł otrzymał ogółem 316 zgłoszeń dotyczących strat, które wyrządził żywioł. Część z nich nie mogła być jednak przedmiotem postępowania administracyjnego, gdyż dotyczyła zarwanych mostów, zalanych ulic, zniszczonych obiektów gospodarczych, itp. Na podstawie analizy dokumentów wydano 180 decyzji administracyjnych o przyznaniu pomocy. Tylko pięć wniosków dotyczyło zasiłków w najwyższej wysokości, czyli do 100 tys. zł.
 
Pieniądze na ten cel otrzymują wojewodowie z budżetu państwa. - Nigdy nie występowały u nas jakiekolwiek zaległości w wypłatach tych świadczeń - zapewnia dyrektor MOPS w Bielsku-Białej Aleksandra Ciaciura. Z wyjaśnień pani dyrektor wynika, że przyznane środki są przekazywane wnioskodawcom w ciągu 3-4 dni od wpływu pieniędzy na konto ośrodka.
 
Jak dowiedział się nasz portal, bielszczanom poszkodowanym w wyniku majowej powodzi wypłacono jak dotąd prawie 250 tys. zł. Termin składania zbiorczych wniosków przez gminy upłynął w ostatnich dniach czerwca, lecz w wyjątkowych sytuacjach (np. losowych) przepisy dopuszczają możliwość rozpatrywania indywidualnych próśb, które zgłoszono w okresie późniejszym.
 
Robert Kowal